Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenny spacer
Evening Antarii:
Gdy Rodred doszedł do zakrętu szmery ustały.
Nagle z zarośli wynurzyli się dwaj bandyci. Każdy z nich wyposażony był w sztylet. Widocznie szykowali zasadzkę na podróżnego. Dzieliło ich od Rodreda jakieś 10 metrów.
- Stać!- krzyknął jeden z nich. Obydwoje zmierzali do niego pewnym krokiem.
2x: http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
// Działa na ciebie kara: http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Atrybuty_i_kary#Os.C5.82ona_nocy . Są od ciebie w odległości 10m.
Rodred:
Wykorzystując to, że nie zaatakowali od razu, gdy tylko zbliżyliśmy się do siebie na odległość +/- 10 metrów ruszyłem na pierwszego bez zbędnych słów. Zaskoczyła ich moja pewność siebie i udało mi się uderzyć na jednego z nich nim drugi zareagował. Zamaszyste cięcie topora niestety zostało zatrzymane sztyletami. Trzepnąłem bandytę tarczą. Odrzuciło go do tyłu i stracił równowagę. Wykonałem szybki obrót, żeby nadać ostrzu odpowiednią energie i trafiłem go prosto w prawą pachę. Topór wszedł głęboko a bandyta ryknął z bólu. Odepchnąłem go wyrywając siekierę i odskoczyłem przygotowując się do obrony.
Zmierzyłem ich pewnym i złowróżbnym wzrokiem uśmiechając się okrutnie.
- Chcecie więcej?
Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja,
// Mam nadzieje, że nie zrobiłem jakiegoś błędu w interpretacji? :P
Evening Antarii:
//Nie, wszystko jest okej.
Bandyci... byli zaskoczeni. Nie spodziewali się żadnego oporu ze strony ofiary. Mieli nadzieję na szybki i łatwy zysk. Dlatego atak Rodreda kompletnie zbił ich z tropu. Ten zraniony upadł na ziemię. Nie miał siły, żeby się bronić. Musiał bardzo cierpieć, gdyż zaczął się trząść i a potem chyba stracił przytomność, ponieważ zamilkł. Jego towarzysz jednak krzyknął jakieś przekleństwo i dopadł do Rodreda chcąc go obezwładnić. Chwycił go za dłoń gdzie mężczyzna trzymał topór i celował w gardło mężczyzny.
Rodred:
Uniosłem tarczę. To wystarczyło aby lekki sztylet o niskiej energii odbił się nieszkodliwie. dzięki pasji osiągam siłę, Uderzyłem go hełmem w nos najprawdopodobniej łamiąc go. Cios kolanem w przyrodzenie pozbawił go wszelkiej woli walki. dzięki sile osiągam potęgę, Topór spadł mu na ramię niczym piorun. Zgruchotał mu obojczyk i niemal odciął rękę. Mężczyzna osunął się na kolana. Uniosłem topór ponownie. Tym razem celowałem w głowę. Ostrze rozłupało ją na dwoje. Na wszystkie strony wyprysną mózg. dzięki potędze osiągam zwycięstwo,. Zadowolony z siebie, że zwyciężyłem przeciwnika w przewadze podszedłem do konającego pozbawiając go jakichkolwiek szans na przeżycie.
// Ach teraz sobie przypomniałem, że powinienem go zabić w 2 postach :/ Poprawić to czy po tym ciosie w bark i tak by już nie walczył? Jeszcze mam pytanko co do sztyletów. Bo z poprzedniej wyprawy zabrałem 4, nie wiem co z nimi zrobić. Najchętniej przekułbym je na topór ale na razie na pewno mnie nie stać. Mogłem je zostawić w domostwie? Jeśli tak to możemy założyć, że to zrobiłem jak i tak ich nie mogę użyć na wyprawie? Wziął bym sobie teraz następne 4 :P
Evening Antarii:
//Trzeba go zabić w dwóch postach niestety :P
Po kopniaku w przyrodzenie, przeciwnik zajęczał z bólu, ale się nie poddał, wola życia była jednak silniejsza. Uchylił się przed toporem zmierzającym w jego głowę. Odskoczył na bok i prędko wstał. Kaczym krokiem doczłapał do Rodreda atakując od dołu sztyletem. Mierzył w jego żebra.
//Sztylety możesz przetopić w Piecu Hutniczym - dostaniesz za to jakieś grosze. A na te sztylety od bandytów nie ma miejsca w ekwipunku już.
Nie ma zmieniania ekwipunku w czasie wypraw :(
//Jeden leży nieprzytomny. Drugi atakuje i celuje w żebra.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej