Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
- Oto jego pieśń...- dziewczyna najpierw zanuciła melodię a potem zaczęła śpiewać krótką zwrotkę
- ÂŻadnych panów, ani królów kiedy rytuał się zaczyna
Nie ma słodszej niewinności niż nasze delikatne grzechy
W szaleństwie i glebie tej smutnej ziemskiej sceny
Potem zamilka i spuściła głowę w dół. - Staram się ją wyrzucić z głowy, wybacz...
Lecz nagle się rozchmurzyła i oznajmiła - Nazwę swojego konia Wiesiek! A ty swojego?
Dragosani:
Pieśń niewiele powiedziała wampirowi. Mógł to interpretować jako jakiś bełkot fanatyków religijnych, czy ideowych. Ale na razie miał trochę zbyt mało informacji, aby wiedzieć, czym ona w zasadzie mogłaby być. I kim mógłby być On. Uznał jednak, ze potowarzyszy jeszcze trochę dziewczynie. Czterdzieści Cztery. Musiał jej wymyślić jakiś pseudonim. Coś, co będzie można szybciej wymówić. Rozmyślania przerwało mu jej pytanie. O imię dla konia. Którego trzeba się będzie gdzieś pozbyć, tak swoją drogą. Ale do tego czasu...
- Może Bolek? - zasugerował, jakby to miało jakieś znaczenie. - Gdzie jedziemy? - zapytał o coś, co miało znaczenie.
Evening Antarii:
- Opowiem ci o Nim później. Może jutro rano. Wszystko zależy od tego czy zdecydujesz się ze mną ruszyć na północ- oznajmiła. A potem ziewnęła i potarła oczy ze zmęczenia. Dziś miała i tak dzień pełen wrażeń.
Dragosani:
- Na północ? - zapytał Drago. Wjeżdżali właśnie do lasu. I istotnie zmierzali w kierunku północnym. Drago przeanalizował możliwe cele ich podróży leżące na północy. Na północy, a nie w kierunku północnym. Na północy wyspy były góry, raczej mało zaludnione. Więc też niewiele osad tam było. Istniało kila możliwości, między innymi gmina Aqtos. W każdym razie czekała ich daleka droga.
- Niedaleko jest niewielka polana, zatrzymajmy się tam - zaproponował. - Musisz odpocząć, widzę, że ledwo siedzisz na koniu. Poza tym, skoro mamy jechać na północ, przyda się prowiant. Mogę wrócić do miasta i coś kupić. Załatwię to szybko, to wszak niedaleko. - Tymi słowami też potwierdził, że będzie jej towarzyszył. Tylko musiał pozyskać dla niej prowiant, coby nie padła w drodze. No i wziąć Maximusa. Zdecydowanie wolał swojego konia, niż tego tu Bolka.
Evening Antarii:
- Jedziemy w okolice wioski Golinog. Ten świr ma tam swoją "siedzibę". I urządza tam najróżniejsze cyrki, sam się przekonasz, gdy tam dotrzemy - wyjaśniła. Chętnie też zgodziła się na odpoczynek. Podążyła za wampirem na ową polanę gdzie mogli, a właściwie Czterdziestka Czwórka, mogła odpocząć.
Rzeczywiście nie odjechali daleko stolicy. Jakieś dziesięć minut galopem.
- W takim razie ja przygotuję ognisko. Acha, i przeszukaj Bolka. Czasem można coś fajnego przy niech znaleźć- uśmiechnęła się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej