- Hm... w sumie ci i ci. Każdy miał coś na sumieniu, jakieś grzeszki. To była ostatnia robota. Co jak co, ale dotrzymuję słowa. Na sto procent... Ale chwila... Nikogo przy kamieniczce nie było... - zmrużyła oczy podejrzliwie. Była święcie przekonana o tym, że nikt jej nie śledził. Fakt, nie wzięła pod uwagę zwierząt, jakim był na przykład nietoperz. Pacnęła się w czoło. - Mogę ci powiedzieć. Oni i tak są już martwi a ja idę zamordować tego szaleńca - machnęła ręką. - To znaczy nawet nie wiem czy mi się uda, bo on jest potężny no ale, raz się żyje, yolo, jak to mówią najstarsi mieszkańcy wyspy. Tamten facet zdradził Go, nie dotrzymał słowa. A za to należy się kara, surowa.
Poprawiła się na siodle i spojrzała na wampira. - Niebrzydkiś... - mruknęła. A potem znów powróciła do tego, o co pytał wampir.
- A tamci z karczmy to takie szczawie były, że masakra. Służyli Mu i zawsze starali się mi dopiec. Koledzy z pracy...- parsknęła.