Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cień skryty w mroku
Lithan le Ellander:
- Zostałeś powołany do życia dla Ventepi, córki Wielkiego Adanosa. ÂŻyj tak, aby po czynach można było poznać, że jesteś jej dzieckiem.
Silvaster
Idąc zauważyłeś między drzewami ruch. Kiedy tam spojrzałeś ujrzałeś dziwne stworzenia zmierzające w pewnym kierunku...
Nawaar:
Silvaster dobrze zrobił, że nie wziął ze sobą zbroi a to dlatego, że łatwiej mógł się przemieszczać miedzy drzewami, krzakami i runą leśną a poza tym dźwięk jaki wydaje chodzenie w niej mogłoby spowodować, że szybko zostanie wykryty i zauważony. Dhampir zagłębiając się jeszcze bardziej w puszczę nagle dzięki swoim wyczulonym zmysłom usłyszał jakby przemarsz wojsk. Dlatego zatrzymał się i zaczął obserwować okolicę, wtedy właśnie dzięki swoim oczom ujrzał marsz dotąd niespotykanych, przez niego stworzeń, że na pierwszy rzut oka nie mógł ich dokładnie opisać, bo były to dla niego niezwykłe twory, które robiły przemarsz gdzieś w nieznane mu okolice. Silvaster nie zastanawiając się długo postanowił ruszyć za stworzeniami. Widocznie sądził, że tak należy postąpić i trzymając się na dystans starał się iść, po ich śladach w między czasie chowając się za drzewami gdyby się nagle zatrzymały, a znając sztukę kamuflażu mógł łatwo wtopić się w otoczenie ciemnego lasu.
Lithan le Ellander:
Silvaster
Dziwne istoty nie pozostawały śladów. Dźwięki wydawane przez nie mógłbyś porównać do uderzenia patyczków albo kości o siebie. Marsz trwał przez kilka kilometrów. Istoty te podeszły do polany i zatoczyły wokół niej koło. Ty zaś sam znalazłeś się kilka metrów za plecami Lithana i Kenshina.
Wszyscy
Usłyszeliście jakby dźwięk dzięcioła? Pukanie w pusty pień, albo w pusty czerep... Pomiędzy drzewami stały dziwne istoty, maszkary. Ich zęby kłapały, zgrzytały i wydawały przy tym nieprzyjemny, makabryczny dźwięk.
Lithan kiedy je zobaczył szybko wstał i podbiegł do kamienia przy którym stał Progan i Virellexo. Elf położył dłoń na kamieniu, zaczerpnął mocy, drugą dłoń wymierzył w przybyszów.
- Kim oni są? - zapytał jednorożca.
Jednorożec patrzył nieprzerwanie na istoty. W jego oczach rósł gniew. Róg Virellexo zaczął mienić się białym światłem.
- Ponuraki. Tych istot nie powinno tutaj być - odrzekł telepatycznie w umysłach zebranych
Kenshin:
Ork gdy, tylko się spostrzegł co się stało szybko ruszył za Lithanem. Kenshin już widział wiele w konkordacie, ale takiego czegoś jeszcze nigdy. Sądził, że to jednorożce są tymi istotami, które zaskoczą go po raz ostatni. Jednak mylił się i to bardzo, a dodatkowy gniew który zauważył na twarzy jednorożca to był znak, że do przyjaciół te ponuraki nie należą, więc dla bezpieczeństwa wyciągnął bułat.
Progan:
Progan przytulił do piersi mocniej gryfona, którego przestraszyły nieprzyjemne istoty i wydawane przez nie dźwięki. Te istoty stały jakoby nieruchomo. Ich oczy były puste, jakoby przebite na wylot dziury, albo jakby stworzone z kamieni. Zdawały się być półprzeźroczyste, a jedynym miejscem które było nieprzebycie czarne były ich paszcze.
- Czym one są?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej