Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wiosenny spacer

<< < (6/14) > >>

Evening Antarii:
W ciemności najpierw było trudno cokolwiek dostrzec. Ale potem, gdy weszło się głębiej, przeczesało zakamarki pełne pajęczyn, można było ujrzeć kontury leżącego na sianie człowieka. Była to kobieta, trochę przy kości. Odziana w fartuszek gospodyni, trzewiki, a  siwe włosy miała związane w kok. Miała poderżnięte gardło a cała krew wsiąkała w słomę wokół.

Rodred:
Patrząc na nią staram się domyśleć jakie mogły by być motywy mordercy (np sexualne). Następnie nie ukrywając złość wołam.
- No pokaż się! Co? Zobaczyłeś topór we krwi i tarczę więc strach cię obleciał? Mówię to pełnym pogardy i wyższości tonem, chodząc w kółko z rozłożonymi rękoma na boki w geście prowokacji. Jednocześnie jestem czujny gdyby chciał uderzyć np w moje plecy.

Evening Antarii:
Tylko wiatr zahulał w stodole. Ale oprócz świstu Rodred usłyszał coś jeszcze. Szurnięcie. Doszło do niego gdzieś z rogu drewnianego budynku, zza tobołków, skrzyń, beczek, worków z paszą i zbożem.

Rodred:
Ruszam pewnie w tym kierunku. I tu cię mam! Przygotowuje się do ataku.

Evening Antarii:
Rodred ujrzał za tymi wszystkimi przedmiotami mężczyznę, który trzymał swoją brudną dłoń na buzi małej jasnowłosej dziewczynki. W drugiej dzierżył sztylet. Kazał siedzieć małej cicho, ale ta zobaczyła że nadszedł potencjalny ratunek, wyszarpnęła mu się i pisnęła - Pomocy!
Mężczyzna pochwycił gwałtownie dziewuszkę za rękę i wyszedł z ukrycia.
- Czego pan tu chce!? To nie pana sprawa, do cholery, wynocha! To moja ziemia, mój dom. Do widzenia!- wrzasnął i wymachiwał ostrzem.
Dziewczynka cały czas płakała i próbowała się oswobodzić. Patrzyła na Rodreda błagalnym wzrokiem. - Mamusia...-zakwiliła.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej