Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Dragosani:
Drago zdmuchnął dym z lufy pistoletu. Wcale nie w taki pokazowy sposób. Po prostu chciał zdmuchnąć dym. Zaraz po tym ponownie załadował broń, aby mieć ją w gotowości. Tak na wszelki wypadek. Wsunął pistolet do kabury. Zerknął na dalszą ścieżkę. Gdzieś tam w oddali dostrzegł Maximusa i Oczko na Wieśku. Potem spojrzał na ciało cieniostwora. W sumie mógłby pozyskać z niego trofea. Róg, skórę, krew. Krew może jednak nie, mimo iż była najbardziej potrzebna. Musiałby najpierw pójść do konia, przy nim miał zapas flakonów. Wyciągnął więc nożyk myśliwski. Kucnął przy cieniostworze i zabrał się do pracy. Uznał, że daruje sobie też skórę. Sporo roboty byłoby z jej zdarciem. Skupił się więc tylko na rogu. Ponacinał najpierw tkankę wokół niego, a potem podważał, wyrywając go z ciała zwierzęcia. W ten sposób pozyskał trofeum. Schował nożyk i zostawiając ciało za sobą, ruszył w stronę Maximusa i Oczka.
Pozyskuję:
1 róg cieniostwora
Evening Antarii:
Wszyscy czekali grzecznie na Draga. A niedaleko było widać światełko. Było to wyjście z ciemnego i ponurego lasu pełnego niebezpieczeństw. Słychać już było wesołe ćwierkanie ptaszków a nie krakanie wron i kruków. - Wybacz wampirku. Wiem jak walczyć z ludźmi i zwykłymi zwierzętami, a nie z takimi bydlakami z rogiem na czole. - przeprosiła. Nie była aż takim tchórzem, po prostu nie wiedziała jak walczyć z tym czarnym ogromnym przeciwnikiem. -- Co to w ogóle było!?- oburzyła się. - ÂŻe też władza pozwala na takie bezkarne grasowanie dzikich bestii po lasach na tak często używanych szlakach, phi! Dobrze że mam ciebie.
Mimo, że do wyjścia było niedaleko, to dziwna tajemnicza aura wciąż towarzyszyła podróżnikom. Wciąż czuli się obserwowani. Nie bez powodu.
Ruszyli spokojnie w stronę światełka lecz nagle coś się poruszyło. Drgnęła jedna gałąź. Potem druga. I jakiś ciemnozielony listek poruszył się nieznacznie. Las... ożył?
Niby zwykły pień drzewa rozdzielił się na dwoje - były to nogi drzewca. Duże grube konary okazały się potężnymi ramionami tej dziwnej istoty. Zaraz potem obudził się i drugi po drugiej stronie dróżki. Rozprostował swoje gałęzie po czym wycelował drewnianą piką w wampira. Drugi mierzył w Oczko. Już dłuższy czas mieli ich "na oku".
Uniosły się wyrywając mech i kępy trawy wraz z glebą.
Drzewiec, choć jest potężną istotą, doskoczył do Draga wyrywając przy tym jeszcze więcej ziemii porośniętej mchem.
- Na Ventepi...! Z roślinami jeszcze nie walczyłam! - wykrzyknęła uradowana. Oczko dobyła sztyletu i próbowała się bronić odcinając kilka gałęzi.
2x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Drzewiec
jeden atakuje Draga a drugi Oczko.
Dragosani:
- Cienistwór - odparł wampir. - Czasem takie się spotyka w ciemnych lasach, albo jaskiniach - dodał jeszcze. I w tym momencie usłyszał trzask, jakby łamanej gałęzi. W lesie takim jak ten, dźwięk taki nigdy nie wrócił nic dobrego. I tak było też tym razem. Z chaszczy na trakt wyszły dwa drzewce. Tajemnicze, leśne istoty, które chyba miały jakieś pretensje o te swoje leśne sprawy. Dragosani spotkał się z takimi tylko parę razy i to już dawno. Większość informacji o nich znał z ksiąg i opowieści. Błyskawicznie opracował strategię ataku. Najpierw musiał poradzić sobie z tym, który atakował jego, potem ewentualnie mógł pomóc dziewczynie. Z tym sztyletem mogłaby mieć problemy z pokonaniem drzewa, które chodziło. Drago odskoczył w tył, robiąc w powietrzu popisowe salto. Chciał się nieco oddalić od drzewca. Odskoczył w ten sposób na jakieś dziesięć metrów. Chodząca roślina oczywiście od razu ruszyła za nim. Wampir wyciągnął przed siebie demoniczną rękę i wyzwolił z niej wiązki piorunów. Błyskawice trafiły w korę chodzącego drzewa... i nic mu nie zrobiły. Leśny napastnik nawet nie zwolnił. Antares zaklął pod nosem i wyrwał z pochwy szablę. Trzeba to będzie zrobić konwencjonalnie. Drzewiec naprężył się, wampir dostrzegł falowanie gruntu i prewencyjnie znów odskoczył. I dobrze zrobił, w miejscu w którym stał przed chwilą pojawiły się konary, wystrzeliwujące z ziemi. Gdyby wampir tam stał, zapewne by oberwał. Drzewiec, widząc niepowodzenie swojego ataku, opadł na górne kończyny/gałęzie i ruszył tak na Draga, chcąc go stratować. Antares znał podobny atak, demony lubiły w ten sposób zabijać wrogów. Więc wiedział jak się przed nim bronić. Odskoczył w bok. Drzewiec zatrzymał się obok i rozpoczął atak swoimi kończynami. Najpierw potężny cios pięścią. Drago zrobił zwinny unik. Potem seria pchnięć drewnianą piką. Wampir znów ich uniknął. Drzewiec ponownie zamachnął się pięścią. Gdy Drago uskoczył i gałąź drzewca minęła go o kilkadziesiąt centymetrów, ciał szablą. Szybko, precyzyjnie i mocno. Jak przystało na Bestię. Zakrzywione ostrze z czarnej rudy bez problemów przecięło drewno i pozbawiło drzewca jednej z "rąk". Drzewiec coś tam ryknął i zaatakował piką poziomo, w potężnym zamachu. Drago uchylił się, przypadając do ziemi. Potem przeturlał się w bok, gdy drzewiec spróbował nadepnąć go nogą. Drago błyskawicznie wstał i uskoczył przed kolejną serią pchnięć piki. Odczekał na odpowiedni moment i wykorzystał go, gdy nadszedł. Ciął ponownie szybko i dokładnie. "Ręka" z piką została odcięta. Drzewiec ryczał z frustracji, lecz był pozbawiony części broni. Drago nie czekał aż użyje tego co mu zostało, wyskoczył w powietrze, mocno wybijając się od ziemi. W locie odbił się jeszcze nogą o korpus drzewca i ciął szablą w jego głowę. Lub to, co powinno być głową. Ostrze wdarło się głęboko w drewniana tkankę. Drago wyrwał je i odbijając się od drewnianego korpusu, odskoczył. Wylądował gładko na ziemi. Drzewiec zachwiał się i opadł na jedno z kolan. Był już prawie martwy. Drago doskoczył do niego i zakończył jego życie, ścinając mu głowę. Odwrócił się natychmiast, gotów ruszyć na pomoc Oczku.
1x Drzewiec
Evening Antarii:
Jedna leśna istota leżała już bez "głowy".
Oczko usilnie starała się sprostać temu wyzwaniu jakim było chodzące drzewo z niebezpieczną piką. Jednakże sztyletem mogła mu jedynie podłubać w zębach. Drzewiec ruszył na nią i przycisnął konarem do ziemi, gdy straciła równowagę i potknęła się o wystający korzeń.
- Drago!... Po.. móż, pomóż!- wykrztusiła.
- Zabiliście... mieszkańca... lasu!...- wycharczał drzewiec
//1x drzewiec atakujący Oczko.
Dragosani:
Drago widząc tarapaty swojej nowej towarzyszki, rzucił się jej na pomoc. Nie chciał, żeby zginęła. Szczęśliwie dla niego (i pośrednio też dla samej Czterdzieści Cztery), drzewiec zajęty był dziewczyną, nie wampirem. Więc wampir mógł działać mniej więcej swobodnie. I działał. Najpierw musiał uniemożliwić drzewcowi zabicie dziewczyny. Doskoczył do niego od prawej strony. Od strony, z której drzewiec miał gałąź z piką. Która już mierzył w Oczko. Drago skoczył i w locie ciął szablą tę kończynę chodzącego drzewa. Drzewiec był chyba tym nieco zdziwiony. Na tyle zdziwiony, na ile zdziwiona może być roślina. Spojrzał na kikut swojej gałęzi, której reszta spadłą na ziemię, obok Oczka. Potem na sprawcę jego rany. Na Dragosaniego, który już stał kilka metrów od niego, szykując się do walki. Zdjął nogę/konar z piersi dziewczyny i ruszył wściekle na wampira, wymachując pięścią. Dotarł do niego i uderzył nią potężnie w ziemię, tam gdzie jeszcze przed momentem stał Drago. Przed momentem, gdyż wykonał on unik, odskoczył. Nie chciał zostać zmiażdżony. Drzewiec ruszył do dalszego wściekłego ataku. Wykonał potężny zamach pięścią, lecz Drago był po prostu zbyt szybki. Znów uskoczył i nie dał się trafić. Zaraz po wymachu drzewca, sam ruszył do ataku. Doskoczył do rośliny i ciął silnie w jej gałąź z pięścią. Została ona odcięta, ostrze z czarnej rudy ponownie okazało swoją jakość. Drago kontynuował atak. Znów wezwał moc magii demonicznej. Tym razem owinął piorunami rękę i uderzył potężnie kończyną mocy w korpus drzewca. Cios był potężny, wzmocniony jeszcze magią. Drzewiec zachwiał się, lecz nie upadł. Jednak Dragosani nie poprzestawał na tym. Uskoczył w bok i ciął w nogę drzewca, ucinając ją. Drzewiec ryknął coś tam i padł na ziemię. Antares wykorzystał to. Doskoczył do karku drzewca i wykonał cięcie. Jedno precyzyjne, silne cięcie. Pozbawił go głowy. Stał tak chwile nad ciałem wroga. Po jego dłoni wciąż jeszcze skakały iskry. Potem jednak zacisnął ją w pięść i jakby zebrał się w sobie. Uspokoił wewnętrznie. Iskry zniknęły. Spojrzał na Czterdzieści Cztery.
- Nic ci nie jest? - zapytał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej