Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚpiący król

<< < (5/25) > >>

Dragosani:
A to miał być mniej więcej spokojny nocny spacer po mieście. Drago skrzywił się, widząc jak dziewczyna przybija rękę jednego z ludzi do framugi drzwi. To musiało być bardzo bolesne. Ale mikstura lecznicza powinna wystarczyć. Oczywiście wampir mógł się mylić, dla niego takie rany były niczym i nie miał doświadczenia z gojeniem się ich jako człowiek. Schował pistolet, po czym narzucił kaptur na głowę i naciągnął maskę. Tak, aby nie dało się go łatwo rozpoznać. Po tym wybiegł za Czterdziestką Czwórką z karczmy, umykając gospodarzowi. Nie wiedział, czy chce kraść konia. W sumie nie musiał nawet tego robić, w nocy mógł chociażby biegiem przemieszczać się szybciej, niż ktokolwiek inny. Ale z drugiej strony...
Odwiązał jednego z koni i wskoczył na niego. Złapał za lejce, po czym popędził za dziewczyną. A to miał być mniej więcej spokojny nocny spacer po mieście. 

Evening Antarii:
- ...z Kaśką można było konie kraść, chociaż wiem, że chciała przeżyć ze mną swój pierwszy raz... la ... lal lalal... Juuuupiiii!! - zaczęła śpiewać na głos pędząc koniem przez stolicę. Wiatr rozwiewał jej ciemne włosy, ale oczy lśniły nawet w tym mroku. - Piękne, jak okręt pod pełnymi żaglami, jak konie w galopie, jak niebo nad nami... lalall la la la .... - co chwilę spoglądała czy wampir trzyma się blisko, ale pędził równomiernie i nie odstępował jej na krok.
Galopowali tak długo, aż wyjechali z Efehidon na jakieś pola i pobliskie wsie. Tak więc obrazek przedstawiał dwóch jeźdźców na kradzionych koniach zmierzających ścieżką pośród pól pod gwiaździstym niebem. Objuczone konie szły teraz łeb w łeb. Wiaterek miło powiewał muskając bladą skórę dziewczyny, a ona tylko wlepiła wzrok przed siebie i delikatnie się uśmiechała.
- Pracowali dla Niego. Ale nie byli groźni. Totalny świr. Z nich też by nic dobrego nie było.- oznajmiła wreszcie.

Dragosani:
W końcu zwolnili po tym dość szybkim galopie. Wyjechali z miasta i teraz po prostu sobie spokojnie jechali. Drago nie wiedział gdzie, lecz nie dbał o to. Visenya pewnie będzie coś marudzić, ale też nie pierwszy raz znikał tak bez zapowiedzi. Przynajmniej nie będzie jej przeszkadzał w nieustannym doprowadzaniu domu do perfekcyjnego stanu, nad czym czarnoskóra kobieta pracowała cały czas. Teraz liczyła się podróż w nieznane. W towarzystwie całkiem zgrabnej niewiasty. Wampir zsunął maskę z twarzy i ściągnął kaptur.
- Masz na myśli tych ludzi z karczmy? - zapytał. - Czy może tę rodzinę z dzieckiem? - postanowił w końcu poruszyć ten temat.

Evening Antarii:
- Hm... w sumie ci i ci. Każdy miał coś na sumieniu, jakieś grzeszki. To była ostatnia robota. Co jak co, ale dotrzymuję słowa. Na sto procent... Ale chwila... Nikogo przy kamieniczce nie było... - zmrużyła oczy podejrzliwie. Była święcie przekonana o tym, że nikt jej nie śledził. Fakt, nie wzięła pod uwagę zwierząt, jakim był na przykład nietoperz. Pacnęła się w czoło. - Mogę ci powiedzieć. Oni i tak są już martwi a ja idę zamordować tego szaleńca - machnęła ręką. - To znaczy nawet nie wiem czy mi się uda, bo on jest potężny no ale, raz się żyje, yolo, jak to mówią najstarsi mieszkańcy wyspy. Tamten facet zdradził Go, nie dotrzymał słowa. A za to należy się kara, surowa.
Poprawiła się na siodle i spojrzała na wampira. -  Niebrzydkiś... - mruknęła. A potem znów powróciła do tego, o co pytał wampir.
- A tamci z karczmy to takie szczawie były, że masakra. Służyli Mu i zawsze starali się mi dopiec. Koledzy z pracy...- parsknęła.

Dragosani:
Drago uśmiechnął się lekko. Nie był może zbyt zadufany w sobie, ale lubił słyszeć, że coś zrobił dobrze. A ukrycie się przed czujną i wyszkolona zabójczynią takie było.
- Przy kamieniczce może i nikogo nie było, ale na niej to już tak - wyjaśnił. - Nocny spacer po dachach odpręża. Powinnaś spróbować - dodał jeszcze i wysłuchał dalszych słów. Był raczej średnio przekonany co do poczytalności dziewczyny. Ale kim był, aby oceniać wielkie misje innych? Sam przez większość życia gonił za zdrajcą. I nie przebierał w środkach w czasie tego pościgu. Nie drążył więc dalej temat zabójstwa rodziny. Na razie.
- A kim jest On? - zapytał. Coś czuł, że zaczyna wplątywać się w coś większego. Znowu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej