Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

<< < (12/25) > >>

Evening Antarii:
Oczko oddychała ciężko, z przerażeniem. Zebrała się i wstała, otrzepując z ziemi i mchów. Wyjęła pojedynczą gałązkę z włosów. - Nic mi nie jest -rzuciła okiem na "trupy" drzew. - Nadawałyby się na ognisko -oznajmiła. Ale wyjście z lasku było już tuż-tuż więc lepiej poszukać jakiejś gospody. Było popołudnie  i jeszcze trochę zostało do wieczoru, ale chyba był już czas by ruszać w drogę.
Czterdzieści Cztery dosiadła swego wierzchowca. Po dłuższej chwili powiedziała - Dziękuję i uśmiechnęła się do wampira.

Dragosani:
- Może, ale lepiej nie denerwować reszty lasu. Kto wie ile takich się tu jeszcze czai - odparł wampir i podszedł do dziewczyny, aby wyciągnąć jej z włosów małą gałązkę, która pominęła. Ot taki gest, całkowicie pozbawiony znaczenia.
- Wyjedźmy stąd jak najszybciej. Może zaraz znajdziemy jakąś gospodę, czy coś - powiedział i wskoczył na Maximusa. Zerknął na Oczko, czy jest gotowa do drogi. Naprawdę chciał jak najszybciej opuścić ten las. Może walczyć z demonami, ale drzewa to już lekka przesada. Odpowiedział dziewczynie krzywym uśmieszkiem, gdy ta podziękowała mu.

Evening Antarii:
Dotarli wreszcie do upragnionego wyjścia. I od razu przywitał ich piękny widok. Mgła i ciężkie kłębiaste chmury ustąpiły miejsca słońcu. Zeschłe, stare konary przezwyciężyła wszechobecna soczysta zieleń. Ukazała się im dolina tętniąca życiem. W oddali nie było widać wiele wiosek, ale gdyby szło się wzdłuż brzegu jeziora doszłoby się do pewnego zamieszkanego przez elfy dworu.
- Zobacz jak pięknie!... - rzekła zachwycona Czterdzieści Cztery. Aż otworzyła usta z podziwu i zdziwienia. Po ciężkim leśnym etapie czekało na nich jezioro w dolinie i piękne widoki. - Mogłabym tu umrzeć- dodała znienacka.
Równinne tereny zamieniały się powoli w wyżyny. Było to może 3/4 drogi do miasteczka Golinog i zapowiadało się na to, że Drago i Oczko będą mogli tu w spokoju odpocząć.

Dragosani:
Gdy wyjechali z lasu, Drago wstrzymał na moment konia. Widok istotnie był piękny. Mógł wręcz zawierać dech w piersiach, gdyby ktoś był bardziej wrażliwy. Albo miał problemy z oddychaniem. Wampir przyglądał się chwilę okolicy. Twarz miał ukrytą pod maską i kapturem, z którego cienia mógł wszystko obserwować.
- Całkiem ładny widok - przyznał. Słysząc dalsze słowa dziewczyny uśmiechał się pod maską. Oczywiście nie było widać tego uśmiechu.
- Umierałem kiedyś - odparł. - Nie polecam. Jedziemy dalej? - zapytał i ruszył powoli w dalszą drogę. Teraz raczej czekał ich mniej więcej spokojny etap. Chyba. Przynajmniej na otwartym terenie łatwiej będzie dostrzec zagrożenie.

Evening Antarii:
Oczko dała znać Wiesiowi, że mogą iść dalej. Koń ruszył niespiesznie a potem dotrzymywał towarzystwa Maximusowi jadąc tuż obok. Dziewczyna nie mogła zdecydować się w którą stronę ma patrzeć, na czym na dłużej zawiesić oko, bowiem chciała uchwycić każdy szczegół tego obrazu. Chciała go wchłonąć i zapamiętać na zawsze, tak aby mieć go przed oczami wtedy, gdy o nim pomyśli.
- Bolało? Bo ja najbardziej boję się umrzeć dlatego, że nie wiem co będzie potem. Mam na sumieniu parę grzeszków... -przyznała. - ...ale można powiedzieć, że to wbrew mojej woli. Byłam numerem więc nie miałam innego wyboru niż zabijać od czasu do czasu by samej ujść z życiem. A teraz jestem Oczkiem. - i tak spokojnie zmierzali sobie dróżką. Od czasu do czasu minął ich jakiś tutejszy mieszkaniec przewożący siano na wozie, albo spacerujący starzec z długim kijem do podpierania. Na ich twarzach malował się spokój, gdyż tutaj wszystko tonęło w śpiewie ptaków, bogactwie roślin i zwierząt. Czas płynął jakby wolniej stwarzając wrażenie małego raju na ziemi. Siedziba dobrych istot i bożków żyjących w harmonii.
Po drugiej stronie wody stał bogato wyglądający dwór. Z resztą jedyny; jak okiem sięgnąć nie było innych budynków wśród tych przyjaznych pagórków.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej