Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
Minęli już kilka wiosek ale teraz wszystko co pozostawili w tyle zniknęło za gęstą mgłą. Wjazd do lasu także tonął w szarej chmurze. Droga którą zmierzali, prowadziła przez tajemnicze tereny i właśnie znaleźni się w dziwnym lesie. Drzewa były bezlistne i raczej posępne, aura wokół przygnębiała. Może to tylko taki efekt wywołany przez otoczenie mający wpływ na psychikę. A może coś złego i tajemniczego znalazło tu swą kryjówkę - w cieniu starych konarów o powykręcanych kształtach. Mijali też pojedyncze kości ludzkie i nie tylko pozostawione gdzieś we mchu.
- Oho, zaczyna się... - faktem było, że Oczko czuła na sobie wzrok czegoś obcego czającego się w mrocznych zaroślach, a Drago mógł wyczuć obecność czającej się niebezpiecznej bestii. Konie zaczęły zachowywać się niespokojnie i trudno było je zmusić do dalszego marszu naprzód.
Dragosani:
Drago rozglądał się czujnie po lesie. Nie wyglądał on na bardzo sielankowy. Wręcz przeciwnie. Wampir ściągnął z demonicznej ręki rękawicę. Po pierwsze, sam widok nienaturalnej kończyny mógł odstraszyć ewentualnych napastników. Po drugie, tak mógł szybciej użyć magii demonicznej. Drugą ręką sprawdził, czy pistolet gładko wysuwa się z kabury. Szczęśliwie był on wciąż załadowany. Poklepał konia po karku i szepnął mu kilka uspokajających słów w starowampirycznym. Często mówił w tym języku do konia, aby wyglądało to bardziej tajemniczo i ogólnie fajniej. Rozglądał się czujnie po lesie, przez który jechali. Nasłuchiwał i węszył. Chciał wychwycić ewentualne zagrożenie swoimi wyostrzonymi zmysłami.
Evening Antarii:
Strach kumulował się w dziewczynie i czuła że pocą jej się dłonie na lejcach. Do tego rozglądała się czujnie i nie lekceważyła żadnego szelestu ani szmeru. Jej uwaga w stu procentach skupiała się na zagrożeniu, które niewątpliwie czaiło się niedaleko.
Drago dostrzegł najpierw parę święcących malutkich oczu między drzewami. A potem było już słychać tętent ciężkich łap uderzających o ziemię, łamiące gałęzie i sapanie dzikiego zwierza.
Cieniostwór wyskoczył z lasu po stronie wampira i zaatakował chcąc zrzucić go z Maximusa. Zamachnął się potężną łapą zakończoną śmiercionośnymi pazurami i wydał z siebie okropny ryk.
Oczko pisnęła przeraźliwie, szarpnęła za lejce i zaczęła zwiewać najszybciej jak umiała. Gnała przez ciemny las przez jakiś czas. Wystraszyła się, choć dalej mogła spotkać przecież inne niebezpieczeństwa. Jednak oddaliła się tak, że Drago widział tylko opadający kurz, który ciągnął się za galopującym Wieśkiem.
1x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Cieniostw%C3%B3r
//1x cieniostwór atakuje Draga a Oczko się wystraszyła i uciekła.
Dragosani:
Dragosani zaatakował instynktownie. Zeskoczył z konia. Jednak nie tak, aby Maximus oddzielał go od cieniostwora. To oznaczałoby, że zwierzę może zaatakować konia, a tego szkoda byłoby. Wolał wziąć potwora na siebie. Schylił się przed ciosem łapy zaopatrzonej w wielkie pazury i krzyknął coś do konia w starowampirycznym. Zwierzę ruszyło do ucieczki, za Oczkiem. Cieniostwór zaś skoczył na wampira. Ten uniknął jego roku, odskakując w bok. Wyrwał z kabury pistolet. Mógł to załatwić jednym strzałem. Trzeba było tylko dobrze wymierzyć. Zwierzę ryknęło i zaszarżowało. Mniej więcej tak, jak przewidział Drago. Wampir odczekał na odpowiedni moment i odskoczył w bok. Lądując przeturlał się po ziemi i wstał błyskawicznie, odwracając się w stronę potwora. Ten z kolei nie wyhamował w szarży i wpadł pomiędzy krzaki. Oczywiście nie dało to zbyt wiele czasu spokoju wampirowi, gdyż zwierz wypadł z krzaków i z rykiem rzucił się na wampira. Antares zdążył jednak wyciągnąć przed siebie dłoń i krzyknąć.
- Aenye! - Z jego dłoni wystrzelił jasny błysk, który poraził wrażliwe oczy zwierzęcia. Oślepił je. Oczywiście potwór wciąż miał czuły węch i słuch. I ruszył na Draga, chcąc go rozerwać ostrymi pazurami. Jednak jego ciosy nie były już tak dokładne, więc wampir mógł jeszcze łatwiej ich uniknąć. Odskoczył w bok. Wycelował z pistoletu w łeb bestii i pociągnął za spust. Po lesie rozległ się huk wystrzału, jak grom w czasie burzy. ÂŻelazna kula trafiła w głowę potwora i przeszyła ją, niszcząc mózg i co tam jeszcze miała po drodze.
ÂŻelazny nabój:
47 - 1 = 46
Evening Antarii:
Siedzące na drzewach kruki poderwały się nagle do lotu spłoszone wystrzałem. Zakrakały złowrogo i kilkadziesiąt czarnych ptaków pojawiło się na szarym niebie. Szukały sobie bezpieczniejszego miejsca.
Cielsko cieniostwora zwaliło się na wąską dróżkę prowadzącą przez las. Maximus bezpiecznie dogonił Oczko, nie oddalili się daleko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej