Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Lucas Paladin:
Rycerz stał z boku i przyglądał się popisom cyrkowców. Cóż, czasem i nawet ktoś taki jak Lucas musiał się rozerwać. O ile cyrk można nazwać odpowiednią do tych celów rozrywką. Pierwszy występ należał do prawdziwie nudnych klanów obrzucających się wzajemnie tortami, ku uciesze gawiedzi. Lucas przysypiał. Tresura sambira, o to było coś! Drapieżnik wychowany przez tresera w ten sposób, aby wykorzystywał swoje umiejętności łowieckie do zabawiania tłumów, nie gryząc przy tym swojego pana, pełen szacunek. Kiedy natomiast na widok publiczny wystawiono Grzybka wraz z nożownikami, Lucasowi odjęło mowę, a twarz zrobiła się blada jak kreda. Jeśli ten koleś zrobi mu krzywdę, osobiście wyrwę mu wątrobę. To będzie dopiero rozrywka. - poprzysiągł rycerz w myślach. Niemniej jednak rzuty pracownika cyrku były precyzyjne, nawet nie dotykając Grzybka. Miał nadzieję, że ten pokaz szybko się skończy, Lucas będzie mógł się położyć i w końcu spokojnie ruszyć do Tergon, rozwiązać palący problem wampirów.
Dragosani:
Miotacz miał jeszcze trzy kolejne noże do rzucania. Więc sprawa bezpieczeństwa Grzybka wcale nie była taka oczywista. Cyrkowiec podrzucił w górę jeden z noży. Ostrze zakręciło się kilka razy w powietrzu, po czym spadło w dłoń artysty. Ten złapał je zwinnie. Zakręcił się w popisowym piruecie i cisnął nożem w tarczę. Praktycznie bez celowanie. Ostrze wbiło się tuż obok szyk Grzybka. Cyrkowiec wziął dwa ostatnie noże. Teraz miał być popisowy numer. Rzut dwoma nożami na raz. Miotacz najpierw nimi trochę pożonglował. A potem, gdy oba spadły mu w dłonie, rzucił. Ruch ten był diabelnie szybki, wyćwiczony. Noże pomknęły w stronę Grzybka, kręcącego się na tarczy. I trafiły. W tarczę. Po dwóch stronach korpusu Grzybka. Nacięły mu lekko ubranie, ale nic poza tym. Artysta skłonił się publiczności. Asystenci ściągnęli Grzybka z tarczy i on też się ukłonił. Niezgrabnie, ale zawsze. Potem zeszli z areny.
Kolejne części przedstawienia zawierały występy innych klaunów. Potem byli akrobaci i jakiś magik, który tak naprawdę miał w sobie tyle magii co nieduży chomik. Późną nocą spektakl się zakończyła. Dyrektor znów wyszedł na arenę i pożegnał zebranych. Wszyscy zaczęli się zbierać, a cyrkowy zajęli się sprzątanie wnętrza namiotu. Nikt nic od Lucasa nie chciał (i tak pewnie by tylko przeszkadzał w świetnie zorganizowanej pracy), więc mógł chyba iść na spoczynek.
Lucas Paladin:
Lucas był bliski zawału z obawy o zdrowie młodego chłopaka, no ale koniec końców nic poważnego mu się nie stało, a uciechy nic nie zastąpi. Czas więc na odpoczynek, droga do Tergon jeszcze długa, a i niespodzianek zapewne nie mniej po drodze. A więc tak drogie dzieci, Lucas Paladin udał się do swojego wozu i tam zapadł w głęboki sen...
O którym narrator wam nie opowie.
Dragosani:
Noc minęła spokojnie. Z samego rana zaś Lucas został obudzony przez gwar rozmów. Cyrkowcy zbierali się do drogi. Niektórzy jedli jeszcze pospieszne śniadanie. Dano je też rycerzowi. Po jakiś dwóch godzinach wszyscy ruszyli. Długi korowód wozów, na które zapakowany był namiot w wielu częściach, klatki ze zwierzętami i sami artyści. Jechali na północ. Dyrektor powiedział Lucasowi, ze mogą go podrzucić do gminy Aqtos, stamtąd będzie miał on już mniej więcej prostą drogę dalej w góry.
Podróż trwałą dwa dni. Dwa wyjątkowo leniwe i nudne dni. W końcu Lucas i Grzybek musieli rozstać się z cyrkowcami. Oni zboczyli na zachód, Marszałka i jego towarzysza los zaś kierował na północ, w góry. Teraz już było jednak znacznie bliżej. Cyrkowcy zostawili dwójkę podróżników niedaleko jednej z większych osad Aqtos - Golinog. Oczywiście wcale nie musieli oni tam zaglądać. Mieli zapasy, mogli ruszyć w dalszą drogę.
Lucas Paladin:
I nie było potrzeby, żeby tam zostawać. Istotniejszym elementem podróży było wyzwolenie Tergon i Grzybek pewnie zatęsknił już za rodziną. Bynajmniej Lucas na tę chwilę miał już dość niespodzianek i wolałby, żeby dalsza droga przebiegała już bez większych zarzutów. Wyjechał więc z osady kierując Tancerza na północ, do swojej gminy. Kazał Grzybkowi mocno chwycił się jego pleców, gdyż zamierzał przyspieszyć konia. Kiedy poczuł silny oplot dłoni nakazał Tancerzowi przejść do galopu. Z tym tempem niedługo powinni znaleźć się w Tergon.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej