Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

<< < (13/25) > >>

Dragosani:
I jechali tak dalej. Wśród śpiewu ptaków, delikatnych powiewów ciepłego wiatru i zapachu trawy. Drago także rozglądał się, chłonąc radość z widoków. Oczywiście w życiu nie przyznałby się, że te widoki sprawiają mu radość. Szczególnie publicznie. Jechali.
- Sama śmierć była dość bolesna - zaczął odpowiadać. - Ale taka też była jej... specyfika. A potem? Nie wiem co było "tam". - Kiwnął głową, wskazując jakieś nieokreślone miejsce na górze. - Niewiele pamiętam. Tylko jakieś strzępy. Nic sensownego z nich nie wynika. - Wzruszył ramionami. Uznał też, że warto zmienić temat. Obecny był niezbyt przyjemny. Jechali teraz nad brzegiem jeziora. Wietrzyk wiał od jego strony, marszcząc taflę wody.
- Jeśli podobają ci się widoki tutaj, to powinnaś wybrać się na wschodnie wybrzeże. Na terenie jednej z tamtejszych gmin są całe pola szafranu. Całkiem nieźle to wygląda, gdy to wszystko kwitnie - powiedział. Tak, żeby nie mówiąc o śmierci, czy równie nieprzyjemnych tematach. Zwrócił uwagę na dwór, widoczny z oddali, po drugiej stronie jeziora. Próbował sobie przypomnieć, czy wie kto może mieszkać w tej okolicy.

Evening Antarii:
- To dobrze, że pozostanie to tajemnicą - przyznała. Chodziło jej o to, co po śmierci. - Ale nie ma się czego bać! Wszyscy umierają- uśmiechnęła się. - Szafran? Nie wiem co to, ale skoro mówisz że wygląda pięknie gdy kwitnie, to zapewne tak jest - okolica sprawiała że Oczko poczuła się wolna. Bardziej skora do biegania bez powodu, albo zamknięcia oczu na minutę i wsłuchanie się w odgłosy przyrody. W mieście gdyby biegła, uznaliby że ucieka przed Strażą, a gdyby pozwoliła sobie na przymknięcie oczu to z pewnością skończyłaby pod kołami wozu albo kopytami konia. I nie było czego wdychać oprócz pomyjów i ścieków płynących ulicą. Zamiast śpiewu ptaków było trajkotanie przekupek.
Zupełnie bez powodu i bez żadnej zapowiedzi krzyknęła - Wiooo!... i Wiesiek ruszył z kopyta przed siebie. Oczko śmiała się głośno i  tylko spoglądała za siebie czy wampir zdoła ją dogonić. Podskakiwała w siodle a przez moment czuła się jakby leciała, gdy ciepły wiatr rozwiewał ciemne kosmyki. Jej śmiech niósł się po dolinie strasząc ukryte w zaroślach ptactwo, które uniosło się teraz w górę. Dziewczyna pędziła ścieżką w dół do brzegu jeziora.

Dragosani:
- To jakaś roślina. Z kwiatów robi się jakieś coś. - Drago podzielił się niezmierzoną głębią swojej wiedzy. - To chyba fioletowe kwiaty ma - dodał jeszcze. Spoglądał kątem oka na dziewczynę. W tym sielankowym otoczeniu wydawała się naprawdę radosna. Radosna, wolna i tak dalej. I w ogóle beztroska.
Nagle Oczko popędziła konia i wystrzeliła w galopie przed siebie. W stronę jeziora. Pędziła na koniu, śmiejąc się radośnie. Maximus, widząc to, zaparskał, wyrywając się do biegu. Nie mógł pozwolić, aby jakiś tam Wiesiek vigo szybciej niż on. Wszak był doskonałym ogierem. Stworzonym do galopu. Drago pozwolił mu na to. Popędził go. I Maximus chętnie wypełnił wolę swojego jeźdźca. Pogalopował za Wieśkiem. Teraz był w swoim żywiole. I biegł tak z Wieśkiem, w stronę brzegu jeziora.

Evening Antarii:
- Wygrałam, sia la la laa, wygraaałaam! siaa laa la la... -śpiewała sobie Oczko wymachując wesoło rękoma, gdy już znalazła się w dole. To był jej taniec zwycięstwa. Odwróciła się do Draga i wskazała na niego palcem. - Ty. Prawie mnie dogoniłeś - i zmrużyła oczy i jakby miała go na celowniku. - Ale nikt nie jest w stanie dogonić pędzącej konno Oczko. Nawet najlepsi- oznajmiła pełna dumy. - Może kiedyś ci się uda.
Niebo przybrało pomarańczową barwę od gasnącego powoli na horyzoncie słońca. Dziewczyna zbliżyła się do jeziora i szła jego brzegiem spokojnie w stronę dworu. Stąd wydawał się wiejskim dworkiem, z tyłu miał ogródek i leśny zagajnik. A z przodu zwykły murek porośnięty bluszczem.

Dragosani:
- Brawo - odparł Drago, gdy zatrzymał konia przy jeziorze. Maximus nie stanął jednak od razu. Zrobił jeszcze kilka kroków w stronę wody, zanurzając w niej pęciny przednich nóg i opuścił głowę, aby napić się wody. Wampir pozwolił mu na to i zeskoczył z jego grzbietu. Zwrócił się do dziewczyny.
- Następnym razem cię prześcignę - zapewnił z uśmiechem, którego nie było widać spod maski. Zerknął w stronę zachodzącego słońca. Porośnięta zieloną trawą łąka, jezioro i zachód słońca. Widok jak z obrazka. Gdy Maximus się napoił, wampir ruszył swoją towarzyszką, prowadząc konia. Nie chciał wsiadać na niego, skoro i Oczko szła teraz piechotą. Poza tym nadchodząca noc już zaczynała rozniecać w nim siłę. Czuł to, krew zaczynała szybciej mu krążyć w żyłach. Jeszcze tylko kilka chwil.
- Wiesz co to za dwór? - zapytał, wskazując kiwnięciem głowy na dom, do którego się zbliżali. Wyglądał całkiem przyzwoicie. Ot, wiejski dworek, z dala od miejskiego hałasu i problemów zewnętrznego świata. Tak przynajmniej się zdawało.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej