Tereny Valfden > Dział Wypraw

Czarny Duch

<< < (15/17) > >>

Radowit:
Radowit szybko ściągnął wardynę z rzemiennego mocowania na plecach. Pochwycił jeden z dzbanków i rzucił nim w grupkę lecących stworów, by je rozproszyć i zdezorientować. Co prawda nie trafił żadnego, ale udało mu się uzyskać zamierzony efekt i ustawić je sobie w dogodnej dla siebie pozycji. Szybkie cięcie ostrzem od góry do dołu doprowadziło do pierwszej śmierci demonicznego kruka. Odcięte skrzydła padło na zieloną trawę, więc elfowi pozostało zadeptać nielatającemu już ptakowi głowę swoim mocnym i wytrzymałym butem. Dwa następne oblazły go z dwóch stron i zaczęły szorować szponami po pancerzu, więc musiał odskoczyć na bok, odganiając się wardyną i rękoma. Znowu miał obydwa przed sobą, gdy jeden pikował z góry, a drugi atakował z naprzeciwka dziobem. Radowit umknął w lewo i wywinął się w półobrocie trafiając demona w korpus i zabijając go na miejscu.

Elrond Ñoldor:
Walka trwała. Ostatni kruk wzniósł się wyżej w powietrze, a następnie wystrzelił w twoim kierunku.

Radowit:
Elf padł na ziemię jak długi. W chwili gdy dotknął trawy i kruk przeleciał nad jego ciałem, Dziecię Lasu podźwignęło się szybko wybijając z ziemi i pomagając sobie wardyną. Błyskawicznie się odwrócił i zaatakował. Ptaszysko zaskrzeczało, unikało ciosów, lecz było nie dość szybkie. Ostrze wardyny płynęło w rękach Radowita, który coraz pewniej czuł się z tą bronią posiadającą dwa ostrza. Stwarzało to mnóstwo możliwości. Jak na przykład uderzenie najpierw jedną, potem drugą stroną. Tak też zrobił, wywijając młynki i napierając na przeciwnika. Trafił w końcu w głowę, powalając ptaka na ziemię. Przybił go do trawy mocnym ciosem.

Elrond Ñoldor:
- To nie wszystko.
Głos w twojej głowie był głośniejszy. Domyśliłeś się, że to jeszcze nie koniec oczyszczania.

Radowit:
Radowit klęknął przed posągiem. Oczyścił kapliczkę fizycznie, jednak złowrogi duch nadal unosił się w powietrzu. Wiedział, że pomoże tutaj odpowiednia ofiara lub szczera modlitwa. Nie wiedział czy znajdzie teraz coś odpowiedniego, co mógłby podarować bogini i duchom lasu, więc zdecydował, że spróbuje przebłagać siły wyższe słowami kierowanymi ku górze.
- Bogini Ventepii... - zaczął nieco nieśmiele. Odchrząknął, żeby złapać większą pewność w gardle i podjął po chwili. - Twoje dzieło zostało zbrukane złą magią. Twój pokorny i uniżony sługa Radowit prosi Cię, byś znowu zaszczyciła to miejsce swoją jaźnią. Proszę Cię, Matko Stworzenia, powróć tam, gdzie Twoje miejsce. Gdzie Twoje królestwo. Wiele zła zostało wyrządzonego w tym miejscu, wiele krwi zostało przelane, lecz z Twoją pomocą pokonamy to zło, przelejemy jego krew. Obiecuję Ci walczyć z plagą dręczącą Twoje królestwo wśród lasów i kniei, obiecuję stawać mężnie i z wytrwałością niedźwiedzia. Być szybkim niczym pikujący jastrząb, uważnym jak borsuk, sprytnym jak lis i silnym jak niedźwiedź. Z Twoją pomocą, boska Ventepii, zwalczymy tę plagę. Proszę Cię... proszę...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej