Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cień skryty w mroku

<< < (6/52) > >>

Nawaar:
Dhampir dzielnie szedł za istotami, ale niestety nie zostawiały po sobie śladów. Silvaster pierwszy raz w swoim życiu spotkał się z takim czymś. Zawsze był przekonany, że każde stworzenie zostawia ślady, ale to nie zmieniło jego decyzji pójścia dalej za nimi. Jednak w tej sytuacji musiał kierować się słuchem. Odgłosy jakie wydawały były dość niespotykane, tak jakby ich ciała składały się z kości albo patyków, które nadeptywane łamały się. Dhampir przeszedł w jednym momencie dreszcz czuł, że wpakował się coś co, może nie za dobrze się zakończyć. Jednak śledzenie stworów trwało jakiś czas, ale po kilku kilometrach się zakończył. Wtedy też doszedł do dużej polany gdzie zauważył plecy orka, którego miał przyjemność spotkać. W tym właśnie czasie, kiedy miał się odezwać wszyscy praktycznie ruszyli w stronę kamienia, bo te dziwne istoty otoczyły całe towarzystwo zostawiając za sobą dhampira. Silvaster nie chciał walczyć z przeciwnikiem, którego jeszcze nie widział więc podbiegł do reszty. W biegu dostrzegł jednorożca! Ich nigdy również nie widział, ale jak to mówią spotkało go szczęście w nieszczęściu. Widok takiej istoty napawał go odwagą i siłą, której i tak miał dużo, ale tego było mało gdy dotarł do reszty zauważył Progana i elfiego maga. Wtedy olśniło go, że nie zjawił się tutaj przypadkiem a jakaś ręką sprawiła, że przechodził przez las w tym czasie gdzie te kreatury maszerowały. Teraz podbiegając do reszty i ustawiając się w szyku bojowym powiedział.
- Natknąłem się na nich przypadkiem i od razu wydawali się dziwni. Dlatego podążyłem za nimi, by sprawdzić co szykują i jak widzę dobrze się stało. Jednak kim oni są? Wskazał palcem, po czym dobył srebrnego miecza i sztyletu.

Lithan le Ellander:
- Aresh iaash - rzucił elf w stronę Silvastera. Dla bezpieczeństwa. Nie miał czasu sondować jego umysłu. Wolał go unieruchomić, może był również tym 'złym'? Ciało Silvy opadło na kamień tak, że nie mógł się ruszyć, ani zrobić nic innego, jednakże jego wygięta głowa pozwalała mu patrzeć. Ponuraki były pomiędzy drzewami, na skraju polany. Chichotały.



- Septua ginta - usłyszeliście w swojej głowie. Róg jednorożca wydał z siebie światło, które przenikało każdą ciemność, każdy cień. Polana zalana została światłem przez którym ponuraki uciekały głęboko w las chichocząc i szczękając zębami. Po chwili róg Virellexo przestał świecić, zaś po ponurakach nie było śladu.
- Tych istot nie powinno tutaj być. Nie w tym świecie. To kreatury nie mające ciała ani duszy. Byty zerujące na na smutku i samotności. Cienie, które pochłaniają światło. Są zwiastunem złego czasu - usłyszeliście w głowach. Jednorożec spojrzał na Lithana le Ellandera.
- Muszę powrócić do swojego wymiaru. W tym czasie Ty zdobądź informacje o tym co tu się dzieje - rzekł, a elf skinął głową. Spojrzał na Progana i Kenshina
- To nie jest dobry czas. Kto wie, może przenika was inny wymiar i kilka ponuraków przeszło do tego świata, a może to coś gorszego. Zawierzajcie się Ventepi - spojrzał potem na Silvastera
- Ten zaś odmieniec sam wkroczył pośród nas, a moje światło go nie zniszczyło. Polecam wam pilnować go i mieć na niego baczenie. Zabiłbym go dla pewności, ale może jest w tym wszystkim palec duchów tego świata. Ostańcie w spokoju Ventepi. Niechaj płonie w was jej święty blask żywej prawdy - powiedział, zarżał i odbiegł na skraj lasu. Uniósł się na zadnich nogach, jego róg wykonał zamach, zalśnił, cała jego postać zatrzymała się na chwilę niby namalowany na płótnie. Jego obraz pękł w tysiącach refleksów, opadł niczym szkło z witraża. Po jednorożcu nie było śladu. Lithan zadumał się. Progan też.

Nawaar:
Gdy Silvaster zadał swoje pytanie nagle coś stało się z jego ciałem. Dhampir dobrze znał to zaklęcie, bo już miał okazje oberwać nim raz, podczas akcji kiedy został opętany, przez demona. Jego ciało padło na pobliski kamień, jakby był workiem ziemniaków, jego bronie zostały wytrącone z rąk, by ostrzem wbiły się w ziemię. Dzięki, tylko szczęściu mógł chociaż obserwować, co dzieję się na około a działo się wiele. Jednorożec w momencie pozbył się dziwnych istot, co świadczyło o tym że jednak jest najprawdziwszy stworzeniem, a te dziwaki są jego przeciwnikami. 
Jednak najgorsze było to, że przez moment stworzenie sugerowało zabicie bogu ducha winnego dhampira, ale dobrze, że się uspokoił tak jak i reszta towarzyszących mu osób. Silvaster tak patrząc nie mógł za wiele zdziałać, a jedynie się przyglądać z nadzieją, że ktoś go wyciągnie z transu.

Kenshin:
Ork poznał towarzysza, kiedy ten do nich podszedł. Jednak nie zdążył go uchronić, przed zaklęciem jakim rzucił w jego stronę Lithan. W skutek czego padł na ziemię niczym kamień rzucony, przez dziecko. Wtedy też spojrzał na jednorożca, którym błyskiem z rogu przepędził istoty tam gdzie było ich miejsce, a potem dał każdemu z członków specjalne zadanie. Jednak największe z nich przypadło elfowi, którym musiał zrobić obszerny wywiad, a resztę towarzystwa ostrzegł, przed ponurakami a Silvasterowi ratował życie. Tej nocy wiele się wydarzyło, ale gdy jednorożec odszedł a reszta zadumała się trzeba było coś zrobić z dhampirem, który leżał sobie.
- Co z nim zrobimy? Zapytał chowając bułat i mając nadzieję na odpowiedź.

Lithan le Ellander:
- Skoro już się napatoczył - rzekł Elf patrząc na Silvastra - To może się na coś przyda. Umiesz walczyć? - spytał leżącego niczym trup dhrampira.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej