Pierwsza potyczka z hordami demonów została zakończona. Niestety, ale nasza organizacja poniosła sporą stratę. Jeden z członków został pozbawiony ręki i nie będzie zdolny do dalszej walki, która przecież jeszcze nas na tej jakże urokliwej wyspie czeka. Z drugiej jednak strony należy cieszyć się, że nasz wojowniczy jaszczur nie stracił przy tym żywota, a co tu dużo mówić była całkiem blisko.
Rozpoczęcie uczty w takim momencie była dla mnie zdecydowanie dziwnym zagraniem ze strony kunan. Przecież jeszcze nie uprzątnięto całego śmierdzącego truchła i nie pogrzebano towarzyszy. Widocznie taka kultura i obyczaj - pomyślałem. Jadłem i piciem oczywiście nie pogardzę, gdyż cała ta przeprawa odebrała mi sporo sił, zarówno fizycznych jak i psychicznych, w końcu była to pierwsza bitwa z moim udziałem i chociaż zbytnio się nie udzielałem to jednak emocje mi się udzieliły. Dlatego też pomyślałem, że poczęstunek dobrze zrobi mojej "rozkałatanej" personie.