Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Hagmar:
Nazwa wyprawy: Wyzwolenie Zuesh
Prowadzący wyprawę: Aragorn
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Musk (muskuł mózgu) ogólne ogarnięcie.
Uczestnicy wyprawy: Aragorn Tacticus, Melkior Tacticus, Mohamed, Gordian Morri, Funeris Venatio, Dagosani, Evening Antarii, Drasul, Xvier aep Deler, Drasul, Szeklan z Tihios,, Shandris, Silvaster, Themo, Thoran, Patricia de Drake, Adaś (chyba wszyscy). Dodatkowo 100 żołnierzy Bractwa ÂŚwitu i krasnolud Yarpen (NPC'e)
Słowo od MG
//Dołączyć może każdy do czasu aż wyjdziemy z portu, później nie ma magicznego "a spałem w ładowni" ;)
//Mimo iż walki będą na poziomie "hard" zapraszam wszystkich gdyż po pierwsze jest to ważna wyprawa fabularna, a dwa dla każdego będzie zajęcie :) Have fun!
3 dzień Veris roku 20 II ery, zgodnie z planem miała dziś wyruszyć ekspedycja militarna z pomocą dla Zuesh. Aragorn miał nadzieję że kotom udało się przetrwać jeszcze jeden tydzień i nie płyną wyzwalać ruin i trupów. Stał na kasztelu "Miecza Boleści", potężnej bojowej fregaty którą właśnie kończono załadowywać.
//Jest 12:00
Mohamed Khaled:
Kruk, według słów wuja, zjawił się w porcie krótko po tym, jak po mieście rozeszła się plotka, że planują wypłynięcie. Odziany w płaszcz, z kapturem nasuniętym na łeb, wyszedł z cienia i skierował się na statek/
- Czołem, wuju! - przywitał się z Aragornem, gdy dostrzegł jego posturę.
Hagmar:
- Czołem. Gotowy? Mam nadzieje że mi okrętu nie zarzygasz.
Dragosani:
W porcie zjawił się Dragosani. Oczywiście w pełni uzbrojony i, jak zawsze, odziany w czarny strój ze skóry tarlessta. Bo jakżeby inaczej? Stanął sobie na nabrzeżu i rozejrzał się w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby być członkiem tej wyprawy. No i dostrzegł. Wielki, czarny jaszczur stał sobie na nadbudówce pokładu jeden z nowiutkich fregat. Nie trzeba było się nawet zastanawiać któż to taki. Udał się więc w tamtym kierunku. Zatrzymał się na nabrzeżu, nie wchodząc jeszcze na statek.
- Aragorn! - zawołał. Tacticus już gadał z jakimś maurenem. - Słyszałem, że trzeba nić jakieś demony - dodał jeszcze.
Gordian Morii:
Przyjechał i on. Gordian nie zamierzał przeciskać się przez uliczki portowe klasycznie z buta, przyjechał więc konno. Zatrzymując się na nadbrzeżu spiął konia i z siodła zawołał do spacerującego po deku Aragorna.
- Witaj mości hrabio. Płyniemy tylko tym okrętem czy masz może miejsce w ładowni, żeby załadować tam mojego konia?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej