Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenny spacer
Evening Antarii:
//Ale opis walki był taki że zadawałeś "jakieś" ciosy. Nie precyzowałeś w jaki sposób i gdzie je zadajesz. Następnym razem zwróć na to uwagę bo im lepsze opisy walki (i nie tylko), tym lepsze talenty za wyprawę ;)
Noc była spokojna. Tylko psy z sąsiedztwa trochę ujadały nad ranem ale to normalne. Spanie w jednym domu z trupem może nie należało do luksusów, ale lepsze to niż robienie jakiegoś obozowiska przy trakcie pełnym złodziejaszków, zabójców i innych niebezpiecznych istot.
Anna obudziła się przed Rodredem. Podeszła do śpiącego mężczyzny i szturchnęła go leciutko. - Chce mi się jeść-oznajmiła.
Rodred:
// Napisałem, że zadaje je w szale. Nikt nie wiedział gdzie trafią, no ale wiem o co Ci chodzi ;)
- Idź poszukać w kuchni. Odwarknąłem. - Jak coś znajdziesz to mi też przygotuj. Ja muszę pochować zabitych. Zawołaj mnie jak będzie gotowe. Wstałem i zacząłem się zbierać do wyjścia.
// Tak poza tematem to historia jak z jakiegoś kryminału. Ciekawa. Drago mnie przed tobą ostrzegał "Tylko potem nie miej pretensji jak ona ci skrzywi psychikę" :D
Evening Antarii:
//No, to troszkę trzeba bardziej precyzować, żeby potem nie było że przeciwnik jakoś uniknął ciosu i zranił ciebie
- Idź zakopać mamusię i babcię w ziemi...- Anna posmutniała ale udała się do spiżarni po trochę wędzonego sera, pasków suszonego mięsa, kromkę chleba i świeże masło. Do tego jeszcze jakieś kiełbasy. Do picia było trochę wody i ciemnego piwa dla gościa. Gdy Rodred wyszedł, mała pięcioletnia dziewczynka, wszystko sama musiała przygotować i położyć na stole.
Spod koca w drugim pokoju wystawała zimna i sztywna ręka jej matki. Widziała to kątem oka.
//Ta chęć nabicia głowy na pal jest bardziej przerażająca niż cała ta historia xd Ale Drago tak tylko żartował :( Chyba...
Rodred:
Ruszyłem poszukać łopaty i przy okazji przeszukałem ciała. W pierwszej kolejności wyniosłem z domu matkę. Całą trójkę zakopałem za domem, choć uważałem, że ojca to powinno się powiesić, nawet już martwego. (Niestety głowa mu odpada więc było by to trudne)
Evening Antarii:
ÂŻadna z martwych osób nie miała jednak nic przy sobie. Ale teraz leżeli już głęboko w ziemi. Rodred sporo się namachał przy tej łopacie. Na szczęście dziewczynka przygotowała śniadanie. Zawołała go do stołu, poczęstowała wszystkim co miała. I starała się nie patrzeć za okno gdy mężczyzna zakopywał całą jej rodzinę w ogródku.
- Smacznego - sama ukroiła sobie kromkę chleba. Na szczęścia mama wszystkiego jej nauczyła. - Zawieziesz mnie do tej cioci?... - spojrzała na niego spod jasnych kosmyków opadających na czoło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej