Tereny Valfden > Dział Wypraw

Myśliwskie rewolucje

<< < (5/9) > >>

Nawaar:
Silvaster szedł cały czas, przed siebie idąc sobie rozglądał się dookoła, ale nie wyczuwał tymczasowo zagrożenia, więc od czasu do czasu sobie nucił, pod nosem. Pogoda była piękna tego dnia, bo słońce nie grzało tak dotkliwie i można było sobie spokojnie iść, a dziecko świtu wchodząc na północny trakt poczuło nawet przyjemy chłodek w okolicach stóp. Korony drzew skutecznie blokowały dostęp promieni słonecznych, przez co ścieżka nie była oświetlona i tworzyła przyjemy klimat. To właśnie było najprzyjemniejsze w tym marszu, bo łowca mógł ochłonąć i nawet pot nie był zbyt częstym gościem na jego czole. Tak sobie umilał życie patrząc czasem, pod nogi a widząc maszerujące żuki przeskoczył je, by mogły dalej podążać swoim szlakiem w tym samym czasie zauważył pasące się sarny. Nawet nie zamierzał im przeszkadzać, przez myśl mu nie przeszło aby je zaatakować, więc szedł dalej wytyczonym szlakiem od czasu do czasu spoglądając na drzewa i bujną roślinność.

Evening Antarii:
I jak tak Silvaster szedł, otoczony przez śpiew ptaków i niemrawy szum niedalekich strumyków, teren zaczął się nieco zmieniać. Leśne pagórki ustępowały miejsca jakimś skałom albo dużym głazom leżącym na łąkach porośniętych głównie chwastami. Jakieś pokrzywy, oset lub zwykłe mlecze. I to właśnie była granica lasu. Ale nie były to góry, po prostu zmiana krajobrazu.
Dhampir już wiedział, że z jaskiń i zza dużych, nagich kamieni, obserwują go pary oczu. Dokładnie trzy pary kresharowych, pragnących upolować ofiarę oczu. Choć pewnie w jaskiniach czaiło się tych bestii więcej.
Na razie jednak na spotkanie Silvasterowi ruszyły trzy najsilniejsze osobniki. Chciały go otoczyć i zapędzić w jakąś pułapkę. Szczerzyły kły i pomrukiwały, aby się ze sobą porozumieć.
Nagle ruszyły jakby na komendę na dhampira. I nie miał zbyt wiele czasu na reakcję, jedynie kilka sekund.


3x Kreshar , za kilka sekund zaatakują Silvastera.

Nawaar:
W takim spokojnym klimacie sobie szedł w międzyczasie wyciągnął sobie nóż, od tak dla swojego lepszego samopoczucia. Dhampir spostrzegł się, że nagle teren się nieco zmienił i trochę wypiętrzył nagle zaczęły robić się pagórki i lekko było pod górę , ale oczywiście nadal był to skraj lasu z łąkom nieopodal. Właśnie będąc na skraju lasu poczuł się nieswojo, a dawno takiego czegoś nie odczuwał. Dziecko świtu podążając dalej zorientowało się, że jest obserwowane przez kilka obiektów i już wtedy zaczęło się przygotowywać na kolejną batalię. Tak się właśnie okazało, bo po chwili usłyszał pomruk czegoś, czym później okazało się być trójką kresharów.
    Silvasterowi nie dano dużo czasu na reakcje i, po sekundzie mierzenia zwolnił mechanizm trzymający bełta. ÂŻelazny pocisk miał krótki lot gdy kreshar, do którego mierzył wyskoczył w jego stronę obrywając w pierś. Grot żelaznego bełta bez problemu przebił się, przez cienką skórę stworzenia tym samym przebijając jedno z płuc. Zwierzak, po wyskoku legł u jego stóp dusząc się i starając łapać resztki powietrza zatoczył się jeszcze raz, po czym padł na amen.
    Dziecko nocy nie mogło tracić więcej czasu i mając wcześniej przygotowany nóż rzuciło go chwytając mocno za rękojeść w kierunku drugiego dachowca, który zachodził go z boku. Miedziany nóż utkwił w czole kota aż po samą rękojeść. Kreshar zrobił wielkie oczy i zamarł na chwilę, jakby został zrobiony z marmuru by po kilku sekundach runąć w miejscu, którym stał. Widocznie ostrze noża uszkodziło dość poważnie płat czołowy i dlatego wydarzyła się taka nietypowa sytuacja. Tak czy siak umarł na miejscu nie odczuwając bólu.
    Na placu boju pozostał jeszcze jeden zwierz, ale ten już doskoczył do niego, lecz dhampir musiał działać już inaczej, bo najpierw musiał odskoczyć do tyłu by uniknąć paszczy i ostrych zębów dachowca. To jednak zbyt wiele mu nie dało, bo leśny zwierz znów do niego dobiegł znów starając się go ugryźć w nogę, ale dhampir znów odskoczył do tyłu, a potem korzystając ze swojej naturalnej siły zrobił dwa kroki do przodu, a potem przeskoczył bestię w locie wyciągając srebrny sztylet. Jednak tuż po lądowaniu, dhampir poczuł łapy kota na swoich plecach, po czym poleciał z trzy metry do przodu na twarz. Wtedy do jego ust dostała się ziemia i ten niemiły posmak zagościł we wnętrzu jego paszczy, ale to nie było najgorsze bo stracił sztylet, który gdzieś tam poleciał. Jednak ta chwila czasu jaką otrzymał pozwoliła mu na obrót i zdążenie wyciągnięcia miecza. Kreshar już był w locie, by dosięgnąć zębami jego głowy i i niewiele mu brakowało, lecz dziecko świtu w ostatniej sekundzie zamachnęło się z lewej do prawej robiąc wielkie nacięcie na szyi z rany buchnęła krew, która zalała twarzy łowcy brudząc go całego, czerwona posoka nie oszczędziła również jego ubrania. W tym momencie jakby ktoś zobaczył Silavstera mógłby stwierdzić, że to dhampir pożywią się krwią zwierzęcia a kilka sekund temu cała ta sytuacja mogła wyglądać zupełnie inaczej i to kreshar miałby paszczę pełnej przeklętej krwi łowcy. Teraz znów przygnieciony ciałem martwego zwierzaka zrzucił go z siebie i zaczął wypluwać nagromadzoną krew jak i resztki ziemi. Dziecko świtu nie musiało się nią odżywiać, co zawsze powodowało u niego obrzydzenie kiedy krew dostawała się do jego organizmu omal nie zwymiotował, ale udało mu się powstrzymać odruch organizmu. Najważniejsze jest to, że przeżył znów atak leśnych stworzeń. Teraz nim zabrał się za zbieranie rzeczy i trofeów rozglądał się i nasłuchiwał, czy znów coś nie czai się za skałami teraz mając miecz w rękach mógłby przystąpić do szybkiego kontrataku.

0x Kreshar

Pozostaje: 27 bełtów i 2 noże

                   
   

Evening Antarii:
Kreshary nie przeżyły potyczki z dhampirem. Na szczęście dla niego. Ciekawe co na to ich kresharowe rodziny. Bo przecież ten nieżywy kot mógł być czyimś tatą albo martwa samica ciocią lub siostrą. A najpewniej zrobi się z nich rękawiczki a flaki wyrzuci z powrotem do lasu. Taki ich los.
Choć zawzięte bestie były. Dwójka która kryła się między głazałmi i obserwowała walkę, chciała pomścić swych "bliskich". Więc parka zerwała się i kwiczała. Kreshary ominęły ciała swych martwych towarzyszy i rzuciły się z pazurami na Silvastera.


2x Kreshar , za kilka sekund zaatakują Silvastera, atakują pazurami.



//noże okej

Nawaar:
Dhampir skopanym we krwi bestii domyślił, że to nie koniec ataków na jego osobę. W tym właśnie czasie następna parka pojawiła się, by móc zemścić się za śmierć swoich bliskich. Silvastera, co prawda to nie obchodziło on chciał ratować swoje życie i niziołka. Na samym początku odskoczył do tyłu gdzieś na dwa metry, by uniknąć dwóch łap pełnych ostrych pazurów. Ta sztuka mu się udała, ale oczywiście znów musiał odpowiednio zareagować gdy zwierzęta ponownie zaatakowały, lecz tym razem przeturlał się na prawą stronę. Bestie biegnąc nie mogły się tak łatwo zatrzymać, co skutecznie wykorzystał dhampir, bo po udanym przewrocie trzymając nadaj srebrny miecz w lewej ręce zdążył ostrzem zahaczyć o tylną łapę jednego z przeciwników wyłączając go tymczasowo z dalszej walki. Ranne stworzenie zryło kawałek ziemi i padło na ziemię piszcząc. Wiedział, że to mogło spowodować przybyciem nowych przeciwników, ale pewnie jakoś to zniesie.
     Dziecko świtu nie traciło czasu gdy drugi kot już zdążył się nawrócić i dobiegając do, dziecka chciało użyć na nim przewracania, ale tutaj łowca również się nie dał i zrobił dwa przewroty, lecz tym razem w lewą stronę tak aby dać sobie czas na zrobienie kontry i tą kontrą było odcięcie łapy tuż, przy samych pazurach dachowca, która zmierzała w stronę jego twarzy. Kreshar zawył gdy jego łapa odleciała a z rany zaczęła wyciekać krew, która trafiła prosto na koszulę wojownika wraz z pechowym kotem, ale Silva w pełnym przysiadzie zdążył pchnąć ostrze miecza w żuchwę bestii, by ją uciszyć raz na zawsze. srebrny miecz przebił się, przez miękką tkankę a następnie przez szczękę i w końcowych etapach ostrze utkwiło w głowie stworzenia. Dhampir wiedział już, że jednego ma z głowy i to, że nie uzbiera z tego stworzenia wszystkich trofeów, ale cóż takie życie nie? Jednak to nie był koniec i musiał uciszyć jeszcze jedno stworzenie. Dziecko świtu znów odrzuciło ranne truchło z siebie wcześniej wyciągając miecz z czaszki i żuchwy kreshara, a teraz wstając wydobył drugi ze swych noży i podchodząc do rannego i umęczonego stworzenia rzucił nim szybko i bezdźwięcznie trafiając w potylicę żyjącego jeszcze kota. Miedziany nóż wbił się jak w masło natrafiając jedynie na miękką tkankę i mózgoczaszkę stworzenia. Kot wydał parsknął jeszcze, po czym odszedł do królestwa Ventepi. Dhampir teraz powstał i dobył ostatniego z noży i rozpoczął jeszcze obserwować okolice nim miałbym przystąpić do zbierania broni i trofeów. Wiedział bowiem, że piszczące i wyjące koty mogły sprowadzić jeszcze inne drapieżniki jak również pamiętał on o jednym z przysłów czyli przezorny zawsze ubezpieczony.

// Tracę 2 nóż, bo teraz oba są w głowach kresharów i z opisu wynikło, że cześć trofeów nie będzie zdatna do zdobycia i oczywiście uwzględnię to w poście gdy zacznę zbierać trofea.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej