Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenny spacer
Evening Antarii:
Zbliżało się południe i ta podróż naprawdę mogła być miła i przyjemna. Słońce świeciło, ptaki ćwierkały, a wóz kołysał się tak, że można było usnąć. Zwłaszcza kiedy widoki leniwie się przesuwały.
Anna usiadła sobie na brzegu tak, że zwisały jej nogi którymi wesoło machała. Podśpiewywała też jakieś piosenki, które znała od matki.
- ÂŁadna córeczka-zagadał chłop.
Rodred:
- Nie moja. Tylko się nią opiekuje w drodze do cioci. A pan tylko w sprawach handlowych sie do stolicy wybiera?
Evening Antarii:
- Ano, ziemniaków trochu na rynku się pozbyć jadę - i tak sobie trochę pogawędzili, trochę pomilczeli, a po południu dotarli do stolicy. Podróż przebiegła dość szybko, szczególnie Annie, która sobie zasnęła na ten czas. Obudził ją dopiero hałas panujący przy wjeździe do miasta.
- No, chłopcze, tu mogę was wysadzić. Teraz jadę ino na rynek. Muszę towar zawieźć żeby na jutro było. Bywaj!- i powiedziawszy to, pożegnał się z Rodredem i był na tyle miły żeby nie zażądać opłaty.
No, teraz należało tylko odnaleźć ciocię. A w mieście panował wyjątkowy tłok. Każdy albo chciał coś sprzedać, albo kupić, wszyscy gdzieś się spieszyli by załatwić swoje sprawy.
Rodred:
- No Anno prowadź do cioci. To muwiac zachecilem ja gestem wskazując na dzielnice mieszkalna.
Evening Antarii:
Jasnowłosa dziewczynka prowadziła dziarsko Rodreda przez kręte uliczki. Widział w dole jej główkę która przepychała się między wysokimi postaciami przechodniów i innych istot. Plątała się pod ich nogami, niewiele widziała, ale prowadziła. Jakby szła według mapy. - Chodź, chodź... szybciej- ponagliła go i pociągnęła za rękaw. Ale w końcu Anna przyspieszyła kroku i zniknęła Rodredowi z oczu. Nie był w stanie jej wypatrzyć w tym tłumie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej