Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na pohybel rekieterom!
Melkior Tacticus:
Melkior zacumował konia i ruszył po schodkach do karczemki. Otworzył drzwi do izby i ch oczom rzeczywiście ukazało się weselicho, goście - jeszcze nawet trzeźwi - pili jedli i tańcowali. Na nasz widok wodzirej czy kto tam nakazał zaprzestać grania, zbliżył się do nas z dwoma kuflami piwa.
- Dobrego wieczora panowie! Wesele dziś mamy, więc dziś jak to tradycyja nakazuje pijecie za darmo!
- Zabawy nigdy nie odmawiam dobrodzieju, piwa też. A tradycja rzecz święta. Zdrowie pary młodej! Zakrzyknął a grajkowie znów zaczęli grać.
Stisla:
- Zdrowie! - Zawtórował mu brodaty krasnolud, który jak cień podążył do budynku za elfem. - A czy znajdzie się chętna panienka, która dałaby się porwać w tan mojej skromniućkiej osobie? Jam jest tancerz doskonały. Może ty blondyneczko? - Stisla wypił jednym chałstem ofiarowane piwo, wytarł wąsy w rękaw, po czym porwał do tańca ową jasnowłosą dziewczynę.
Melkior Tacticus:
I balowali, balowali całą noc. Tańczyli pili, jedli. Rano. Rano Stisla obudził sie na sianie, tuż obok jasnowłosej dziewoi z którą przetańczył trochę... W głowie szalał Kac Morderca. Z kolei Melkior chrapał na stole w karczmie.
Stisla:
Stisla otworzył oczy. Zastanawiał się co robią tak nisko zawieszone gwiazdy nad jego głową. Ciężką głową.
- Oj, ale boli - jęknął i chwycił się za głowę, teraz już wiedział. Spojrzał na śpiącą obok dzieweczkę i próbował w pamięci wyszukać jakiejkolwiek informacji skąd ona się tu wzięła. Nie pamiętał.
- Wesele się chyba udało. - uśmiechnął się do siebie dalej trzymając się za głowę.
Wstał nieprędko, alkohol jeszcze mu szumiał w uszach, ale i chyba w nogach co nieco "zostało". Dopiero teraz zauważył, że jest boso. Rozejrzał się. Spod stosu siana wystawały jego wędrowne buty. Sięgnął po nie tracąc równowagę i jednocześnie wpadając przy tym całym ciężarem ciała na jasnowłosą. Na szczęście zdążył w porę zareagować i nie zadusić jej we śnie. Jak porażony odskoczył. Dziewczyna obróciła się tylko głowę w drugą stronę...
"Kac Morderca" dawał się we znaki z nasilającym skutkiem. Stisla rozpoczął poszukiwania czegoś co ugasi jego pragnienie. W tym celu udał się do karczmy. Kątem oka dojrzał jakiegoś znajomego elfa, ale pożądanie brało górę. Skierował się do stołu. Do tego, na którym ujrzał dzbany do napojów. Pierwszy pusty, drugi także. Krasnolud zaczął się niecierpliwić, dopiero w kolejnym znalazł dość sporą ilość wina. Wypił wszystko do dna...
- Nareszcie nie widzę podwójnie - zauważył po czym przypomniał sobie o Melkiorze i o śpiącym na stole elfie, którego minął przed momentem. Połączył fakty -tak, to ta sama osoba. - Melkiorek też całkiem, całkiem zabawił - zanucił wesoło pod nosem po czym podszedł do niego i szturchnął kompana.
- Te, mości druhu, na nas chyba już czas.
Melkior Tacticus:
Poczułeś zapach żuru. Prawdziwegi wiejskiego żuru na zakwasie. Melkior powoli uniósł głowę.
- He? Poczekaj... bo ja jesze nie mogie...
- Hoho! Nieźle widze pobalowaliśta wczorej. - odparł grubaśny karczmarz niosąc na stół żur. Nasze wybawienie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej