Tereny Valfden > Dział Wypraw

Przesyłka

(1/18) > >>

Rodred:
Nazwa wyprawy: Przesyłka
Prowadzący wyprawę: Dragosani
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: bycie Rodredem
Uczestnicy wyprawy: Rodred

Wychodząc ze swojego domostwa w  Efehidon zabrałem swoje uzbrojenie oraz jakiś tobołek na paczkę. Złapałem jakiś wóz jadący do Golinogów. Jadąc ważyłem paczkę w ręce i się zastanawiałem co może być w środku.

Dragosani:
Wozem owym jechał kupiec. Jechał nie tyle do samego Golinoga, co mniej więcej w tamtą stronę. Miał zawieść trochę towaru do gospody znajdującej się w przybliżeniu w połowie drogi do Golinoga, a później pojechać na wschód. Więc Rodred musiał po tym albo załatwić sobie kolejny transport, albo iść samemu. Biorąc pod uwagę, że w owej gospodzie zapewne zatrzymywało się sporo podróżnych, nie powinno to sprawić wielkiego problemu.
Jednak to były dopiero sprawy przyszłe. Rodred na kupieckim wozie wyjechał dopiero z miasta. Kierowali się traktem mniej więcej na północny zachód, wzdłuż rzeki, mając ją po swojej lewej stronie. Wóz był jeden. Kupiec imieniem Erem jechał ze swoim synem Oskarem. Erem był człowiekiem w średnim wieku w średnim wieku, mógł mieć bliżej czterdziestki, niż trzydziestki. Jego syn zaś był młody. Z siedemnaście lat, nie więcej. Oskar nie odzywał się prawie wcale. Ojciec zaś usiłował nawiązać rozmowę.
- Dobrze, żeś pan się załapał - powiedział. - Nie lubię podróżować sam, a na ochronę nie bardzo mnie stać. A tak, to będzie korzyść dla obu stron - zagadywał.
Paczka, którą to miał Rodred była wielkości butelki piwa, lub wina. Co już wspomniano. Przy tym nie była ona walcem, czy czymś takim, lecz posłuszną bryłą o kwadratowych podstawach. Ot, pudełko owinięte materiałem. Paczka nie była też ciężka. Nie ważyła nawet kilograma.

Rodred:
Yhm... - odparłem nie wiele przejmując się słowami kupca. Zastanawiałem się też co zrobić gdy już dojedziemy. Grosza przy duszy prawie nie mam, a to chyba jest jeszcze kawałek. Zawsze można jakiegoś wierzchowca "zarekwirować". Kiedy uznał ostatecznie ,że spróbuje znowu się do kogoś przyczepić zaczął rozmyślać nad niedawno przeczytaną "Otchłanią".
W pewnym momencie zagaił do kupca naiwnie myśląc, że posiada jakąś wiedzę na ten temat.
-Spotkałeś dobry człowieku kiedyś demona? albo słyszałeś jakieś interesujące plotki na ich temat?

Dragosani:
Kupiec rzucił Rodredowi zaskoczone spojrzenie. Zdziwił go akurat taki temat. - Panie miły, skąd takie tematy? Nie spotkałem nigdy demona i bogowie uchowajcie! Ja tam jestem prostu człek. Mogę powiedzieć za ile idzie cebula w Atusel, albo ryby w Psikucie, ale demony? Siły nieczyste, tfu! - Splunął na drogę. - Magowie mogliby coś wiedzieć. Albo rycerze z Bractwa. Ja tam plotki tylko znam i to co ludzie mówią. - Przerwał na chwili, zastanawiając się jakież to plotki zna.
- Ostatnio podobno grupa naszych wojowników popłynęła na nowoodkrytą wyspę. Zuesh, czy jakoś tak. Mówią, że żyje tam rasa kotoludzi i przez dwadzieścia lat walczyli tam z demonami. A jak pojechali tam nasi, to wytłukli demony. - To było ostatnie wielkie wydarzenie związane z demonami, o którym wiedział prawie każdy na Valfden. Wóz sobie jechał oddalając się coraz bardziej od stolicy.

Rodred:
Eh.. tak jak myślałem..
Oh, temat trudny, wybaczyć mi proszę, jam nie uczony ni biegły w słowie. Ino ciekawski, powiadają "ciekawość to pierwszy stopień do otchłani jest", może z tond pytanie o piekielne poczwary. Wać kontynuuje, droga się dłuży, pora wczesna, mamy czas. Wszakże zarówno plotek posłucham jak i zagadnień handlowych ciekaw jestem. Może i pański syn się wypowie? Czy to nie mowa? Bożą ręką pokarana? Posłucham, posłucham.
Wsłuchuję się w mniej jak i bardziej ciekawe wypowiedzi kupca, starając się odprężyć i wypocząć. Będę potrzebował siły na dalszą drogę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej