- A od czego masz prawe ramię? - odparł bez namysłu gdy przecinał kolejne warstwy bandaży.
- Straciłeś lewą rękę, a więc w teorii i praktyce tylko tę gorszą, mniej użyteczną. - dodał kontynuując swoją pracę.
- Nie będę owijał w bawełnę, na obecnym etapie nie ma możliwości przywrócenia Ci obydwu kończyn, no może poza zabiciu Cię i wskrzeszeniu w zdrowym ciele. Albo zostaniu witalitą... chociaż tego nie jestem pewny. Przede wszystkim masz teraz czas by się szkolić. Po powrocie z wyprawy zapraszam Cię do siebie, dam Ci coś co pomoże Ci w znacznym stopniu pokonać te słabości, ale póki co odpoczywaj, to jest najważniejsze. Dzisiaj w nocy albo jutro uderzy gorączka. Aż dziw, ze nie stało się to już teraz ale Wy jaszczury musicie mieć inny układ immunologiczny, przez co choroby i infekcje nie imają się Was tak bardzo. Większość ludzi po takim czymś nie podniosłaby powieki przez tydzień... o ile podniosłaby ją w ogóle. Uuuuu. - urwał gdy zobaczył ranę.
- Wiedziałem, że tak będzie, ale cóż, nie jest źle. Rana się trochę ropieje, ale nie widzę żadnych oznak martwicy więc nie jest tak źle, że się powtórzę. - wyjął z torby inną butelkę z półprzeźroczystym płynem i za pomocą bawełnianej waty przeczyścił ranę wymieniając wacik 6 razy.
- No teraz jeszcze w sumie mógłbyś wypić antidotum, to zabiłoby wszystkie trucizny, które mogą zacząć się tworzyć. Masz wypij. - powiedział podając Jaszczurowi odtrutkę.
Po tym zabiegu jeszcze raz założył opatrunek i owinął go świeżymi bandażami.
- A o protezie pogadamy jak wrócimy. Zdrowia życzę, wpadnę jutro. - powiedział, pozbierał swoje szpargały i wyszedł.
Tracę odtrutkę 0,2l