Tereny Valfden > Dział Wypraw

Przesyłka

<< < (14/18) > >>

Dragosani:
- Ee... Gitarę? A skąd ja tu gitarę wezmę? - zapytał Turfur.
-  No - dodał od siebie, jak zwykle, Farful. Jego kuzyn zwrócił się do niziołka Oda.
- Mały, możesz no wystugać gitarę, a nie jakieś tam bzdury? - zapytał jak najzupełniej poważnie. Niziołek spojrzał na niego spode łba.
- Niby jak? Nie mam tyle drewna. I narzędzi. I wiedzy - zaczął wyliczać.
- No dobra, dobra! - przerwał mu krasnolud. - No to trudno, nie bydzie śpiewania. To może opowieści jakieś? - zapytał Rodreda.

Rodred:
Zastanowilem się chwile. A czemu by nie? I zaczynam im opowiadać moje historie z przed przejścia przez portal. //są one w skrócie w moim opisie opisane ;) . To już mój ostatni post dziś. ÂŻyczę dobrej nocy ;) [/i]

Dragosani:
- ÂŁooo. - Krasnolud pokiwał głową. - Sporo żeś przeżył, jak na takiego młodzika. Nieźle - dodał. I potem jechali. A rozmowa jakoś się niespecjalnie kleiła. Więc jechali, po prostu. Wóz drgał na nierównym trakcie, koła skrzypiały.
Minęli jakiś zakręt i na ich drodze stanęło drzewo. Nie samo z siebie, rzecz jasna. I nie tyle stanęło, co po prostu leżało w poprzek drogi. Ciężko byłoby je wyminąć, więc krasnoludy zeskoczyły z wozu z toporami i podeszły do niego, aby je porąbać i kawałki odrzucić na bok. I wtedy z krzaczorów wypadłą grupka ludzi.
- A widzisz, Mietek? Mówiłem, że to zawsze dział - rzucił jeden z nich do drugiego.
- Działa, czy nie działa, to się zobaczy. Wyskakiwać z tego co macie, pany. Złoto, srebro, obojętnie - Mietek zwrócił się do podróżników. Było ich czterech, mizernie wyposażonych i chyba niezbyt rozsądnych, skoro napadli akurat ten wóz.

4x Bandywa

Rodred:
- Eh... zaraza. Rzekłem i zeskoczyłem z wozu podchodząc podchodząc do bandytów. Spostrzegłem, że krasnoludy również przygotowują się do walki. Ruszyłem w ich kierunku rozciągając barki i szyderczo się uśmiechając. Bandytów trochę to zbiło z tropu. Nie spodziewali się oporu. Jeden z nich nie wytrzymał napięcia i ruszył na mnie. Po chwili reszta ruszyła za nim. jeden na mnie reszta na resztę. Bandyta biegł z mieczem w górze jakieś 4 metry przed nim uniosłem tarczę i skoczyłem do przodu trzymając topór w odwodzie za plecami. On odruchowo skulił się chcąc chronić brzuch. Wpadłem na niego z dużą siłą wytrącając go z równowagi. Gdy machał rękoma, żeby ją odzyskać uderzyłem toporem. W ostatniej chwili wyszarpnął sztylet z pochwy do prowizorycznej ochrony. Nie był on jednak wstanie zatrzymać topora. Brakuje tylko muzyki. pomyślałem przypominając sobie słynne słowa pewnego wojownika "Graj muzyko!". Topór ześlizgnął się po ostrzu sztyletu. Nawet nie zwolnił gdy rozpruwał tunikę przeciwnika. Wbijał się głębiej rozcinając mięśnie, ścięgna a ostatecznie łamiąc kość. Bandyta wrzasnął, rzucił broń i w panice złapał mnie za rękę. Walkę zakończył potężny cios tarczą z pół obrotu prosto w głowę. Rozbił mu czaszkę rozpryskując mózg na wszystkie strony. Jednocześnie cios go całkowicie powalił. Zza nie go wybiegł następny. - No dalej! Krzyknąłem skąpany w krwi nadal się uśmiechając. Uderzyłem toporem o tarczę i przygotowałem się do obrony pozostawiając ostrze w odwodzie. Kątem oka zerkam jak idzie moim nowym przyjaciołom.

Dragosani:
Bandyta zacharczał coś tam jeszcze i padł martwy. Pozostało trzech. Dwoma zajęły się krasnoludy, właśnie z nimi walczyły. I chyba dobrze się przy tym bawiły. Odo gdzieś się schował, gdyż pewnie walczyć nie potrafił. Ostatni "wolny" bandyta rzucił się do ataku na Rodreda, wznosząc miecz do prostego uderzenia z góry.
3x Bandyta (dwóch walczy z krasnoludami)
// Na przyszłość podawaj w walce podsumowanie ilu przeciwników jeszcze żyje

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej