Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zwiastun zagłady

<< < (25/31) > >>

Dragosani:
Zabójca, w którego Dragosani cisnął piorunami, zdążył osłonić się mortokinetyczną barierą. Trzeba było więc to załatwić konwencjonalnie. Wampir zauważył, że elfy rzucają sztyletami przy pomocy mortokinezy, więc trzeba było uważać. I szybko przejść do bezpośredniej konfrontacji.
- Gunses, Mogul, do ataku - powiedział do Bestii. Wszak był Siewcą, ich przełożonym. - Rodred, zostań z tyłu, pilnuj magów - rzucił jeszcze do ucznia. Nie chciał, aby się on bezcelowo narażał, a i magom mogła przydać się pomoc wojownika. Drago, nie patrząc nawet, czy Bestie posłuchały, ruszył do ataku. Właściwie w pierwszej kolejności skupił się na obronie. Jeden z elfów obrał go za cel, ten w którego wampir cisnął piorunami. Rzucił sztyletem, nakierowując go mortokineza w pierś wampira. Dragosani jednak miał nadludzki refleks, uchylił się przed pociskiem, zbijając go też z lotu szablą. Sztylet odbił się od broni wampira i poleciał gdzieś w mrok. Dragosani nie czekał, skoczył do ataku. Nie chciał dać elfowi czasu na koncentrację. Zaatakował agresywnie. Elf wyciągnął dwa sztylety i próbował się bronić. I szło mu to całkiem nieźle, był mistrzem w walce sztyletami. Potrafił także nimi parować ciosy. Ale nie mógł za bardzo przejść do ofensywy. Drago miał po prostu większy zasięg. Po krótkiej chwili wymiany ciosów, dołączył do niego drugi elf, próbując zajść wampira od boku. Jednak Aura Inteligencji Draga ostrzegła go przed tym. Odskoczył w druga stronę i machnął szablą, aby zniechęcić elfa do ataku. Musiał też jednak pamiętać o mortokinetycznych zdolnościach długouchych. Musiał więc dać im zajęcie. Sparował grad ich ciosów, przed kolejnymi uchylił się i odskoczył. Wezwał wampirze moce i znów Krzyknął. Skierował Krzyk w jednego z atakujących go elfów. Fala dźwiękowa dobiegła uszu zabójcy, zadając mu niemalże fizyczny ból. Elf zachwiał się, oszołomiony tym. Drago miał kilka sekund na zajęcie się jego kompanem. Ten rzucił właśnie sztyletem, kierując go w pierś wampira. Antares znów wykonał błyskawiczny unik i doskoczył do elfa. Zaatakował, przez co elf stracił koncentrację i przestał kierować sztylet mortokinezą. Małe ostrze spadło na ziemię. Elf wyciągnął kolejny sztylet i walcząc dwoma, parował ciosy wampira i unikał ich. Jednak Drago był bardzo szybki. Wzmocniony nocą i mutacją był wręcz fenomenalnie szybki. Zasypał elfa gradem ciosów. Zabójca zwyczajnie zaczynał mieć problemy z unikaniem tak szybkich ciosów. I w końcu popełnił błąd. Ostrze szabli Draga przeszło przez jego blok i uderzyło w nadgarstek elfa. Bez problemu odcięło jedną z dłoni. Elf wrzasnął, a wampir kontynuował atak. Zadał dwa ciosy. Jeden rozciął pancerz elfa na jego piersi, zadając mu poważną, długa ranę sieczną w poprzek piersi. Drugi cios spadł na gardło elfa. Czarne ostrze rozcięło je. Cios ten zadany był samą końcówką ostrza, więc nie odciął głowy elfa. Jednak gardło zostało przecięte i długouchy padł na ziemię, krwawiąc obficie i umierają. W tym samym momencie Aura Inteligencji Draga ostrzegła go przed nadchodzącym atakiem. Uchylił się, unikając tym samym nadlatującego sztyletu. To był elf ogłuszony Krzykiem, już doszedł do siebie. Elf skoczył do ataku, wykonując podstępne pchnięcie sztyletem, jednak Drago zrobił unik. I kontynuował walkę. Atakował, zadawał cięcia i pchnięcia. Elf także, bronił się zaciekle i kontratakował. Jednak walcząc w nocy z wampirem musiał w końcu ulec. Szczególnie, że ten wampir był też Bestią. Drago udał, że wykonuje atak, zmuszając elfa do odskoku i skupiając wolę, związał ją w magią demoniczną, po czym posłał w elfa wiązkę piorunów. Elf rzecz jasna osłonił się bariera mortokinetyczną, która pochłonęła moc piorunów. Lecz natychmiast z nimi do ataku ruszył Antares. Zaskoczył tym elfa, jego bariera prysła, gdy próbował się bronić. Szabla wampira minęła blok długouchego i uderzyła w jego pierś. Wycięła w niej sporą ranę sieczną. Elf krzyknął, Drago zaś kontynuował natarcie. Kolejny cios spadł na rękę elfa, odcinając ją. Z kikuta trysnęła krew, a wampir cały czas napierał. Zadał jeszcze jeden cios w pierś elfa, po czym skierował ostrze ku jego szyi. Szybkie i precyzyjne cięcie odcięło głowę elfa od reszty ciała. Dragosani zaś błyskawicznie odbił się od ziemi i skoczył w tył, aby oddalić się na chwilę od reszty przeciwników i pozwolić innym Paktowcom działać. Zrobił w powietrzu salto w tył i wylądował jakieś dziesięć metrów od miejsca, w którym zabił elfa. Obserwował otoczenie, skupiając się na ewentualnej obronie. Ciekaw był tez jak radzą sobie inni.
Pozostało:
Zabójca zakonu Leytalon x5

Rodred:
Kiwnąłem głową dając do zrozumienia że wykonam rozkaz. Przeszedłem się do magów zapewniajac im wsparcie i wyglądając sztyletów.

Mortis:
Mortis była zaniepokojona biernością magów, którzy mogli przecież zginąć w każdej chwili bezczynnie przyglądając się walce.

Rakbar Nasard:

Rakbar w dalszym ciagu opierał swój atak na przyzwanych istotach, bo przede wszystkim nie wymagało to zbyt dużego wysiłku fizycznego ergo było bezpieczniejsze. W całym tym zamęcie mógł dostać rykoszetem od konfratrów, którzy jeszcze nie do końca panowali nad swoją siłą.

ÂŻywiołaki ognia zaczęły pikować próbując zatopić swe magmowe ostrza w ciele wroga. Jeden z nich został uderzony mortokinezą, przez co odleciał w tył na kilka metrów. Wyzerował impet robiąc "beczkę". Drugi żywiołak doleciał do celu i zaatakował bezpośrednio. Wysoka temperatura jak i ostrość magmowych ostrzy nie znajdowały wyzwania, opór był znikomy. Przeciwnik przy jednym zamachu stracił pół ręki i nogi a jego tors został rozdarty na pół. Fontanna krwii wystrzeliła w górę.

-1

Elrond Ñoldor:
- Osz ty kurwo... - stęknął Elrond podnosząc się z ziemi. Doczłapał się do elfa, który uderzył w niego mortokinezą. Ten chciał zaatakować swoimi sztyletami uderzając z góry, najwyraźniej chcąc trafić czarodzieja w twarz albo coś podobnego. Cel nie był jednak ważny, gdyż Arcymag złapał go po prostu za nadgarstki, rzucając się na niego w chwili, gdy ten atakował. Wykorzystując impet swojego kamiennego ciała przewrócił go i położył się na nim. Energia magiczna wypełniła ciało czarodzieja, który dodatkowo wytworzył mortokinetyczną barierę wokół swojego ciała. Nie chciało mu się ponownie latać.
Następnie odgiął swoje ciało do tyłu nabierając rozpędu i huknął swoją głową o głowę elfa. Krew buchnęła, zalała zmasakrowaną twarz zabójcy. Elrond ponownie odgiął się do tyłu i ponownie uderzył. Walił tak długo, dopóki ciało pod nim przestało się poruszać.

Pozostało:
Zabójca zakonu Leytalon x3

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej