Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na pohybel rekieterom!
Stisla:
- Tak, nieźle? - krasnolud lekko się zmieszał, ale szybko wykalkulował, że skoro nic nie pamięta to impreza musiała być niezła, przynajmniej dla niego, obdarzonego bardzo mocną głową. - A co tam mosz gopodarzu? - zapytał i począł nosem wciągać dobiegające do niego zapachy.
- Kawał pyszniutkiego żura, hę? - zapytał
- A ty Melkiorku wstawej, wlejem ci troche tego w gardziełko to i o niemocy zapomnisz. Siadej mówiem - krasnolud chwycił elfa za pachy i próbował podnieść...
Melkior Tacticus:
- A no żur. - odpowiedział nalewając płynu do misek. Melkior wstał, ledwo ale wstałi podszedł do stołu chwytając miskę i chłepcząc zawartość.
- Ambrozja!
Stisla:
Stisla przyłączył się do jedzenia posiłku - No powiem ci gospodarzu, że żur niczym cycki młodej niewiasty. Siorbasz i siorbasz, a wciąż masz za mało.- krasnolud zarechotał radośnie.
- I co tam mój druhu, siły wracają? - zapytał Melkiora - Chyba czas pomału się zbierać, bo jeszcze do jakiej nieszczęsny bitki dojdzie. Rano oko łotwarłem, a obok pikna dziołcha, ale taka na moje za młoda jak na... no wiesz.. Nie chcem mieć do czynienia z jakim oćcem czy bratem rębajłem, co bym mu pstryczka musiał dać ino.
Melkior Tacticus:
- Albo z nawiedzonym wielebnym... w takym razie ta... ewakła... ewka... ewakuacje zarządzam. Dojadł żur, zabrał hełm i rękawice pospiesznie opuszczając przybytek. Odwiązał kunia i wskoczył na wóz.
Stisla:
Stiśle szybciej poszło zjedzenie zupy, wstał podziękował karczmarzowi wyszedł na zewnątrz jeszcze przed Malkiorem by zaczerpnąć świeżego powietrza, choć nie tylko.
Ryżobrody "cedził właśnie kartofelki" pod najbliższym drzewem gwiżdżac przy tym melodyjnie, gdy zza ramienia ujrzał toczącego się do ich wozu elfa.
- Druhu, zaczekej na mnie! Szczam jeszcze! - zawołał do kompana podróży - Nosz mówiem czekej! - wydarł się w końcu wniebogłosy. Pośpiesznie zaczął poprawiać spodnie i cudacznym krokiem pognał za odjeżdżającym w kierunku północnym wozem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej