Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Dragosani:
Informacje przekazywane przez Oczko były bardzo interesujące. Można było je wykorzystać. Chociaż wampir nie był jeszcze przekonany, czy użycie pozostałej "służby" w celu zlikwidowania Króla mogłoby się powieść. Ci ludzie może i pragnęli wyzwolenia, lecz niekoniecznie mogli mieć odwagę, aby skorzystać z okazji ku temu. Drago zamyślił się.
- To wejście w Sali Tronowej... - zaczął. - Można się dostać przez nie z zewnątrz do środka kompleksu? Takie wtargnięcie od strony, z której ten szaleniec nie będzie się spodziewał ataku mogłoby być przydatne - wyjaśnił swój zamysł. - I jeszcze odnośnie tych... efektów eksperymentów Króla. Tych wybryków natury i tak dalej. Mogą stwarzać zagrożenie? - Innymi słowy chci9ał wiedzieć, czy będą mogli napotkać tam wrogich mutantów. Mniej lub bardziej udanych. Słyszał, że czasem można takich spotkać w różnych miejscach. Chociaż osobiście wątpił, aby ÂŚpiący Król był w stanie coś takiego stworzyć.
Evening Antarii:
- W Sali Tronowej jest jedno wejście. Nie ma innego. Te dziwactwa... To wynaturzenia, które nie mają prawa żyć. Większość i tak umiera w kilka dni po "stworzeniu". Nie są w stanie zrobić krzywdy. Natomiast służący mogą nawet nie być świadomi tego co będzie się działo. Najpierw musimy go znaleźć wśród pomieszczeń w piwnicach. Mało czasu spędza "na powierzchni". Potem go zabijemy- wyjaśniła. W jej ustach ten plan brzmiał dość prosto. - Wszyscy mnie tam znają. A zadanie zabicia tej rodziny w Efehidonie... było ostatnim jakie dla niego wykonałam. Nadszedł czas aby to on klęczał przede mną. Nie na odwrót. Zrozumiałam że nie muszę mu służyć. Mogłam po prostu uciec ale wtedy on działałby dalej.
Dragosani:
Ostatnia informacja była naprawdę ciekawa. Oznaczało to, że Król może nawet nie wiedzieć o zdradzie Oczka.
- Jeśli zaczęlibyśmy akcje w nocy, mógłbym przemienić się w nietoperza - zaproponował. - Wtedy mogłabyś przemycić mnie w torbie, czy pod płaszczem. Bez zwracania uwagi obecnych tam ludzi na obcego. Dopiero w podziemiach bym wrócił do normalnej formy - zaczął wyjaśniać swój plan. Lub jego wstępny zarys.
- Znajdziemy go i obezwładnimy - dodał. - Resztę zostawię tobie. Zapewne wolisz sama go wykończyć. Potem można spróbować uwolnić resztę, powiedzieć im, że nie ma już tyrana nad nimi. Gdy podziemia opustoszeją, możemy nawet spróbować jakoś zawalić wejście. ÂŻeby ostatecznie pogrzebać zbrodnie tego szaleńca.
Evening Antarii:
- Tak zrobimy. Później rozdzielimy się gdyż drzwi ciągną się wzdłuż całego korytarza. Niektóre są zamknięte, niektóre nie. Trzeba przeszukać każdy pokój. Tak będzie najszybciej - resztę drogi pokonali rozmawiając jeszcze o szczegółach całego planu, czymś co może być pożyteczne gdy już dotrą do zamku. Oczko wyjaśniała Dragowi układ pomieszczeń i to jakie stosunki panują między służącymi. Im bliżej byli tym pojawiało się więcej szarawych chmur. Zbliżał się więc pochmurny wieczór i noc. Zaczynał wiać chłodny, północny wiatr. Po drodze zatrzymali się jeszcze na chwilę by się posilić i napić. Zmierzali konno po wyżynnym terenie czując gęstniejące powietrze. Unosiło się w nim coś, co mogło zwiastować nadejście czegoś nowego, nieznanego...
Z daleka było widać już miasteczko. Oczko dostrzegła także ów zamek, który chował się wśród leśnego zagajnika. Była to zwykła wiejska chata i pozostałości po pomieszczeniach dla zwierząt. Otoczony lichym murkiem, stojący w cieniu drzew iglastych.
A wzdłuż drogi ciągnęły się słupy z pozawieszanymi na nich klatkami. Było ich kilkanaście po jednej i drugiej stronie. Huśtały się one na wietrze zgrzytając niemiłosiernie. W środku byli ludzie, choć ciężko było to poznać. Z klatek na ziemię kapała krew albo zwisały płaty mięsa. Ktoś zdolny jeszcze do wydawania dźwięku charczał nieznośnie i wyciągał rękę przez kraty. W jednej "siedział" kościotrup. Same białe kości z pozostałościami zeschniętej tkanki mięśniowej. Było to niby znak powitalny ÂŚpiącego Króla.
Dziewczyna zatkała nos. Wzdłuż drogi unosił się bowiem zapach zgnilizny. W dzień byłoby jeszcze gorzej, więcej drastycznych szczegółów byłoby widocznych a zapach nie do zniesienia.
- Król chyba robił porządki. Możemy zagrać w biologiczne "zgadnij na co patrzę"... - rzekła przez nos.
Na klatkach siadały wrony i wyszarpywały kawałki mięsa nie bacząc na to czy ofiara żyje czy nie. Niektóre biły się o smaczniejsze kąski...
Do zamku pozostało kilkaset metrów drogą. Drogą ÂŚmierci.
// Soundtrack
Dragosani:
Dalsza podróż zeszła im na rozmowach i omawianiu planu. Wydawał się on całkiem rozsądny. Oczywiście wszystko mogło pójść absolutnie nie tak, i może trzeba będzie improwizować. Nadchodziła powoli noc, słońce kryło się za horyzontem. W końcu dostrzegli siedzibę "Króla". I otaczające go znaki jego działalności. Drago mijał je, nie patrząc nawet na ciała w klatkach. Zastanawiał się, dlaczego straż z pobliskiego Golinogu nic z tym nie robi. Przecież jakaś straż tam była i musieli coś wiedzieć. Wampir uznał, że będąc w tam, porozmawia sobie z komendantem straży. Tak jak Hetman i pan tych ziem z państwowym funkcjonariuszem, który nie do końca wypełnia swoje zadania. Antares mijał jednak wiszące ciała bez żadnej reakcji. Nie mógł im pomóc.
- Po wszystkim trzeba będzie przysłać tutaj kogoś, aby zajął się tym wszystkim - powiedział w końcu do dziewczyny. - Jestem panem tych ziem, więc będą musieli wypełnić rozkaz - dodał. Chociaż to może nie był najlepszy moment na takie wyznanie.
- Ukryjmy gdzieś konie i chyba możemy zaczynać - zasugerował w chwilę po tym. Słońce skryło się za horyzontem. Nadeszła noc.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej