Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Xvier aep Deler:
Xvier miał chwile na przemyślenia, nie do końca wiedział jak sie zwrócić do kotoludzi, nie znał ich zwyczajów i nigdy nikim nie dowodził, ba nawet nie był nigdy na wojnie. Krasnolud jednak wiele nie pomyślał, bo kunanie okazali się świetnie zorganizowani, w jednej chwili stanęło przed nim 32 kotoludzi.
To bedziem improwizował. Krasnolud wyprostował się i wypiął klatkę piersiową do przodu, chciał wyglądać dostojnie.
- Witam, jestem Xvier i dzisiaj bede wami dowodził! Bedziem obsługiwać artylerie ze statku, a teraz do wozów z armatami! Trza je dać na tamto wzgórze - wskazał palcem miejsce wyznaczone przez Aragorna. - Do roboty!
Po krótkim przemówieniu udał się ze swoim oddzialikiem w stronę wozów z armatami, gdy tylko dotarli pomógł zaprzęgnać nosorożce do wozów i ruszyli w stronę wcześniej wyznaczonego miejsca. Gdy dotarli na miejsce rozładowali armaty, z czym mieli całkiem niezły problem bez dźwigu, a następnie rozstawili 16 armat w jednej linii. Troche im zeszło z tą cała robotą, a gdy skończyli armia zebrała się już przed miastem. Nadszedł czas na pogawędke z żołnierzami.
- Dobra pany! Słuchać mie! Dobrać się w 2 na armatę! - kunanie natychmiast ustawili się w parach - Załadować działa i strzelać na mój rozkaz!
Po tej komendzie kotoludzie sprawnie załadowali działa, a krasnolud ustawił się dumnie twarzą w kierunku armii i wypatrywał jakichś sygnałów od dowództwa.
Gordian Morii:
Nie czekając na odpowiedź Aragorna Morii podjął jeszcze inny temat.
- Ta sytuacja przypomina mi scenę z pewnej książki, którą czytałem jeszcze za dzieciaka. Dwie wielkie armie spotykają się na rozległych równinach w samym środku lata. Jedni stoją w polu i grzeją się w pełnym pancerzu, drudzy za to bezpiecznie kryją się w cieniu lasu. Idąc tym tropem powinniśmy im teraz wysłać herolda wzywającego na bitwę śmiertelną, który w podarku zaniósłby im dwa nagie miecze i jednocześnie zaprosił do wyjścia z lasu i stanięciu w polu. Na nieszczęście dla nas Ci grzejący się zostali pokonani, a ich wódz zginął prawdopodobnie zaźgany przez jakiegoś pomniejszego rycerza.. więc może być różnie.
//: A tak przy okazji Miśku do obsługi armaty na polu bitwy zawsze brało się trzech gości. :P
Xvier aep Deler:
//arguś dał 16 armat i kazał wziąć 32 ;c
Hagmar:
//Bo Aruś jeszcze nie wie że tak jest optymalnie ;p To nowatorskie podejście.
- Znam tę opowieść, tyle że demony tak czy inaczej nie odczuwają zmęczenia. - założył hełm na łeb i zasunął przyłbicę - Artyleria jest w dobrym miejscu, na tyłach jest zacny punkt medyczny, mam nadzieję się tam z Tobą nie zobaczyć przyjacielu. A jakby mnie zabili, i ciało miało wszystkie kończyny i organy w miare blisko siebie... bądź tak miły pozbieraj mnie szpadlem.
Nawaar:
Dhampir jeszcze nie zamykał przyłbicy chciał wszystko dokładnie widzieć, aby móc szybo i celnie strzelić. Spojrzał jeszcze na bezchmurne niebo i rzekł w sumie do siebie.
- Nie zginę tutaj za daleko zaszedłem, a mam jeszcze wiele do roboty.
Tak powiedział i się zdeterminował. W jego oczach pojawiła się duża chęć przeżycia i tego nie krył. Jednocześnie poczuł chęć mordu na demonach, chciał jak najszybciej wybić tylu ile się da. Tak skupiony patrzył na bramę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej