Tereny Valfden > Dział Wypraw

W cieniu gór

<< < (7/19) > >>

Lucas Paladin:
Lucas spochmurniał. Nie zamierzał nocować pod gołym niebem, zwłaszcza, że musiał chronić Grzybka, który w takim tłumie ludzie zginąłby szybciej, niż zdołałby wypowiedzieć swoje imię. Należało więc znaleźć inne miejsce, być może karmczarz wiedział, gdzie podróżnicy mogli się tu jeszcze zatrzymać. Dodatkowo rycerz chciał zasięgnąć trochę informacji i na temat tajemniczego cyrku, o którym wspomniał właściciel oraz wydarzeń w Tergon.
- A nie wiecie gdzie moglibyśmy się zatrzymać? - pokazał tutaj na przemokniętego i zapewne wystraszonego Grzybka - Nie mogę zostawić tego młodzieńca pod gołym niebem, już wystarczająco dużo przygód ma jak na jeden dzień.

Dragosani:
Niziołek zamyślił się chwilę. I przez to nawet zignorował kilka nawoływań klientów. Ale w końcu wymyślił.
- Konia może pan zostawić w mojej stajni, nawet za to opaty nie wezmę. A co do pana i tego tu... Cóż, jakiś czas temu był u mnie dyrektor cyrku. Azerbejdżan, czy jakoś tak. Mówił, że miałby ofertę właśnie dla kogoś z pana problemem. Więc może tam? - zasugerował niepewnie.
- Więc co robimy, panie Patalin? - zapytał Grzybek znów przekręcając nazwisko Lucasa.

Lucas Paladin:
- Dobra, konia zostawię. A was bez grosza na pewno nie. Udamy się do tego cyrku, sprawdzimy co tam w trawie piszczy. Dajcie ino coś na ząb, oddam wam jak będę wracał po konia. Macie moje słowo. - Lucas skłonił się nisko i zaczekał na strawę od niziołka. Kiedy wraz z Grzybkiem już się posilili wyszedł z karczmy i rozejrzał się w poszukiwaniu miejsca pełnego wozów, tam, gdzie kręcili się ludzie. Zapewne atrakcja roku - cyrk właśnie tam była rozbudowywana. Wziął Grzybka ze sobą i poszukał kogoś, kto mógłby udzielić mu informacji o noclegu.

Dragosani:
Gospodarz zniknął gdzieś tam na zapleczu i wrócił ze strawą. Wybrał taki prowiant, aby Lucas mógł go zjeść też na zewnątrz, niekoniecznie przy stole. Chleb, kawałek sera i dwie długie kiełbasy. Do tego dwie butelki piwa. Dał to wszystko w koszyku Grzybkowi, aby Marszałek nie musiał nosić.
- Ten Azerbejdżan powinien być gdzieś w okolicach cyrku. To ten duży namiot. Pewnie siedzi w swoim wozie. Popyta pan. Jak coś, to ja tutaj będę cały czas - powiedział jeszcze i ruszył obsługiwać innych klientów.

Lucas zaś udał się na poszukiwania. Rozglądał się po cyrku i jego okolicy. Było tutaj sporo ludzi i nieludzi. Większość nosiła jakieś dziwaczne stroje. A to klaunów, a to akrobatów. Rycerz mógł dostrzec też kobietę z brodą (chyba krasnoludzicę) i wielkiego siłacza (orka, rzecz jasna). Z jednego wozy zaś wyszedł dość gruby mężczyzna w czerwonym fraku. Miał na głowie wysoki kapelusz, w dłoni wypolerowaną, czarną laskę, a pod nosem zakręcone wąsy.

Lucas Paladin:
Pełno dziwacznych ludzi, Lucas czuł się bardzo nieswojo w takim towarzystwie. Jednak potrzebował noclegu, martwił się o bezpieczeństwo Grzybka. Chociaż tak po prawdzie, nie wiedział czy tutaj w tym tłumie tak się będzie czuł. Nie było wyjścia, wszystko było lepsze niż nocleg pod gołym niebem. Podszedł więc do tego, który najbardziej rzucał się w oczy. Grubasa ubranego na czerwono. Zapytał:
- Ponoć możesz zaoferować nocleg. Za ile i gdzie?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej