Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zwiastun zagłady
Dragosani:
Walka trwałą i była dość agresywna. Elfy rzucały i atakowały sztyletami. Paktowicze ciskali zaklęciami, oraz walczyli bronią. Albo kamiennym czołem, w przypadku Elronda. W swojej kamiennej formie miał naprawdę twardą głowę. Jeden z elfów przekona się o tym dość dobitnie. Jednak część zabójców jeszcze żyła i nie wyglądało na to, żeby mieli zamiar się wycofać. Wciąż walczyli zaciekle.
Aura Inteligencji Dragosaniego ostrzegła go przed nadlatującym sztyletem, który to rzucił jeden z zabójców. Wampir uchylił się. Sztylet oczywiście zakręcił w powietrzu, był kierowany mortokinezą. Antares uderzył szablą w sztylet, odbijając go. Broń poleciała gdzieś w mrok. A Drago ruszył do ataku na elfa, aby nie dać mu czasu na kolejny rzut. Chciał zmusić go do walki bezpośredniej. I zmusił. Elf uniknął pierwszego cięcia, drugie zaś całkiem sprawnie odbił ostrzem sztyletu. Sprawnie, jak na próbę odbicia większej broni, rzecz jasna. Tak, czy inaczej, uniknął tym samym zranienia. Elf pchnął sztyletem. Drago uchylił się przed tym atakiem i sparował szablą cios drugim sztyletem. Natychmiast kontratakował, na co elf zareagował odskokiem w tył. Jednak Draga nie poprzestał na tym. Doskoczył do elfa i zasypał go gradem ciosów. Uderzał od każdej strony, pod całkowicie nieprzewidywalnymi kątami. Zabójcę ratował tylko piekielnie szybki refleks. Jednak nie mógł opierać się temu nadludzko szybkiemu atakowi zbyt długo. W końcu popełnił błąd, źle ocenił kąt natarcie jednego z ciosów wampira. Pomylił się o włos. Jednak ostrze szabli minęło blok elfa i odcięło mu dłoń. Długouchy wrzasnął i zachwiał się, a Drago atakował dalej. Uderzył ostrzem w pierś zabójcy, rozcinając jego pancerz i ciało. Krew trysnęła w głębokiej rany, przebiegającej na ukos torsu elfa. Wampir błyskawicznie uderzył ponownie. Samym końcem ostrza ciął w szyję elfa. Rozciął tym jego gardło, wraz z tętnicą, która tam przebiegała. Elf coś tam zacharczał i padł na ziemię, krwawiąc i umierając. A Drago odskoczył w tył na jakieś pięć metrów, aby uniknąć ataku jednego z dwóch pozostałych elfów, jeśli miałby taki nadejść.
Pozostało:
Zabójca zakonu Leytalon x2
Kermos z Baźin:
Kermos nie postanowił być biernym. Wystawił rękę kumulując w niej energię potrzebną do czaru.
-Izosh!
Wypowiedział inkantację, a w dłoni uformował się sopel lodu. Spojrzał na potencjalnego przeciwnika. Wystawił drugie ramie.
-Izosh!
W obu dłoniach miał po morderczym, lodowym kolcu, które czekały na użycie. Podbiegł bliżej zabójcy. Zrobił zamach i rzucił jednym z sopli. Telekinezą nacelował go na kolano. Przy trafieniu rzepka zakonnika uległa roztrzaskaniu i przebiciu. Turdnaszan podbiegł bliżej i cisnął kolejnym pociskiem. Wycelował w prawą rękę wroga, który to trzymał już sztylet gotowy do rzutu. Przebił jego przedramię. Teraz walka z okaleczonym przeciwnikiem będzie łatwiejsza, choć nadal musi uważać na latające sztylety. Kermos wyciągnął swój kostur i skrócił dystans do jednego metra. Zamachnął się swą bronią celując w czaszkę zabójcy. Jednak ten zablokował atak ostrzem trzymanym w zdrowej ręce. Kermos widząc to zmienił sposób walki i pchnął kosturem w pierś wroga. Tego nie sparował i został ugodzony w żebra. Jednak siła nie była wystarczająca, aby je połamać. Turdnaszan zacisnął telekinetyczny uścisk na szyi wroga. Ten użył mortokinezy uwalniając się i odepchnął Kermosa na jakieś 10 metrów. Nim się podniósł zauważył, że tamten ciska w niego sztyletem. Przeturlał się w stronę wroga unikając ostrza. Wstał i doskoczył do niego zbliżając się na dwa metry. Zrobił jeszcze krok do przodu i solidnym uderzeniem kostura wybił broń z ręki przeciwnika, gdy tamten szykował się do kolejnego ataku. Za pomocą telekinezy uniósł mu zdrową nogę, co spowodowało, że zabójca wywrócił się na ziemię. Kermos widząc okazję wyskoczył w górę i uniósł kostur. Gdy był już wystarczająco nisko, podczas opadania, wykonał zamach w dół. Solidny, kilogramowy kryształ uderzył w czaszkę członka zakonu Leytalon roztrzaskując ją. Mózg rozprysnął się wokół.
//1x zabójca zakonu Leytalon
Mam zrównoważony potencjał, więc mogłem go ubić w 1 poście pomimo kostura na 50%.
Rodred:
Nie mogłem już usiedzieć w miejscu patrząc jak inni się bawią. Rzuciłem się do przodu na jedynego ocalałego. Lądując parę metrów przednim rzucił we mnie sztyletem. Uniosłem prawą rękę i odbilem sztylet demoniczną tkanką. Poleciał gdzieś za mnie. Ruszylem do przodu ale z jego twarzy wyczytałem, że sztylet zawraca. Myślał że się tego nie spodiewam. Podrzucilem topór na kilka metrów w górę obracając się. Złapałem mijający mnie sztylet za rękojeść i cisnąłem nim w niego. Zdziwiony zatrzymał go tuż przed piersią. Planowałem łapać topór ale znalazłem lepsze rozwiązanie. Wybilem się z obu nóg i całym ciężarem ciała wbiłem mu go w pierś powalając go. Słyszałem wyraźnie jak trzaskają mu rzebra. Usmiechnąłem się jak kona i przekręciłem nim kilka razy już w martwej ofierze. Wstałem, podniosłem topór i popatrzyłem na mistrza czy jest cały.
Isentor:
Nie mamy wiele czasu. Ashar co z pozostałymi uczniami, i gdzie podział się Aragorn?
Mistrz wskazał na kręty korytarz wchodzący w kompleks jaskiń.
Szybko, tędy uda nam się opuścić pakt.
Rakbar Nasard:
- Przepadli, okazali się zbyt słabi. To nie do zaakceptowania, żeby ktokolwiek śmiał nas zaatakować. To możne oznaczać tylko jedno - wróg znacząco urósł w siłę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej