Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wiosenny spacer

<< < (3/14) > >>

Rodred:
Zdziwiony, że bandyta się jeszcze nie poddał odskoczyłem na bok łapiąc jego nadgarstek toporem niczym hakiem. Szybkim ruchem go wykręciłem tak, że łokieć był do góry.  Cios tarczą złamał ją jak zapałkę. Mocne uderzenie w kolano odcięło mu nogę powalając go. Uniosłem topór nad głowę. dzięki potędze osiągam zwycięstwo, Topór spadł mu na pierś łamiąc żebra i rozsadzając płuca. Rozciął serce i wbił się w kręgosłup. Zaśmiałem się okrutnie nad jego truchłem. HeHe A myślałem, że zabijanie nie sprawia mi już aż takiej przyjemności.
Następnie (tak jak pisałem wcześniej) " Zadowolony z siebie, że zwyciężyłem przeciwnika w przewadze podszedłem do konającego pozbawiając go jakichkolwiek szans na przeżycie. "

Evening Antarii:
//No to wychodzi na to że jednym poście zabiłeś dwóch xd Tego z którym walczyłeś i konającego.

Tamtego drugiego już nie trzeba było dobijać. Sam się wykrwawił.
Można było ruszyć dalej.
Co prawda zrobiło się już dość późno. Księżyce dodawały trochę światła, a noc była gwieździsta. Teraz po jednej stronie traktu był las, po drugiej pola uprawne, a w dali majaczyły jakieś pojedyncze chatki. Jak na razie było spokojnie.

//Jest ok. 22.

Rodred:
Uznałem, że najbezpieczniej będzie się schronić w budynku. Ruszyłem w kierunku tamtych chatek, z nadzieją, że gospodarz wie co to gościnność.

Evening Antarii:
Domki były oddalone o jakieś pół godziny marszu. Najpierw trzeba było przejść trochę traktem a potem skręcić w dróżkę przez pole pszenicy. Większość domków była naprawdę daleko. Jeden stał na górce wśród zbóż, a księżyce znacznie go oświetlały. Wyraźnie odbijał się na tle gwieździstego nieba. Drugi stał jeszcze dalej na prawo. Ten jednak stał otoczony potężnymi starymi drzewami. Trzeci stał na lewo, zupełnie osamotniony i prowadziła do niego tylko jedna cienka błotnista dróżka.
Jedna chatka stała całkiem blisko- można było do niej przejść po wyłożonej kamieniami ścieżce. Dach pokryty był strzechą. Była tu także pomalowana na biało weranda, a wokół zadbany, kwiecisty ogródek. Dalej także warzywnik i pole ziemniaków. Wszystko zadbane, trawa przystrzyżona przez owce. Dalej, po drugiej stronie podwórka była stodoła. Duża i drewniana, trochę już licha ale w sam raz nadawała się na przechowywania siana czy zboża. Prostopadle do niej była obora dla zwierząt hodowlanych.
Jednak coś tu nie pasowało... W oknie nie paliła się żadna świeczka a drzwi były uchylone.

Rodred:
Zblizam się po cichu do domku sprawdzić czy widać jakieś ślady włamania.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej