Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (132/191) > >>

Nawaar:
Dhampir natomiast siedział już, przy stole. Na dwory się nie pchał nie był tutaj od tego a polityka go nie dotyczyła. Musiał teraz napełnić swój brzuch głód mu doskwierał, a w razie zranienia mógł się szybko wyleczyć. Tak to było powodów dla, którego jadł posiłki. Silvaster szybko dobrał się najpierw do ryb, pamiętał jak smakowała mu wtedy kiedy przybyli tu pierwszy raz. Ta smakowała podobnie, ale bez łyka wina się nie obyło i na momencie dolał sobie do kubka trochę czerwonego napoju. Gdy skończył z rybą dobrał się do kurczaka albowiem Silva lubił mięsko. Pochłaniał je na spokojnie i starał zachowywać się kulturalnie, ale wtedy mu zaświtało aby zapytać, czy gdzieś nie ma jego karczmarza, co umiał mapę rysować. Dlatego zagadał kunana obok.
- Nie wiesz czy karczmarz, który prowadził swój lokal w porcie przeżył atak? Chciałem z nim porozmawiać, ale nie sądziłem że nasz powrót zaczniemy od odbijania portu, a potem całego miasta.

 

Xvier aep Deler:
Krasnolud siedział za obficie zastawionymi stołami. Nawet jego ukochane goloneczka i piwo mu nie pomogły. Zjadł i wypił co należało, ale bardziej napełnił swój brzuch, niż zjadł. Wszystko wydawało mu się mdłe i bez smaku, a cała atmosfera uczty jedynie go denerwowała. W pewnym momencie po prostu wstał i wyszedł. Następnie dreptał spokojnie z nóżki na nóżkę w stronę okrętu, a jego myśli się kłębiły. Cała drogę nie mógł znaleźć odpowiedzi dlaczego Szeklan drugi raz, przecież ledwie go poskładali. Przecież niedawno z nim rozmawiał, niedawno cała kompania śmiała się razem, a tu takie coś. Cały potok myśli przerwało dotarcie krasnoluda pod okręt. Wszedł on na pokład, a następnie usiadł obok kolegi, patrzył na niego i milczał. Przynajmniej tam poczuł się troche lepiej.

Hagmar:
- Jaśnie pan kanclerz... Drago... - dracon przerwał, zauważył cień wśród licznych dusz w okolicy które i widział wampir, mieli tu astralnego. - Astralny skurwesyn, czuje chuja. Znajdź generała Vargasa niech aresztuje Valoora. Prędko. Sam zaś usypał ścieżke soli u wejścia do namiotu.
Gordian

- Rozumiem to, ale ja musiałem żyć w otoczeniu twardodupnych "lepszych" kotów mających pieniądze...  Stare Miasto nie zawsze miało mury.

W tym samym czasie do namiotu wszedł Aragorn.
- Wasza wysokość, mamy tu astralnego demona... i waszego zdrajce.
- Spokojnie, mam znamie. Musiałem wygolić futro by mi to wytatuowano. Zaraz? Macie go? Kto to na 9 kręgów Otchłani?
- A jak myślicie?

Silva

- ÂŻyje, siedzi tam o.

Nawaar:
- Dzięki.
Powiedział do kunana i wziąwszy butelkę z winem oraz dwa kubki podszedł do niego, po czym usiadł.
- Witaj mam nadzieję, że pamiętasz mnie?
Spojrzał na kota i polał wina.
- Widziałem, że karczma nadal stoi ale wiesz sądziłem, że umarłeś jesteś w stanie opowiedzieć jak doszło do ataku na miasto?

Dragosani:
Drago skinął głową i ruszył na poszukiwania generała. Szedł ot tak, nie zwracając na siebie uwagi. W nocy, w blasku ognisk i pochodni wampir był w zasadzie jednym z cieni. Szukając generała, zerkał co jakiś czas na demona, który był obecny w okolicy. Wolał mieć go na oku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej