Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przesyłka
Rodred:
Wstaje, o jakąś szmatę wycieram topór z krwi kretoszczura, płace za śniadanie tą jedną zarobioną grzywną, biorę wszytko co mam i wychodzę za kompanami już weselszy trochę.
Dragosani:
Krasnoludy, w swej poczciwej hojności, zapłaciły za śniadanie Rodreda, ale oczywiście gospodarz przyjął grzywnę. Wszyscy byli gotowi, mogli więc wyruszyć. Wyszli na podwórze i wystawili wóz z jednego z budynków. Krasnoludy zaprzęgły konie. Cała zbieranina wskoczyła na wóz. Pachołki gospodarza otworzyły bramę i ruszyli. Wóz wyjechał na trakt i skierował się na północ. Niziołek znów wyciągnął kawałek drewna i zaczął coś strugać. A krasnoludy śpiewały jakąś piosenkę w swoim języku. Brzmiało to jak mieszanka kaszlu, spluwania i zgrzytania zębami. I tak jechali.
Rodred:
Siedząc zająłem się swoimi myślami. Jeżeli krasnoludy przerywały "śpiewy" to nawiązywałem z nimi jakąś towarzyską rozmowę na błahe tematy.
Dragosani:
Krasnoludy w końcu przestały śpiewać i obaj śmiejąc się głośno poklepali się po plecach. Zapewne tekst piosenki był dobry. Przynajmniej dla nich. Turfur odwrócił się do Rodreda.
- To była zacna pieśń naszego ludu o złocie - wyjaśnił. - Bardzo pikna, ale niestety po przetłumaczeniu na wspólny dużo traci. A ty znasz, chopie, jakieś pieśni?
Rodred:
Jasne! Kilka pijackich ballad jak i zarówno trochę ambitniejszych tekstów wielkich poetów. Tylko i jedno i drugie trochę glupio śpiewać samemu czy bez muzyki. Dajcie mi gitarę a zaspiewam!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej