Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Dragosani:
- Hehe... No takiego porównania jeszcze nie słyszałem - zaśmiał się Drago. - Ale chyba mu tego nie powtórzę. Drażliwy jest - dodał. Chwilę potem, nieco zdziwiony odsunął się w łóżku, aby zrobić miejsce dla dziewczyny. Może i był stary, ale nie na tyle, aby wyganiać z łóżka atrakcyjne, młode kobiety. Nawet jeśli były nieco szalone. Kto.obecnie nie był choć trochę szalony? W sumie samo łóżko nie było zbyt szerokie, nie było dwuosobowe. Więc też nie mógł ustąpić zbyt wiele miejsca. Jednak Oczko była szczupła, powinna się zmieścić. Odwrócił się w jej stronę.
- W takim razie nie dopuszczę do ciebie żadnych myszy i innych gryzoni - odparł z lekkim uśmiechem. Położył dłoń, tę demoniczną, na jej biodrze. Ot, tak bo nie bardzo miał co począć z dłońmi.
Evening Antarii:
- Cieszę się... - zasłoniła dłonią buzię gdyż zachciało jej się ziewać. Ułożyła się na boku twarzą w stronę ściany i zagarnęła dla siebie kołdrę. Tak było łatwiej się zmieścić. Potem poprawiła na sobie rękę Draga przesuwając ją na swój brzuch i teraz wampir obejmował ją w pasie. Przylgnęła do niego bliżej. - Dobranoc - wyszeptała. Oczko po prostu poczuła się bezpieczniej i w chwilę potem mogła spokojnie zasnąć. Była już dość zmęczona po walce w dziwnym mglistym lesie. A potem leniwa wędrówka przez zieloną dolinę w dół - do jeziora. I wreszcie tajemniczy Milczący Dwór... Tej nocy nie śniła koszmarów.
Dragosani:
Drago objął dziewczynę i też się do niej przysunął. Istotnie tak było łatwiej zmieścić się na łóżku. Z drugiej strony mogli zsunąć dwa łóżka razem, ale teraz wampir nie miał ochoty wstawać. Też był zmęczony. Najpierw nocne czuwanie, potem podróż i walki, które nie były wcale takie łatwe. Mogło to zmęczyć nawet mutanta.
- Miłych snów - szepnął jeszcze w ucho kobiety i zamknął oczy, starając się, aby nie mieć jej włosów na twarzy. Nagle przypomniał sobie jednak, że musi wstać. To był jak kubeł silniej wody, wylany prosto na jego głowę. Przecież nie zabezpieczył drzwi przed ewentualnym wtargnięciem intruzów. A kto wie, co chodzi po głowach tych elfów. Niby niegroźni, ale cholera wie. Uznał jednak, że zrobi to za chwilę. Przyjemnie się leżało. ÂŁóżko było wygodne, kołdra ciepła i miękka, a Oczko ładnie pachniała tym ziołowym mydłem. Za chwilę.
Chwilę po tym drzwi otworzyły się, tak jak podejrzewał Drago. Do pokoju weszły trzy istoty. Marchewka z nogami, duży kurczak i jakiś kamerdyner z arystokratycznego dworu. Niósł on tacę z lampkami wina. Całą trójka usiadła przy eleganckim stoliku, który pojawił się w pokoju i zaczęła pić wino. Jednak stolik chwiał się, co utrudniało im stawianie lampek na nim. Chwiał się ponieważ unosił się na wodzie. Podobnie jak łóżko. Wszyscy płynępo na środku oceanu, a otaczała ich mgła. Ta Mgła. Nad nimi latały i walczyły dwa smoki. Z wody zaś wynurzyły się macki wielkiej kałamarnicy. Macki te opadły na twarz Draga, chcąc go zadusić.
Drago zbudził się. W pierwszej chwili nie wiedział co się stało. Potem zdał sobie sprawę, że owe "macki" że snu, to włosy Czterdzieści Cztery. Miał je tuż przy twarzy. Przesunął się lekko i teraz już było mu wygodniej. Znów pomyślał o drzwiach, ale nie ruszył się. Opadł w odmęty snu. Dziwnie się stało w nocy, ale zmęczony był.
Wampir poczuł wiatr we włosach. Lub raczej w sierści, bo to chyba mają nietoperze. A był właśnie nietoperzem wielkim nietoperzem. Leciał nad Valfden, zaś na jego grzbiecie siedziała Oczko i Visenya, plotkując o Evening. Wszak tyle o niej pisano ostatnio w gazetach. Drago leciał w stronę gór. Pod nim przemykały łąki, lasy i martwe kucyki. Leciał szybko, prawie nie machając skrzydłami. Nagle okazało się, że wcale nie ma skrzydeł, tylko kawałki sera. Zaczął spadać. Krzyk przerażenia Oczka i Visenyi obudził go.
Okazało się, że nikt nie krzyczał. Przyśniło mu się to. Coś tej nocy miał dziwaczne sny. To pewnie przez dziwne otoczenie dworu. Poprawił nieco dłoń na brzuchu dziewczyny i zamknął oczy. I zasnął.
ÂŚnił później o wielu rzeczach. Przewijały się wspomnienia walk i przygód. Romansów i tragedii. Marzeń i myśli. Wszystko było wymieszane i bez większego sensu. Ciężko byłoby to nawet zapisać. Wampir śnił snem nieśmiertelnego. Mutant śnił snem przeklętego. I nic później z tych snów nie potrafiłby sobie przypomnieć.
Evening Antarii:
Dziewczyna trochę się wierciła w nocy. Jednak było jej wygodnie i ciepło i nie musiała bać się myszy. Przywitała Draga uśmiechem i głośnym - Dzień dobry! Czas wstawać! - a potem kazała wampirowi nie patrzeć w jej stronę by mogła się ubrać. Następnie przytachała mu jego pancerz bo jakoś tak nie mogła dłużej zwlekać i położyła go na łóżku Draga. Bardzo ostrożnie uchyliła zasłonę gdyż chciała sprawdzić która godzina. Przez wąską szparę wpadało dużo światła do jej niebieskiego oka i stwierdziła że jest już "zapewne po śniadaniu". Panujący mrok stwarzał idealne warunki do spania ale Oczko ponagliła wampira a sama wierciła się i szykowała do dalszej drogi.
Dragosani:
- Jesze pieć minut, Visenio... - Mniej więcej coś takiego mruknął Drago, gdy Oczko go budziła. Zaraz po tym jednak rozbudził się i otworzył oczy. Zupełnie przypadkowo zerknął w stronę dziewczyny, gdy ta się przebierała. Oczywiście natychmiast odwrócił wzrok, coby Oczko nie zauważyła tego. Przecież nie był grubiańskim chamem.
- Dzień dobry - powtórzył po swej towarzyszce. Wstał i podszedł do miski z wodą, przeznaczoną do porannej toalety, aby nie chodzić z rana do łaźni. Wszak takowa miska była w pokoju. Właściwie dwie, po jednej dla każdego z gości. Drago opłukał twarz, co jeszcze bardziej go rozbudziło. Zaczął ubierać pancerz.
- Mamy jeszcze prowiant, więc nie będzie trzeba wyjadać jedzenia elfom - odparł na jej słowa o porze dnia. W sumie można by wyruszyć jak najszybciej. Ciekawe tylko, czy elfy tak po prostu ich wypuszczą. Wampir założył w końcu pancerz. Do pasa przypiąć pochwę z szabla, kaburę z pistoletem, oraz woreczek z nabojami. Na głowę założył kaptur i maskę, której jeszcze nie nasunął na twarz.
- Wyglądasz jak miotła - stwierdził z uśmiechem, komentując stan włosów dziewczyny. W sumie nie było tak źle, ale co tam. Zażartować można.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej