Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czarny Duch
Radowit:
- Nie będzie! Ja go ze sobą zabieram, bo ten... to mój skrzat! My elfy w lasach takie mamy! - wykrzyknął wreszcie z siebie Radowit. Nie miał pojęcia czy elfy mają swoje skrzaty, no on na pewno nie miał swojego. A temu trzeba było pomóc, bo ta krew cały czas leciała. I to nie na żarty.
Elrond Ñoldor:
- Pan chyba z Konkordatu, to może tak być... Nie wiem... Nie znam się aż tak.
Chłop najwyraźniej odpuścił.
- Czego wam potrzeba?
Radowit:
- Medyka. Kogoś, kto potrafi opatrywać rany, tamować krwotok. Cyrulika, chirurga, fleczera. Macie tutaj kogoś takiego?
Elrond Ñoldor:
- Taa... Taa... ÂŻona sołtysa. O tam. - wskazał budynek.
Radowit:
No to Radowit tam poszedł. Dokładnie w to miejsce, do tego domu, za siedmioma sadybami, za siedmioma kałużami, w kraju złym i podłym. Za rogiem znaczy się.
- Halo?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej