Tereny Valfden > Dział Wypraw
Odbudowa
Devristus Morii:
Piękny, jasny dzień dopiero się rozpoczynał. Wyruszyłyście z Opactwa droga na zachód. Poranek był niesamowity, zwierzęta budziły się do życia, delikatnie zimny wiatr muskał odsłonięte części Waszych ciała, a rośliny prężyły się w kierunku słońca.
Armin:
Maurenka wpatrywała się w zielone oczy elfki. Miały one kolor szmaragdu, takiego dopiero co wyszlifowanego. -A wiesz co? - zaczęła Armin - Bardzo lubie grać w gry, a szczególnie w taką jedną. Nazywa się "król ciszy". Pewnie dużo razy grałaś ją z rodzicami... - Armin zaśmiała się cicho. - No więc, policzę do trzech i ten kto najdłużej nie będzie się odzywał - wygrywa. Wchodzisz w to? Elfka wyglądała na lekko zakłopotaną, ale czarnoskórej to nie przeszkadzało. -Raz, dwa, trzy... - dziewczyna zamknęła buzię i szła dalej. Błoga cisza to był miód na jej uszy. Bogowie, co ja wam takiego zrobiłam, ze pokaraliście mnie w taki sposób? Fakt, że zabijam ludzi dla pieniędzy, ale to jeszcze nie powód, by mi coś takiego robić. Jeszcze się na was odegram, zobaczycie!
Demetris:
-Ale... Ale!...- zdążyła tylko powiedzieć, nim maurenka policzyła do trzech. Co to za beznadziejna gra! Najgorsza w jaką można zagrać. Lepsze jest "10 pytań" albo "zgadnij na co patrzę", ale na pewno nie "król ciszy"! I wcale nie bawiła się w to z rodzicami... Długoucha się zdenerwowała. To znaczy było jej trochę przykro, ale przegrać nie chciała. Więc zacisnęła usta, skrzyżowała ręce na piersiach i naburmuszyła się trochę. Wychodzi na to, że nie przyjdzie jej poznać swej towarzyszki tak łatwo. Może znajdzie sposób aby rozsznurować jej usta. Na razie miały się dowiedzieć o dostawach drewna. A raczej ich braku. Szkoda, że drogi nie mogły spędzić na miłej pogawędce...
Za to ptaki trajkotały wesoło. Nie bawiły się w żadnego króla ciszy. Znały lepsze zabawy. Na przykład skakanie z gałęzi na gałąź w jak najkrótszym czasie. Albo... konkurs śpiewów i ćwierkania. Ptak o najpiękniejszym głosiku wygrywa. Rośliny bawiły się w to, która urośnie wyższa, która pierwsza dosięgnie słońca. A one bawiły się w króla ciszy.
Na dodatek maurence sprawiało to dziwną przyjemność. Gra była dla niej dziecinnie łatwa. Dla Demi wręcz przeciwnie. Chciała coś powiedzeć... nie, musiała się powstrzymać. Bo nie chciała przegrać.
Zerkała od czasu do czasu na czarnoskórą ze złością. Maszerowała twardo przed sibie, potem wzrok wbiła w ziemię i szła. Szła nie odzywając się wcale. A straszną miała na to ochotę!
Armin:
Armin nie spoglądała nawet na towarzyszkę, chociaż zauważyła, że Demetris się nabormuszyła, a wręcz obraziła. Marence wydawało się to dziecinne, a zarazem śmieszne. Kobieta nie mogła wytrzymać i wybuchła głośnym śmiechem. Pewnie elfce wydało sie to trochę dziwnie, ale Armin się tym nie przejmowała. Wygładziła tylko swój strój i szła dalej przed siebie. Proszę tylko o jedno - jeśli się odezwie, co pewnie za chwilę zrobi, to żebym jej nie zabiła.
Devristus Morii:
Byłyście gdzieś w połowie drogi, gdy nagle poczułyście zimno, spowodowane lodowatego podmuchu wiatru. Gdy parłyście na przód robiło się co raz zimniej, tak jakby lodowata jesień zawitała do królestwa lata.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej