Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Dragosani:
Grubasek zakręcił wąsa na palcu i spojrzał na Marszałka.
- O, rycerz, ciekawe - powiedział sam do siebie. - Tak, mówiłem Barremu z karczmy, żeby tu przysłał kogoś, kto będzie potrzebował noclegu. - Zdjął kapelusz.
- Ale najpierw chyba się przedstawię. Jestem Aserbajżen, dyrektor najwspanialszego cyrku na Valfden! - Skłonił się lekko, przykładając kapelusz do brzucha. - I mogę zapewnić mości rycerzowi i jego towarzyszowi nocleg. I wyżywienie. Ale... - zawahał się lekko. - No, brakuje mi ludzi, jeden z moich artystów nie mógł wyjechać z nami, matka ma chorą i został w domu. Więc... może mości rycerz i jego towarzysz zastąpią go w dzisiejszym przedstawieniu? W zamian za nocleg i wyżywienie. Oraz, jeśli jedziecie na północ, za możliwość dołączenia do korowodu naszych wozów na drodze. Zawsze go bezpieczniej.
Lucas Paladin:
//Przegiąłeś teraz... :D
Marszałek zmieszał się lekko. Miał być cyrkowcem? Robić z siebie głupka? To nie przystoiło kompletnie osobie o jego pozycji. Dla Grzybka to żadna strata, a i możliwość zainstnienia w świecie artystów cyrkowych, natomiast Lucas był poważnym rycerzem, do tego wysoko postawionym urzędnikiem państwowym. Zaproponował więc kompromis.
- Panie Aserbajżen, to naprawdę hojna propozycja z waszej strony, ale sami rozumiecie.. Jestem Marszałkiem Koronnym, nie przystoi mi praca w cyrku. Mój towarzysz myślę, że jak najbardziej, może się okaże, że ma talent. Ja ze swojej strony mogę wam zapewnić ochronę na czas waszej podróży. - rycerz starał się brzmieć przekonująco, nie zamierzał wygłupiać się w cyrku. - Jestem potężnym wojownikiem, do tego urzędnikiem państwowym, nie musicie się niczego przy mnie obawiać.
Dragosani:
:)
- Ale pan też sam rozumie, ze ja nie mogę od tak dawać komuś nocleg. Ciężkie czasy, ledwo co przędę interes - odparł dyrektor. - Ale jeśli pański towarzysz się zgodzi wystąpić, to mogę przystać na kontrpropozycję. - Spojrzał na Grzybka. Ten z początku niepewnie, ale wyszedł krok do przodu.
- Mogę? Ja zawsze chciałem występować w cyrku! - zawołał radośnie.
Lucas Paladin:
Jedno spojrzenie na uradowanego Grzybka i Lucasowi od razu wrócił humor na właściwe miejsce. Mimo wsteczności ten chłopak miał prawdziwie radosne serce. Wolne od tych trosk, które gnębiły serce rycerza. Przestało go irytować przekręcanie nazwiska, śmieszna forma wypowiedzi, te jego gapiostwo. Teraz, dokładnie w tym momencie ratował go przed totalną kompromitacją i zażenowaniem. Pogłaskał więc chłopaka po głowie i powiedział:
- Rozumiem pańskie obawy, jak widać ten niezwykły chłopak jest gotów zostać Pana nowym artystą! - miał nadzieję, że w ten sposób zapewną sobie bezpieczny nocleg i spokojnie wraz z grupą dojadą na północ, gdzie czycha niebezpieczna armia wampirów.
Dragosani:
I tak oto Lucas wykorzystał Grzybka, aby zapewnić sobie nocleg. Zły Lucas! Chłopak poszedł z Aserbajżenem, aby nieco przygotować się do występu, który miał rozpocząć się za kilka godzin. Jeden z cyrkowców zaś zaprowadził Paladina do jakiegoś wozu, w którym ten mógł spędzić noc. W wozie miało nocować także czterech cyrkowców, oraz Grzybek, rzecz jasna, więc ciężko było mówić o prywatności. Ale nikt nie obiecywał, że będzie wygodnie. W tej chwili jednak wóz był pusty, cyrkowcy zapewne przygotowywali się do występów.
Rozpoczęły się one późny wieczorem. Namiot wypełnił się ludźmi, którzy przybyli do wioski i jej mieszkańcami. Co niektórzy z nich postanowili na tym zarobić i sprzedawali jakieś przekąski i tym podobne. Wszyscy w końcu pozajmowali jakieś tam miejsca. Lucas także mógł gdzieś się tam wcisnąć.
Na początku Aserbajżen wyszedł na środek areny i przywitał wszystkich, zapewnił o swojej wielkiej radości i wygłosił tym podobne banały. Po tym rozpoczął się już właściwy występ. Rozpoczęła go para klaunów, którzy rzucali się tortami. Goście zrywali boki ze śmiechu, ale tak naprawdę ciężko było dostrzec w tym coś zabawnego. Później był jakiś gość z tresowanym sambirem. Zmuszał zwierze do przeskakiwania przeszkód i innych sztuczek, uderzając o ziemię biczem. Konkordat byłby zachwycony. Później był siłacz podnoszący ciężary i asystentki, po nim kobieta z brodą. Po niej przyszedł czas na Grzybka... i jeszcze kogoś. Na arenie ustawiono tarczę strzelecką. Dość dużą ruchomą, z czterema zaczepami. Wyszedł Grzybek, jakiś artysta w fikuśnym stroju i kilku pomocników. Pomocnicy przytwierdzili Grzybka do tarczy za ręce i nogi. Tak, że tworzył na niej coś w rodzaju X. Artysta stanął w pewnej odległości i wyciągnął noże do rzucania. Pomocnicy zakręcili tarczą, tak, że obracała się teraz wokół własnej osi. A artysta zaczął rzucać do niej nożami. Do tarczy, na której środku przywiązany był Grzybek. Pierwszy nóż trafił pod jego pachą, tuż obok ciała. Drugi pomiędzy nogami. Trzeci o włos od głowy. Sam Grzybek był zachwycony, widocznie zaufał w umiejętności miotacza. Widownia szalała z zachwytu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej