Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
Dziewczyna może i zachowywała się jakby miała rozdwojenie jaźni, schizofrenię, zaburzenia osobowości i ogólnie problemy psychiczne na raz. Raz mówiła jedno, potem znów drugie. Albo śmiała się bez powodu. Czasami zdarzało jej się też na pogrzebie wybuchnąć śmiechem. Lub na przykład gapić się w jeden, bliżej nieokreślony punkt bez powodu prze dziesięć minut. Być może w przyszłości byłoby to uleczalne ale teraz Czterdzieści Cztery uchodziła za trochę nienormalną a trochę szaloną i jeszcze z dużą domieszką irracjonalnego postępowania i nieumiejętności podejmowania wyborów osobę. Lecz pod tą dziwną i nieodkrytą, nawet przez nią samą, warstwą, kryła się całkiem inteligentna osóbka. Może w przeszłości trochę zmanipulowana, z narzuconą wolą, ale tę historię Drago miał poznać jutro. Bo właśnie teraz dziewczyna podjęła najważniejszą w jej życiu decyzję a w zrealizowaniu tego celu miał jej pomóc jakiś przypadkowo poznany wampir. Kolejną jej cechą był właśnie brak jakiegokolwiek strachu...
Spojrzała kątem oka na flakonik Draga i odpowiedziała, że wcale jej to nie brzydzi. Gorszych rzeczy naoglądała się w życiu.
Potem sama sobie zanuciła znaną kołysankę o dwóch kotkach i ułożyła wygodnie głowę. W miarę wygodnie, bowiem przeszkadzała jej jakaś kępka trawy która była akurat w tym miejscu. Chwilę potem już spała okryta płaszczem i z sztyletem w zasięgu ręki.
Dragosani:
Drago odkorkował więc flakon i zaczął pić z niego krew. Była to krew wilka, co oczywiście wampir mógł z smaku wyczuć bardzo dokładnie. Po chwili dziewczyna położyła się. Nie minęło nawet pięć minut, a zaczęła spokojnie i miarowo oddychać. Zasnęła. Drago dopił krew i wsunął pusty flakon na miejsce. Zamknął torbę z prowiantem, aby wiewiórki czy inne dziadostwo się do niego nie dobrało i sprawdził co u koni. Potem wrócił na miejsce. Dołożył trochę suchych patyków do ogniska. Czterdzieści Cztery niezbyt dokładnie okryła się płaszczem więc delikatnie poprawił go. Jeszcze by brakowało, żeby się przeziębiła. Potem usiadł sobie obok ogniska i czuwał. Noc byłą jego żywiołem. Nasłuchiwał otoczenia, rozpościerając wokół siebie także ten dziwaczny, szósty zmysł zwany Aurą Inteligencji. Teraz nic nie mogło zaskoczyć go i zaatakować niewielki obóz z ukrycia.
Wypijam:
0,3 litra krwi wilka
Evening Antarii:
Noc upłynęła dość spokojnie. Nie licząc tego jak Czterdzieści Cztery mówiła przez sen. Były to jakieś skargi pod Jego adresem, albo zwykły krzyk lub "nie oddawaj mnie" i "znajdę cię". Ogólnie cały czas się wierciła. I to nie z powodu może jakiegoś strachu przed spaniem w lesie, lecz zwykłych koszmarów. Prawda była taka, że ta noc mogła uchodzić za jedną z bezpieczniejszych w ostatnim czasie, gdyż u boku miała wampira, który zdoła pokonać każde leśne licho, które wypełznie z krzaków. Mogła więc spać głęboko nie martwiąc się o kwestię dzikiego zwierza. A i ciepło jej było przy ognisku i w brzuchu nie burczało. Jednak w środku była niespokojna.
Wampirowi nie przeszkadzała ani ciemna noc, ani nawet możliwość niespodziewanego ataku. Był bowiem gotowy na taką ewentualność i mógł liczyć na swą intuicję. Jednak ogień odstraszał zwierzęta leśne i Drago miał spokój. Nie musiał się kłopotać jakąś ewentualną walką.
Gdy dochodził świt Czterdziestka Czwórka trochę się uspokoiła i obudziła się rano mówiąc, iż się wyspała. Rzuciła okiem na dogasające ognisko, konie i wampira. A potem oznajmiła radośnie, że czas ruszać, bo jeśli będą zwlekać to ona się rozmyśli z tej decyzji którą podjęła.
Przyszykowała Wieśka do jazdy.
Dragosani:
Dragosani czuwał całą noc. Nie był śpiący, wcześniej przespał prawie cały dzień. Co prawda teraz był już nieco zmęczony, ale zawsze mógł się zdrzemnąć na koniu. Nie raz i nie dwa spało się w siodle. Nie było to wcale trudne, trzeba było tylko nauczyć się utrzymać równowagę. No i mieć dobrego konia. Tuż przed tym jak słońce wyjrzało zza horyzontu, Drago naciągnął na twarz maskę i założył kaptur. Wolał uniknąć opalenizny. Wstał od ogniska i zaczął szykować Maximusa do drogi.
- Dzień dobry - powiedział, gdy Czterdzieści Cztery się obudziła. - Zjedź coś, jeśli chcesz, i chyba możemy ruszać dalej. - Poklepał konia po pysku i nałożył mu siodło. - Miałaś mi trochę opowiedzieć o Nim - przypomniał.
Evening Antarii:
- Nie jestem głodna- powiedziała i wskoczyła na swojego konia. - Ile jedzie się do Golinogu? - spytała po czym po poprawiła jeszcze "ogólną aparycję". - Później ci o Nim opowiem. Jeszcze do końca się nie obudziłam... - popędziła Wiesia ściskając łydki na bokach zwierzęcia. Przeszli przez pasek gęsto porośnięty drzewami i wydostali się z powrotem na trakt.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej