Tereny Valfden > Dział Wypraw

Myśliwskie rewolucje

<< < (3/9) > >>

Nawaar:
Silvaster biegł cały czas przed siebie nawet dobrze sobie radził, mimo że trzymał kuszę i nóż udało mu się ominąć pułapek w stylu różnorakich gałęzi i szyszek, szyszek przez których nadepnięcie mogłaby zaboleć nie jedna stopa. Na szczęście on uniknął tego wszystkiego i kierowany głosem krzyku oraz warczenia dobiegł w końcu w stronę gospodarstwa. Nawet nie wyobrażacie sobie jak dhampir posmutniał, kiedy okazało się, że to niziołek woła o pomoc, który jednocześnie krzyczeniem i gestami próbował bronić swojego domu, przed kilkoma wilkami a nie kapturek. Tak naprawdę liczył chociaż na damę w opałach.       
    Jednak nie mógł pozwolić aby maluchowi stała się krzywda i żeby został pokarmem dla wygłodniałych stworzeń, więc pierwsze co uczynił było wzięcie głębokiego oddechu i ukucnięcie oraz przymrużenie prawego oka. W ten sposób mógł sobie bezbłędnie wymierzyć w zwierzaka stojącego najbliżej gospodarza, po chwili Silvaster zwolnił mechanizm trzymający bełta a wraz z nim otworzył oko i wypuścił powietrze z płuc. ÂŻelazny pocisk świsnął przecinając letnie powietrze i delikatnie unoszącą się jeszcze mgłę i trafiając bestie w głowę, a dokładniej mówiąc w okolicę skroni widocznie grot bełta przebił się do mózgu. Wilk padł tuż pod nogami niziołka oddając ostatni dech. Teraz gospodarz spojrzał z przerażeniem na strzelca, który to właśnie dał mu kilka sekund dodatkowego życia, ale nie zmieniło to faktu, że tym czynem spowodował rzucenie się w jego stronę dwóch z trójki pozostających, przy życiu stworzeń.                               
    Trzeci z wilków pozostał, by przygotować ucztę dla reszty. Dhampir będąc w pozycji na klęczkach odłożył kuszę na ziemię i wstał. Dobył teraz srebrny miecz a mając w ręku nadal jeden z noży wiedział już, co musi uczynić aby on i niziołek przetrwał tę próbę. Silvaster również zaczął biec na rozpędzone bestie, który powoli docierały do niego jednak to nie one były jego celem, a był nim wilk, który już miał zamiar dobrać się do gospodarza. Dlatego rozpędzone dziecko świtu przeskoczyło nad dwoma bestiami, które zanim zorientowały się, że obiekt ich ataku zniknął rozpoczęły dopiero wyhamowywać i zawracać ze swojej szarży dając czas dziecku na spokojnie zaatakowanie tego wilka będącego koło gospodarza, którego bestia obaliła przewracając go na drewniany płot. Deski pękły, pod naporem masy obojga niziołek czuł, że teraz nadeszła chwila jego śmierci, kiedy piana z pyska wilka kapała w okolicach jego szyi w tym właśnie momencie dobiegł dhampir, który chwytając nóż pomiędzy palcami rzucił w stronę czaszki wilka. Nóż przebił się, przez ciepłe futro stworzenia, a potem czaszkę i dosięgając mózgu spowodował ostatecznie śmierć bestii, która jeszcze ostatni raz zawyła przygniatając swoim ciężarem biednego gospodarza, ale teraz nie mógł mu jeszcze pomóc, bo na głowie miał jeszcze parkę wilczków, które chciały jego mięsko.
    Silvaster mają jeszcze chwilę dobył sztyletu i znów zaczął się rozpędzać na stworzenia, tylko kiedy tym razem przeskoczył jeden z wilków wyczuwał, co nastąpi i zatrzymał się wcześniej w oczekiwaniu na łatwy kąsek. Dhampir wylądował gdzieś z 2 metry, przed wygłodniałym i wkurzonym wilkiem. Wilk ruszył na dziecko świtu chcąc ugryź go w nogę, ale dhampir uniknął ataku odskakując w bok nie dalej niż pół metra w lewą stronę przystąpił od razu do kontry i wymachując na przemian mieczem i sztyletem w końcu dorwał go trafiając srebrną klingą w czaszkę. Krew trysnęła a wnętrze czaszki zdobiło teraz jego miecz i wtedy się obrócił z zamiarem dorwania ostatniego, ale nie sądził że wilk na niego naskoczy obalając go na ziemię. Z tego wszystkiego dhampirowi został wytrącony miecz, ale całe szczęście w tym, że mocniej trzymał sztylet. Wilk podszedł już do przewróconego łowcy z zamiarem rozszarpania jego szyi, ale nie spodziewał się tego, że dziecko świtu wbije swój, "Srebrny kieł" w jego szyję pierwszy. Zwierzak zastygł bez ruchy, by po chwili obalić się cielskiem na dhampira, który już miał dość tej walki. Silvaster leżąc tak pod wilkiem w końcu zdecydował się na odrzuceniu truchła i podbiegnięcie do przygniecionego gospodarza przybytku. Tam znów odciągnął zwłoki tym razem z niziołka, a gdy to zrobił zobaczył najpierw czy dychał. Gospodarz dawał oznaki życia, ale prawie się udusił od trzymanje twarzy w wilczym futrze. Dhampir szybko podając mu swoją dłoń podciągnął go do góry i postawił na nogi. Oczywiście zadał to podstawowe i banalne pytanie w stylu.
- Jesteś cały?
Wtedy oczekiwał na jego reakcję a dobranie się do skór pozostawił na późniejszą chwilę.

0x Wilk

Pozostaje 28 żelaznych bełtów i 2 noże.

// Trzeci sprawdzę później ;)                                                                                                   

Evening Antarii:
- O bogowie...ohh... na Ventepi!... - niziołek dyszał ciężko wystraszony. Ale też zdziwiony że jeszcze żyje, jakimś cudem. A to wszystko dzięki temu, że dhampir wybrał się na przechadzkę po lesie. Wstał powoli, opierając się o płot i ledwo stojąc na nogach. - Panie! Dzięki ci! Dzięki... Niech Ventepi w dzieciach ci wynagrodzi! - i łapał się co chwilę za serduszko, które zapewne mocno biło. Tak jakby chciało wyjść na wierzch, obijało się boleśnie o żebra. Tak bardzo bał się mały niziołek. - O Ventepi... - dodał już nieco uspokojny. - Skądżeś się pan tu wziął, hę?! - omiótł wzrokiem polankę przed jego chatką. Kilka ciał tu, kilka tam. Jedno całkiem blisko. - I jak ja się odwdzięczę? Chodź no pan do środka...- zaprosił dhampira lichawym głosikiem i wskazał wejście do domku ruchem ręki.

//Rób jakieś akapity, błagam  :P

Nawaar:
Niziołek wstał zadyszany i jeszcze wystraszony, ale żył i swoje życie zawdzięczał dhampirowi, przez moment nawet zastanowił się czy dobrze słyszy, bo do jego uszu dochodziły dźwięki szybkiego bicia serca niziołka. To pewnie, tylko moja wyobraźnia. Pomyślał sobie na temat tych dźwięków. Dziecko świtu uśmiechnęło się lekko na wieść, że jest cały. Teraz usłyszał wiele podziękowań pod swoim adresem a nawet błogosławieństw choć tak właściwie nie zrobił niczego spektakularnego, ale dla malucha który otarł się prawie o śmierć to życie dla niego było ważniejsze niż całe skarby świata.
- Dziękuje przyda się. Grunt, że jesteś cały i dobrze się trzymasz gospodarzu.
Odpowiedział na słowa dotyczące dzieci i już upewnieniu się, że doszedł do siebie. Teraz przyszła pora na następne odpowiedzi.
- Skąd się wziąłem? Dobre pytanie, bo właściwie wyruszyłem z miasta w celu dowiedzenia się czegoś o atakach wypaczonych zwierząt na pobliskie wioski. W ten sposób dotarłem na skraj lasu gdzie owe stworzenia mnie zaatakowały, ale cudem się ich pozbyłem i następnie chwilę odpoczywając usłyszałem krzyki i warczenie. Zdałem sobie sprawę wtedy, że ktoś potrzebuje pomocy. Oczywiście pobiegłem za dźwiękami i tak oto znalazłem się tutaj.
Powiedział wszystko czym się kierował, ale na gest zaproszenia do domku musiał chwilowo odmówić. Chciał pozbierać swoje bronie i oczywiście trofea. Dlatego rzekł.
- Dziękuję za zaproszenie, ale najpierw tutaj posprzątam. Wilki narobiły niezłego bałaganu niech gospodarz idzie a ja za chwilę dołączę.
Jak powiedział tak zrobił i na początku ściągnął truchło wilka ze zniszczonego płotu, by zaciągnąć je w pobliże pozostałej parki martwych już stworzeń, by następnie zaciągnąć drugiego z nich z bełtem w łbie również w to samo miejsce. Tam wydobył nóż z czaszki jednego z wilków znów chowając go do pochwy. Mając już praktycznie wszystko pod rękom dobył sztyletu i zaczął skórować jak i wydobywać kły oraz pazury ze stworzeń. Zabrał się do tego powoli i spokojnie, by niczego nie zniszczyć ani uszkodzić po chwili czasu pozyskał.

Pozyskuję :

64 pazurów wilka
8m2 skóry wilka
16 kłów wilka

// Proszę również o cenę używalności jednego z noży.
 

Evening Antarii:
- Dobrzeee, jak skończysz to dołącz do mnie. Bo skoro już jesteś... to byś coś jeszcze dla mnie zrobił- powiedział niziołek i podreptał do chatki. Tam zagotował wodę i wyjął na stół jakieś ciasteczka. Pewnie niezbyt smaczne, ale był raczej biedny i nic innego nie miał. Przyszykował to, czym dysponował i czekał na dhampira.

//Jest okej.

Nawaar:
Dhampir w końcu pozbierał trofea chowając je do torby, po czym wstając zaciągnął zwłoki zwierząt jeszcze dalej w głąb lasu. Chciał w ten sposób oddać naturze, co jej i odwrócić uwagę innych zwierząt od chatki niziołka. Wracając  z lasu odszukał swoją odrzuconą kuszę i zakładając ją na plecy spokojnym krokiem powędrował w okolice domku. Tam przeskoczył płotek i otwierając drzwi wszedł do środka. Dziecko świtu nawet nie zamierzało pukać, bo właściciel był świadom, że będzie miał nietypowego gościa. W ten czas wszedł do jednego z pokoi sprowadzony dźwiękiem gotującej się wody. Gospodarz czekał już na niego z ciasteczkami i herbatą. Silvaster usiadł naprzeciw niziołka i wziął do reki jedno z ciasteczek, po czym odgryzł kawałek. W rzeczy samej poczęstunek nie smakował najlepiej, ale nie wypada komentować czegoś, co wyciągnął właściciel okazując gościnę człowiekowi, który go właśnie uratował, ale to też nie oznaczało, że nie mógłby tego komentować w myślach. Trzeba przyznać, że jadałem lepsze, te ciastka są wyjątkowo suche z drugiej jednak strony mały wygląda na biedaka. Dhampirowi zrobiło się trochę szkoda niziołka, ale cóż on mógł poradzić w takiej sytuacji. Oczywiście nie zapomniał o jakiejś prośbie, o której wspomniał mały nim poszedł zająć się trofeami, ale przed tym zapytał.
- Powiedz mi gospodarzu jak to się stało, że zamieszkałeś w takiej niebezpiecznej okolicy? I czy ten atak zwierząt zdarzył się po raz pierwszy? Ludzie mówią, że zwierzęta ostatnio często szaleją i atakują coraz większą liczbę domostw.
Zapytał Silvaster popijając suche ciastka herbatką.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej