Tereny Valfden > Dział Wypraw

Myśliwskie rewolucje

<< < (2/9) > >>

Evening Antarii:
Wszystkie dziki padły martwe. A dhampir nadal żył.

Nawaar:
Dhampir odsapnął chwilę i otarł czoło z kilku kropel potu, by spokojnie wstać i pozbierać bronie a później trofea. Najpierw jednak wziął się za bronie, bo jakby inaczej wziąć się za skórowanie zwierzyny. Silvaster podszedł najpierw do najbliższej bestii, która miała w sobie dwa nagie miecze. Wyciągnął je mocno szarpiąc, ale od razu ich nie chował a zaczął je czyścić z krwi i mazi oczywiście zrobił to wycierając je o trawę, tak samo postąpił ze sztyletem wydobywając go z czaszki szalonego dzika, a na samym końcu wyciągnął nóż z karku leśnego zwierza. Na pierwszy rzut oka nie mógł stwierdzić czy nóż nada się do ponownego użytku, ale zawsze mógłby go przetopić jeśli okazałby się uszkodzony. W ten sposób wszystkie oczyszczone bronie znalazły się w swych pochwach. Tak czy siak schował nożyk na razie, a zapomniawszy o kuszy, która leżała nieopodal dzików podszedł do niej i ponowił jej ładowanie kolejnym bełtem. W tym właśnie czasie zaczął nasłuchiwać ewentualnie nowych zagrożeń ze strony dzikich lub wypaczonych zwierząt.

// Dowiedziałem się, że się nie da zdobyć trofeów z tego. Oceń jedynie sztylet.     

Evening Antarii:
Gdy między drzewami leżało już pięć tłustych cielsk dzików, a między nimi stał zwycięsko dhampir, leśni mieszkańcy nie dawali spokoj okolicznym wieśniakom i chłopom. Silvaster słyszał krzyk, być może człowieka, i warczenie stada wilków. Dźwięk roznosił się co raz wyraźniej wśród drzew i dochodził ze strony małej polany na lewo od stojącego dhampira.
Ktoś potrzebował pomocy.



//Jest okej.

Nawaar:
Dhampir załadował kuszę i wstał. Spojrzał jeszcze na grupę pięciu stworzeń, która przed chwilą szalała i z żądzy krwi chciała go zabić. Podróż zaczęła się dla niego nieciekawie, ale jak to mówią nie oceniaj dnia przed zachodem słońca. Wtedy się uśmiechnął, że udało mu się przeżyć to spotkanie dobrze, że nabyte umiejętności nie zawiodły go jeszcze. Już zamierzając się zbierać dalej do jego spiczastych uszów doszedł dźwięk, jakby krzyk. Krzyk ten przypominał, co najmniej ludzki a warczenie mogło oznaczać ponowne pojawienie się dzikich zwierząt. Jednak nie miał pojęcia ile ich było oraz jaki gatunek przedstawiają, nie miej jednak dhampir ruszył za odgłosem warczenia i wołania o pomoc. Chciał uratować tą osobę, więc biegł ile sił w jego dhampirzych nogach. Podczas biegu trzymał cały czas kuszę w gotowości jak i jeden z noży, by móc w razie czego szybko pozbyć się przeciwników i uratować, być może czerwonego kapturka?

Evening Antarii:
Po biegu przez las, między konarami drzew i przez ziemię usłaną szyszkami, wśród rozgrzewającego się letniego powietrza, unikając niskich gałęzi i przedzierając się przes gęste zaroślna, Silvaster dobiegł do niedużej polany, na której unosiła się jeszcze poranna mgła. Tutaj krzyk był już zupełnie wyraźny. Tak samo jak warczenie wilków.
- Aaaa!!! Pomocy! Ratunkuuu! Aaakyszszsz! AAAA!- krzyczał niziołek przyparty do płotu swego własnego gospodarstwa, próbując odgonić głodne bestie. A było to właśnie cztery wilki, choć niewiadomo czy w okolicy nie plątało się ich więcej. Jeden z nich szczerzył zęby i warczał głośno, z pyska ciekła mu biała piana. Reszta zwierząt mu wtórowała, szykowała się na posiłek z niziołka. - Aaaa! Idźcie dobie. Juuuż!! Pomocyyyy!- darł się w niebogłosy.


4x Wilk

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej