Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

<< < (9/25) > >>

Dragosani:
Drago także wsiadł na konia. Poprawił co tam trzeba było poprawić. I mogli ruszać. Dzień zapowiadał się niestety dość słonecznie i zdecydowanie zbyt długo. Ale na to niestety rady nie było.
- Zależy - odparł na pytanie dziewczyny. - Jak się sprężymy i będziemy jechać prosto traktem, to możemy wyrobić się w kilka dni. Nie wiem dokładnie, rzadko tam bywam - wyjaśnił, gdy ruszali. - Mogę ci mówić Oczko? - zapytał nagle. I wcale nie użył pseudonimu, którym dawno temu nazywał pewną śliczną elfkę! Ów pseudonim wcale też nie był używany przez nieślicznego orka. - Wygodniej to wymówić niż "Czterdzieści Cztery". A i pasuje, bo całkiem ładne oczy masz - zarzucił nieświadomie komplementem. Chyba. 

Evening Antarii:
Dziewczyna zatrzepotała zalotnie rzęsami i zaśmiała się szczerze. Rozbawiło ją to, po prostu. Od zawsze była numerem. Nie miała imienia. Był któraś z kolei, była czterdziesta czwarta.
- Panie i Panowie! Przed państwem córka ślepego losu i nieszczęścia! Służąca chyba samej śmierci i biedy. Gdzie się pojawi tam przynosi zgubę i jest utrapieniem dla samej siebie! Oto przed wami niezrównana Oczko! - wygłosiła mowę, zupełnie jak w jakimś teatrze. Potem zwiesiła ponuro głowę.
- No więc On... Jest totalnym draniem, szaleńcem. Robi eksperymenty naukowe. Wstrzykuje jad w żyły albo mami nas wszystkich duszącym dymem. Potem sprawdza "co się stanie". Jak w "Małym chemiku". Lub jak dziecko, które rozkraja żaby tylko że on bawi się tak z ludźmi. Czasem nas ulepsza. Ale wychodzą  z tego same maszkary i mutanci. Czasami bierze chorych, czasem zdrowych, czasami zwierzęta, ale każdy z nich kończy z trzema przyszytymi nogami, albo mężczyznom dorabia piersi a kobietom przeszczepia oczy lub zmienia ich kolor. Wszystko dla ulepszenia rasy. ÂŚpiący król. Nosi maskę, nikt nie wie dokładnie jak on wygląda - w końcu powiedziała kim jest On. Było to dla niej jak spowiedź, bowiem wszystko przysięgała zachować w sekrecie. A potem uniosła głowę i spojrzała na wampira. Odgarnęła ciemne włosy z czoła; w kąciku oka miała pojedynczą łezkę. - A ja mu służyłam! - niemal krzyknęła. Była zła na siebie. - Ale nie z własnej winy... - dodała.

Dragosani:
Jechali tak sobie, a Drago słuchał opowieści o ÂŚpiącym Królu. Czyli najprawdopodobniej magu z zamiłowaniami do alchemii. I tworzenia nadludzi, wojowników przyszłości, kolejne stadia ewolucji. Jakkolwiek by to nazwać. Czasem się tacy zdarzali. Jak dotąd tylko jednemu się powiodło. Wampir nieco mocniej ścisnął lejce zmutowaną ręką, ukrytą pod rękawicą.
- W takim razie my dowiemy się jak on wygląda. Po dobroci, albo i nie - powiedział. Teraz był chyba "ten" monet, aby tez wyjawić co nieco o sobie. ÂŚciągnął więc rękawicę z demonicznej ręki. Pokazał dłoń dziewczynie.
- Mnie także poddano mutacji - wyjaśnił. - Z tym, że sam się do tego zgłosiłem. Zobaczymy jak ten ÂŚpiący Król poradzi sobie z prawdziwym mutantem. - Uśmiechnął się wrednie.

Evening Antarii:
- Należy mu się... - warknęła. - Chłopina nie umie czarować. Robi zwykłe eksperymenty biologiczne - dodała.
- Całe życie z war... mutantami westchnęła. A potem przyjrzała się jego ręce i stwierdziła, że takich cudów u Króla nie widziała. Może to i lepiej. Tam i tak był cyrk i to nawet bez świecących kończyn.
Potem jechali sobie spokojnie ale dziewczyna miała złe przeczucie. Na niebie zbierały się szare kłębiaste chmury a w oddali majaczył ciemny las.

Dragosani:
- Skoro nie potrafi używać magii, to raczej sobie z nim poradzimy - stwierdził Drago. Może nieco zbyt pewnie. Ale cóż, znał swoje możliwości. Nie rozmawiali więcej o ÂŚpiącym Królu. Na to przyjdzie pewnie jeszcze czas. Teraz tylko jechali. Jechali na północ i byłą to podróż całkiem przyjemna. Przynajmniej dla Draga. Dziewczyna zaś zdawała się niespokojna. Aura swoją drogą robiła się dość ponura. Przynajmniej słońce schowało się za chmurami. Ogólnie to wampir miał teraz zagadkę. Jak mówić na swoją towarzyszkę? W gruncie rzeczy nie stwierdziła, że się jej nie podoba pseudonim, który jej nadał. Ciekawe tylko, czy te oczy to jej naturalne. Z jej słów wynikało, że mogło tak wcale nie być. Ale to nie był czas na takie rozmyślania i na pewno Drago by jej o to nie zapytał tak wprost. Jechali dalej. Zbliżali się do lasu. Antares schował rękę w rękawicy. Tak, aby na szlaku uchodzić za zwyczajnego wampira.
- Na noc trzeba będzie jakąś gospodę znaleźć - powiedział, aby przerwać ciszę. - Nawet jako wampir i mutant, muszę czasem się przespać. A tak, to nie będzie trzeba czuwać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej