Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

(1/25) > >>

Dragosani:
Nazwa wyprawy: ÂŚpiący król
Prowadzący wyprawę: Evening Antarii
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: bycie Dragosanim
Uczestnicy wyprawy: Dragosani

Była noc. Dość ciepła, verisowa noc. W zasadzie to coraz bliżej było nawet do Astas. Więc na chłód nie można było narzekać. W powietrzu czuć było zapachy charakterystyczne dla tej pory roku, wyczuwalne nawet w mieście. Dragosani wędrował przez dzielnicę obywatelską. Bez większego celu, ot wybrał się na nocną przechadzkę po mieście. Oczywiście nocna przechadza po mieście w jego wykonaniu nie była tak zwyczajna jak to jest w przypadku normalnych obywateli. Drago biegał i skakał bowiem po dachach budynków. Przeskakiwał nad ulicami, wspinał się na ściany domów i przebiegał po ich dachach. Była to dla niego zabawa i też forma treningu. Miejscami przemieniał się w nietoperza, aby przelecieć jakiś większy odstęp między budynkami, po czym wracał do zwyczajnej formy i biegł dalej.

Evening Antarii:
Rzeczywiście wieczór był ciepły i przyjemny. Dlatego niektórzy odważniejsi mieszkańcy stolicy wybrali się na spacer. Albo po prostu musieli wyjść z domu i teraz spiesznym krokiem zmierzają każdy do swojego celu i schronienia. Jednak nie wszyscy będą mogli spędzić ten miły wieczór w przytulnej, domowej atmosferze.
Ogólnie w mieście panowała cisza. Tylko szczekania psa, albo stukot kopyt o kamienne uliczki przerywało tą dziwną atmosferę. Skądś dobywała się cicha i spokojna muzyka grana na flecie. Dość egzotyczna. Dalej, z głębi jakiejś bocznej uliczki, dobiegały szmery ale też jakby zduszone odgłosy kłótni. A dalej leżał pijany krasnolud i właściwie niczym się nie przejmował.
Uwagę Draga przykuło pewne poruszenie, które dostrzegł w jednym z okien kamieniczki.
Mała, drobna kobieta odziana w czarny płaszcz, z kapturem na głowie, pochylała się nad łóżkiem młodego małżeństwa. Potem dobyła sztyletu i poderżnęła gardło mężczyźnie. Tak samo okropnie postąpiła z kobietą. Na koniec podeszła do kołyski. Najpierw przyglądała się z uwagą niemowlakowi, który zakwilił, lecz chwilę potem także dziecko było martwe. Cała rodzina zamordowana we śnie. Trzy poderżnięte gardła jednej nocy, w jednym budynku, w jednym pokoju.
Tajemnicza postać zdmuchnęła świeczkę w pokoju a potem wybiegła na ulice Efehidonu.
Z mroku ciemnego korytarza wynurzył się strażnik. Od razu zainteresował się kobietą, gdyż krzyknął w jej stronę jakieś przekleństwo i ruszył w jej stronę. Uzbrojony był we włócznię i lekki pancerz ze skóry mógł wydawać się dość groźny. Jednak drobna kobieta poczekała aż mężczyzna ją dogoni. Złapała za włócznię uważając na ostry koniec, wyszarpnęła ją i kopnęła strażnika w brzuch. Miał strach w oczach. Zaczął błagać o życie, gdy zakapturzona postać zaczęła od niechcenia bawić się włócznią. - No, uciekaj.- rzekła do niego, a on bez chwili namysłu ruszył w przeciwną stronę biegnąc najszybciej jak mógł.
A potem splunął krwią i przewrócił się na twarz a w jego plecach tkwiła włócznia, która wyszła przez brzuch. 
Kobieta ruszyła pospiesznie dalej, znikając w mrokach ulicy. Obejrzała się jeszcze za siebie, czy nie ma towarzystwa.

Dragosani:
Miała towarzystwo. Dragosani czaił się na dachu jednego z pobliskich budynków. To teoretycznie nie była jego sprawa. Ale też nie mógł ot tak przejść obok morderstwa całej rodziny i strażnika miejskiego. Nie był przecież dupkiem. Kruczyca? pomyślał, odprowadzając wzrokiem kobietę. Mrok panujący na ulicach nie był przeszkodą dla jego oczu, więc mógł obserwować ją jakiś czas. Tknięty impulsem przemienił się w nietoperza i poleciał wzdłuż ulicy, nad dachami, lecąc za kobietą. Jako nietoperz na nocnym niebie był praktycznie niewidoczny. A sam mógł śledzić zabójczynię.

Evening Antarii:
Dziewczyna udała się do karczmy. Ale nie do "Obieżyświata" tylko do jakiejś małej karczemki na parterze budynku mieszkalnego, która nawet nie miała nazwy. Było to miejsce dla tutejszych pijusów, którzy nie mieli co robić całymi dniami albo dla palaczy, których wyganiały żony gdyż nie znosiły dymu z fajki w domu. Przed wejściem stało kilka osiodłanych koni przywiązanych do jakiegoś słupka.
Co prawda cały czas sprawdzała czy nikt jej nie śledzi ale nie widziała nietoperza, albo po prostu nie zwracała na niego uwagi. Weszła do środka, zdejmując kaptur.

Dragosani:
Drago wylądował gdzieś tam na dachu i, wciąż jako nietoperz, przez chwilę obserwow2ał karczmę. W sumie mógłby to olać, co najwyżej zgłosić sprawę do odpowiednich służb i się tym nie przejmować. Ale wtedy nie byłby sobą. Wrócił do człekokształtnej postaci i zeskoczył z dachu. Wylądował lekko i bez większych problemów, co oczywiście mogło wywołać zaskoczenie ewentualnego obserwatora. Wszak dach był jakieś dwadzieścia metrów nad ziemią. Wampir poprawił broń i zarzucił kaptur na głowę. Założył też rękawicę na demoniczną rękę. Wolał na razie pozostać mniej więcej anonimowy. Widok zmutowanej ręki zdradziłby go natychmiast w oczach ludzi, którzy choć trochę interesowali się tym, co dzieje się na wyspie. Po namyśle przesunął sztylet przy pasie w miejsce, z którego będzie mógł go natychmiast wydobyć. Wyciągnął pistolet i załadował go. Schował go do kabury. W przybytkach takich jak ten nigdy nic nie wiadomo. Można zostać zaatakowanym "bo tak". Ruszył w stronę karczmy, lecz jeszcze nie wchodził. Nasłuchiwał tego co się dzieje w środku. Rzucił okiem też na konie, starając się ocenić ich jakość oraz oporządzenie. Takie szczegóły mogły sporo powiedzieć o klientach karczmy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej