Oczko przywiązała Wieśka obok Maximusa. Potem dołączyła do Draga.
Otworzył im elf. Widać było że...dość sędziwy, miał siwe długie włosy i opadłe kąciki ust, lecz wyglądał bardzo dostojnie. Miał kilka tysięcy lat. Odziany w luźną, ciemnozieloną szatę, na palcu miał srebrny sygnet a na głowie także srebrną obręcz ozdobioną białymi, mętnymi kamieniami. Zaprosił ich do środka ruchem ręki. Nie uśmiechał się, nie mówił nic.
Wnętrze dworu było bardzo proste. Wchodziło się do dużej podłużnej kuchni; na jednym jej końcu było stanowisko do gotowania a na drugim drzwi prowadzące do łaźni. Wzdłuż szerokiego, masywnego stołu, siedziało jedenastu pozostałych elfów. Każdy miał sygnet, ale nikt nie nosił obręczy tak jak ten, który otworzył im drzwi. Na stole były jajka, kapusta, kwiaty w sałatkach, jelenie mięso a także miód, mleko i piwo. ÂŻaden elf nie odezwał się słowem, nie wyraził swego zdumienia czy zaciekawienia przybyszami. Jeden siedział dumnie i kroił pieczone udko, drugi częstował się rodzynkami, trzeci kiwał się na boki siedząc na krześle. Niektórzy byli bardzo starzy, niektórzy mieli młodą, jasną cerę. Długouche istoty różniły się więc wiekiem i wyglądem, ale miały te same szaty i sygnety.
Drewniana podłoga skrzypiała nieco pod stopami gości. Na niskich meblach paliły się wonne kadzidła i stały jakieś wazony, być może z "magicznymi roślinami". Jednakże całe pomieszczenie wypełniał dym o woni drzewa Sandałowego, był duszący, choć gdyby paliło się jedno kadzidło, byłby przyjemny.
Wzdłuż stołu ciągnęły się drzwi do trzynastu izb. Nad każdymi wisiał jakby wieniec z porożem, liśćmi jakiegoś tutejszego drzewa i wplecioną złotą tkaniną. Główny Elf, bo tak możemy go nazywać gdyż się nie przedstawił, wskazał gościom wolne miejsca na długich ławach i dał pozwolenie na jedzenie. Wszystko przy pomocy znaków dawanych ręką czy głową, albo zwykłym spojrzeniem.
Czterdzieści Cztery rozglądała się raczej z zaciekawieniem niż z niepokojem.