Tereny Valfden > Dział Wypraw

Myśliwskie rewolucje

(1/9) > >>

Nawaar:
Nazwa wyprawy: Myśliwskie rewolucje
Prowadzący wyprawę: Evening Antarii
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: bycie Silvasterem
Uczestnicy wyprawy: Silvaster

Dhampir tak jak powiedział wstał z wczesnym rankiem, bo jak to mówią kto rano wstaje temu Zartat daje. Dlatego szybko poszedł się ogarnąć czyli poranna toaleta, szybkie umycie i zjedzenie spokojnie śniadania. Tak sobie patrząc na słońce cieszył się, że nie musi się przed nim ukrywać. Uśmiechnięty podszedł jeszcze, po świeżo zakupione rzecz, które od razu zaczął zakładać i sprawdzać jak się sprawują. Nawet od razu załadował sobie kuszę, coby nie robić tego w środku niebezpiecznego lasu. Silvasterem teraz nie kierowały pobudki czysto finansowe, bo będąc na wyprawie konkordatu spotkał wiele wynaturzeń w obecnej przyrodzie. Dlatego chciał sprawdzić jak blisko podchodzą te zdeformowane zwierzęta w pobliże miast i wsi. W głębi siebie liczył na to, że jednak nie spotka ich dużo i będzie mógł spokojnie zrobić krótki rekonesans. Gdy w końcu cały ekwipunek miał na sobie wyszedł z domu udając się prosto w stronę północnej bramy. Mijając ją zszedł z głównego traktu w bok starając się iść w strefy lasów i puszcz wciąż pamiętając o swoich obawach związanych z wynaturzeniami to czuł, że lesie spotka go znów wiele przygód.

Evening Antarii:
Czerwone jeszcze słońce rozlewało się nad falistymi leśnymi pagórkami. Niedługo wzniesie się jeszcze wyżej i wtedy całe Valfden pogrąży się w przyjemnym cieple jego promieni, wieśniacy wyjdą na obrządek swych gospodarstw, kupcy ruszą na trakty przecinające wyspę, wystrojone damy ze stolicy wyjdą na rynek rozmawiać o ostatnich ważnych lub mniej ważnych wydarzeniach.
A dhampir natomiast wyruszył do lasu wraz z letnim świtem.
Niektóre leśne zwierzęta wracały wgłąb lasu, chcąc trzymać się daleko od ludzi. Stada niegroźnich jeleni pasły się jeszcze na polu, obserwując czujnie okolicę i strzykając uszami. Lisy patrolowały obrzeża dróg ale już wracały do swych bezpiecznych nor na czas dnia. A niektóre wręcz przeciwnie. Spaczone istoty plątały się wokół zagród zagrażając nie tylko drobiu ale także ludziom. Może wabi je łatwe pożywienie, albo pcha je tu jakaś dziwna siła.
To wszystko Silvaster widział po wyjeździe z miasta. Wokoło było jeszcze naprawdę wcześnie, poranek był rześki. ÂŚciana lasu była już niedaleko i ostatnie wioski leżące przy Efehidonie, tutaj się kończyły, a zaczynała się gęsta puszcza.

Nawaar:
Silvaster tak jak się wcześniej spodziewał, że ujrzy różne dziwy tak i ta zaistniała sytuacja była właśnie taką. Całe szczęście, że ludzie skutecznie się bronili przed różnymi zagrożeniami, niektórzy nawet wzywali rycerzy oraz członków konkordatu w końcu to było ich zadanie. Dziecię świtu zagłębiając się dalej i opuszczając ostatnie wioski mogło na szczęście już zobaczyć zdrowe stworzenia samej Ventepi, które wracały do swoich nor i legowisk. Wtedy natura elfa przejęła kontrolę nad wampirzym instynktem i czuł się w miarę swobodnie w tym miejscu, ale pod samą puszczą gdy już dotarł jego obawy, przed spotkaniem wypaczonych stworzeń wzięły górę, a może to była ta zwyczajna ostrożność? Tak czy owak dhampir już teraz wyciągnął załadowaną wcześniej kuszę oraz w druga dłoń chwycił jeden z noży. Silvaster będąc tak przygotowanym i ufając swoim wyczulonym zmysłom zagłębił się w puszcze. Dziecko świtu starło się rozglądać za wszelkimi śladami wypaczonych zwierząt oraz wyłapać choćby najmniejszy szmer wśród gęstwin. Widocznie chciał poznać bliżej naturę tych stworzeń i odpowiednio ostrzec, przed nimi ludzi jak i poinformować sam konkordat  o ile wcześniej te zwierzęta go nie rozszarpią.

Evening Antarii:
Pomimo tych pierwszych pozornych oznak, że wszystko jest w porządku, dhampira doszło uczucie, że coś jest nie tak. Wokół było dużo poranej ściółki i mchu, a drzewa były okaleczone, pozbawione kory na niskich wysokościach. Doszły go też dźwięki gwałtownego rycia w ziemi.
Zza gęstych drzew wyskoczyło stadko pięciu wypaczonych dzików. Zaczęły szarżować wszystkie na raz na Silvastera stojącego na skraju lasu. Jeden z nich pędził naprawdę zaciekle i szybko pokonywał dzielący ich dystans. Reszta nie ustępowała mu kroku. Gdy już dostrzegły dhampira - nie ma przebacz. Spaczony dzik  biegnący gdzies na tyłach, na dodatek pluł kwasem, ale jego groźna ślina jeszcze nie docierała do dziecka świtu. Silvastera od spaczonego stada dzieliło jakieś 50 metrów.



5x Wypaczony dzik 50 metrów od Silvy

Nawaar:
Dhampir zagłębił się nieco dalej w las, ale oczywiście zapomniał się zakamuflować, mimo że to umiał. w takich sytuacjach można powiedzieć, że postąpił głupio ale cóż raz kozie śmierć i tutaj również była słuszność w tych słowach, bo za krzaka wyleciała banda stworzona z kilku wypaczonych dzików, które nie miały nic innego do roboty jak zaatakować dhampira. Silvaster takie miał to szczęście, że nieszczęścia atakowały go ze zdwojoną siłą jednak zawsze z nich wychodził obronną rękom, ale czy teraz tez tak będzie? Zaraz się o tym przekonamy.
    Dziecko świtu widząc grupę dzików, która na niego biegnie zareagował odpowiednio, czyli uskoczył do tyłu kiedy jeden ze szalonych stworzeń splunął w jego stronę kwasem, który mógł przeżreć wszystko z czym miało kontakt a zwłaszcza z jego ciałem, które mogło mu się jeszcze przydać. Kula kwasu z kontaktem z ziemią oddała głos syczącego węża, by po chwili wypalić to miejsce do cna pozostawiając już do końca świata skrawek wypalonego gruntu, który nie był  już zdatny do wyrośnięcia czegokolwiek.
    Silvaster wiedział już, co ma zrobić i musiał podjąć akcję więc na początek wymierzył ze swojej już kuszy w dzika będącego najbliżej, a trwało to dosłownie chwilę kiedy dhampir wypuszczając powietrze zwolnił, także mechanizm trzymający żelazny pocisk, mechanizm wydał charakterystyczny dźwięk i wypuścił on bełta, a ten trafił dzika prosto w głowę. Wypaczony dzik w swej szaleńczej szarży zwolnił i padł. Widocznie grot przebił całą czaszkę tak mocno, że dostał się on do mózgu zakańczając żywot stworzenia. Dhampir nie tracąc czasu odrzucił kuszę i korzystając ze swych akrobatycznych zdolności wdrapał się na drzewo i usadawiając się na niebywale silnej gałęzi mógł jednym z noży trafić w nieświadomego rozpędzonego dzika. Tak właśnie się stało, bo nagle kiedy ich cel zniknął z oczu a bestie podbiegły w stronę drzewa, które zaczęły atakować starając się je zniszczyć, tak by dhampir spadł. Jeden z dzików pluł kwasem starając się przepalić drzewo, a drugi, trzeci i czwarty natomiast nacierali i starały się je staranować swoimi szablami.
    Dziecię świtu miało mało czasu, bo drzewo już ulegało atakom ale szybko wybierając cel chwycił nóż pomiędzy palcami i zamachnął się nim wypuszczając go. Nóż prawie bezdźwięcznie został wypuszczony trafiając szalonego dzika prosto w kark, bo skóra która go okalała oraz włosie nie były w stanie przeciwstawić się ostrości broni, która bez problemu i przerywała kręgi szyjne stworzenia. Zwierzak zaczął się szamotać i wierzgać a nawet wypluwać stróżki kwasu, aby po chwili paść tuż pod konarem bez tchu.
    Silvaster już nie widząc sposobu, by się przeciwstawić zrobił ostatnią rzecz, czyli wyciągnął srebrny miecz i sztylet. Teraz oczekiwał na okazję do ataku a taka nadarzyła się, kiedy drzewo już miało się przewrócić. Dziecko świtu wykorzystało sytuację i zeskoczyło z góry prosto na zwierzęta z ostrzami skierowanymi w dół. Dhampir spadając na dół wbił sztylet w głowę w jednego z dzików na tyle mocno, że przebił on czaszkę wraz z mózgiem uszkadzając go dotkliwie. Zwierzę nie spodziewając takich obrotów spraw, bo kto mógł przepuszczać, że jego ofiara sama zejdzie do niego padło z ostrzem w czaszkę kwiląc ostatni raz w swoim szalonym życiu i padając również pod konarem. Niestety czwarty ze stada odsunął się na tyle, że został jedynie lekko draśnięty w bok przez miecz, ale z rany sączyła się delikatnie krew i dziwna maź wypaczone zwierze starało się zaatakować łowcę swoimi zębiskami, by nieco uszkodzić swojego przeciwnika jak i próbując go wykończyć raz na zawsze.
    Silvaster poradziłby sobie bez problemów gdyby nie ostatni z dzików starający się go opluć kwasem. Dhampir nie dość, że musiał unikać zębów cofając się, co jakiś czas to jeszcze odskakiwał na boki unikając śmiertelnych pocisków. W takiej patowej sytuacji się obecnie znalazł, ale tutaj musiał działać stanowczo i samemu zaatakować. Gdy w końcu walczący w zwarciu przeciwnicy odsunęli się na tyle, że strzelający dzik musiał podbiec bliżej dhampir skontrował atak rannej już bestii, która rozpoczęła szarżę i przekładając srebrny miecz do swej prawicy uniknął kłów odskakując w bok na pół metra, a że miał miecz na wysokości boku bestii rozciął go już całkiem. Cały miecz pokryty był już czerwoną posoką i mazią stworzenia a nawet sama bestia nie była już taka aktywna i odczuwała skutek utraty krwi i innych substancji. W takiej sytuacji nie było wyjścia i trzeba było zaatakować ten ostatni raz nim strzelający dzik zdąży coś zrobić. Dziecię świtu widząc zawracającego stwora, który ponownie zaczął się rozpędzać wyskoczyło w górę, aby dać bestii przebiec i gdy dziecko opadło na dół szybko podbiegło do stworzenia i wepchało srebrne ostrze w jego lewe tylne udo. Dzik zakwiczał gdy oberwał w mięsień i upadł na wszystkie kończyny gdy dhampir pchał miecz dalej i dalej do przodu. W ten sposób unieruchomił stworzenie, a dodatkowo odniesione rany spowodowane dalszym posunięciem ostrza dobiło stworzenie raz na zawsze, bo dodatkowe rany spowodowane były uszkodzeniem narządów wewnętrznych. Silvaster już miał wyciągnąć miecz gdy dojrzał, że ostatni już z przeciwników dobiegł do niego i zaczął znów pluć kwasem.
    ÂŁowca w takiej sytuacji musiał uniknąć ponownie pocisku padając na ziemię i za tymczasową tarczę używać zdechłego już przeciwnika. Dziecko świtu leżąc twardo na ziemi wyciągnęło miecz z brzucha zmarłego już stworzenia, ale niestety nie zdążyło zauważyć, że ostatni z żyjących przeciwników stoi tuż nad nim. Widocznie ten ostatni był najinteligentniejszy i gdy ten zamierzał już rozszarpać dhampira na strzępy, to Silvaster wykorzystując ostatnie sekundy wepchnął miecz w jego paszczę pozostawiając go tak i przewracają się w prawą stronę wstał, by uniknąć ciosu. Stworzenie lekko się cofnęło pozwalając na powstanie dziecka świtu i dobycie oburęcznego Kharima. Samotny wojownik trzymając ostrze miecza, przed sobą rozpędził się na dzika starając się pchnąć go ponownie w głowę, ale ten wierzgając na boki uniknął pchnięcia w czaszkę, ale za to dhampir przebił mu bok na wylot. Czarne ostrze przeszyło miękką skórę i narządy wewnętrzne na, tyle skutecznie że bestia zmarła na miejscu zaprzestając szaleńczych procederów. Z tego wszystkiego dhampir aż usiadł, by chwilę odpocząć to była jego pierwsza walka dzisiaj i już czuł, że ma dość. W takiej sytuacji dla bezpieczeństwa wyciągnął nóż i zaczął się rozglądać i nasłuchiwać, czy aby gdzieś nie czai się zagrożenie. W ten sposób chciał uniknąć niefortunnego spotkania nim zacznie oprawiać zwierzynę.

0x wypaczony dzik

Pozostaje 29 żelaznych bełtów i tymczasowo 2 noże z miedzi, bo jeszcze go nie sprawdzałem czy jest cały. Zrobię to w następnym poście o ile to przeżyję ;)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej