Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

<< < (15/25) > >>

Dragosani:
Zatrute? pomyślał wampir, zapewne obrażając ta myślą gospodarzy, gdyby tylko mogli ją usłyszeć. Mimo to zaryzykował. Chociaż tego typu pożywienie nie dawało mu absolutnie nic, poza smakiem. Zdjął rękawicę z prawej ręki (na lewej już nie miał jej od wjazdu do lasu). Tak było znacznie wygodniej operować sztućcami. Zabrał się więc do jedzenia. Z początku ostrożnie, dokładnie smakując potrawy, aby wyczuć ewentualne "dodatki". Potem jednak już pewniej i chętniej. Mięsiwo było wyborne. Pieczone najpewniej z jakimiś ziołami i chyba z dodatkiem miodu, co dało się wyczuć z słodkawym posmaku. Elfy zaciekawiły go. Słyszało się, co prawda, o podobnych zgromadzeniach, lecz osobiście były raczej rzadko spotykane. Cisza była dość... dziwna. To było odpowiednie określenie. Dziwnie było tak jeść w obcym domu, bez nawet podziękowania gospodarzom. W sumie Oczko już się tym zajęło. Ale elfy chyba naprawdę wolały, gdy ich goście zachowają ciszę. Więc Drago milczał. Oczywiście później zamierzał rozmawiać, ale to już z Czterdzieści Cztery. Teraz skupił się na jedzeniu i piciu. Z uprzejmości i dla przyjemności jedzenia.

Evening Antarii:
Jedzenie było rzeczywiście wyborne. I wcale nie zatrute. Elfy nie miały w zwyczaju truć swych gości. Chyba. Te wyglądały na całkiem miłe istoty, nie chciały nikogo zabijać. Oczko najadła się za dwoje. Spróbowała chyba wszystkiego, ale nikt nie robił jej z tego powodu wyrzutów. Elfy dzieliły się między sobą chlebem. To był chyba jakiś przestrzegany obyczaj. Zgaszono kadzidła.
Czas ucztowania dobiegał końca. Jeżeli milczenie, jedzenie, granie na flecie rzewnych melodyjek i wdychanie dymu z kadzideł mogło być nazwane ucztowaniem. Jednakże Główny Elf wstał, ruchem ręki dał znać, aby reszta udała się do swych pokoi. Każdy z mieszkańców wstał i posłusznie udał się na spoczynek. Dragowi i Oczku wskazał łaźnię jeśli chcieliby z niej skorzystać. Pokazał im pokój w którym mogą spać: z dwoma łóżkami po przeciwnych stronach, dwoma stolikami i lustrem. Półki wypełnione były trochę zakurzonymi książkami. Największe dzieła od mitologii po nowoczesną literaturę. Okno wychodziło na jezioro więc było słychać już szum trzcin i cykanie owadów schowanych w wysokiej trawie. Właśnie rozpoczynał się ich koncert a w ciemnościach unosiły się małe świecące punkciki -świetliki. Elf ogólnie machnął na pokój co mogło oznaczać "korzystajcie do woli".

Dragosani:
I tak zakończyła się wieczerza. Uczta właściwie. Zastanawiające było, czy każdego dnia elfy tak jadły. Czy też może Drago i Oczko trafili po prostu na jakieś ich święto. Albo elfy skądś wiedziały, że będą mieli gości. Po skończonej wieczerzy, dwójka podróżników została zaprowadzona do pokoju, w którym to mieli spędzić noc. Pokój był całkiem zwyczajny. Komnata dwuosobowa, z dwoma łóżkami. Wyglądała jak kwatera w dobrej karczmie. Czysto, schludnie i wygodnie. To, czy za darmo, to się okaże, gdy będą wyruszać.
Weszli więc do pokoju. Drago odpiął od pasa pochwę z szablą, kaburę z pistoletem, oraz woreczek z nabojami. Położył je obok jednego z łóżek. Bez tego po prostu było wygodniej chodzić normalnie po domu. Sztylet zostawił, tak na wszelki wypadek. Przeciągnął się.
- Jeśli chcesz skorzystać z łaźni, to śmiało - powiedział do Oczka. Szepnął niemalże. W tym domu rozmowa o normalnej głośności była jakoś nie ma miejscu. - Ja umyję się po tobie - dodał. Panie przodem, jak to mówią, i takie tam. Za oknem było już ciemno, więc wampir ściągnął także kaptur i maskę. Położył je na stoliku, przy łóżku. - Chyba, że chcesz, aby umyć ci plecy. - Wyszczerzył się łobuzersko. Zerknął na zgromadzone w pokoju książki, chcąc zobaczyć, czy jest tam coś ciekawego.

Evening Antarii:
Oczko oblała się rumieńcem. Zmieszała się i nie wiedziała co odpowiedzieć wampirowi, więc rzuciła tylko - Nie, dziękuję, poradzę sobie. - Potem przemknęła po pustej już sali na drugą stronę aby się obmyć. W środku było pełno pary z gorących kamieni polewanych wodą i mały basen. Na ławce leżały dwa komplety ręczników i ręczniczków oraz mydło zrobione z jakichś ziół. Dziewczyna zdjęła z siebie ubranie. Nie miała wielu broni a sztylet wolała mieć przy sobie.
Naga Oczko wsunęła się do ciepłej wody do której niewątpliwie były wlane kwiatowe aromaty. Co jak co ale elfy wiedziały co to luksus. Na brzegu baseniku były poustawiane posążki kobiet o delikatnych rysach twarzy, zwisających dojrzałych piersiach i rękach uniesionych niby delikatnie w górę, albo oplatających biodra. Ciepło wraz z panującym tu półmrokiem sprawiały że łaźnia przypominała bezpieczne łono matki. I choć dziewczyna chciała posiedzieć tu jeszcze dłużej, nie chciała nadużywać gościnności gospodarzy. Nieprzyzwyczajona do długich relaksujących kąpieli, umyła całe ciało, całkiem zgrabne jakby nie patrzeć. Owinęła się w ręcznik, wytarła starannie włosy które od wilgoci poskręcały się w loki i ubrała lekką szatę na noc. Po cichu, na paluszkach, wróciła do pokoju. Od razu wskoczyła pod kołdrę coby nie kusić wampira.

Dragosani:
Drago tylko uśmiechnął się pod nosem i gdy dziewczyna wyszła, wrócił do przeglądania książek. Przejrzał tytuły i znalazł coś o historii. Po krótkim namyśle wziął tę książkę. Otworzył jeden z flakonów z krwią, po czym usiadł sobie na łóżku i otworzył książkę na losowej stronie. Zaczął czytać, popijając krew. Zupełnym przypadkiem trafił na fragment o jednej z licznych wojen, które nawiedziły świat wiele wieków temu. Dragosani pamiętał tę wojnę, brał w niej udział. Czytał więc, porównując zapisaną historię z tym, co pamiętał. Oczywiście znalazł całą masę rozbieżności. Mniejszych i większych. Tak się zaczytał, że czas szybko mu minął. Wróciła Oczko. Wniosła do pokoju zapach jakiegoś ziołowego mydła. Była odziana w lekką nocną szatę i miała wilgotne włosy. Drago zerknął na nią, no i musiał przyznać, że jest ona dość atrakcyjna.
- Dawno nie czytałem większych bzdur - stwierdził i odłożył książkę na półkę. Wsunął pusty flakon na miejsce i zdjął napierśnik, coby nie łazić w pancerzu w łaźni. Dziewczyna mogła więc sobie popatrzeć na wampira. I na tatuaż na jego piersi. Drago zabrał sztylet, tak na wszelki wypadek, i cicho przemknął do łaźni. Tam chwile podziwiał wystrój, po czym wlazł do ciepłej wody, wcześniej pozbawiając się odzienia. Umył się dokładnie, odprężył w ciepłej kąpieli i wyszedł. Wytarł się, ubrał i wrócił do pokoju. Usiadł na łóżku, krzyżując nogi, jakby medytował. Z tym, że nie medytował.
- Dziwne miejsce - stwierdził cicho. Cisza w domu, brak innych rozmów, jakoś skłaniały do podejrzewania elfów o podsłuchiwanie.
Wypijam:
0,3 litry krwi wilka

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej