Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Evening Antarii:
Evening szła z przodu, ale nie aż tak żeby narażać się na pierwsze ataki demonów... Aragorn siał już spustoszenie. Młoda paladyn ruszyła więc do walki. Na cel wybrała sobie kilka demonów, które kłębiły się niedaleko.
Najpierw musiała się wzmocnić. W tym celu wypowiedziała dwa słowa. Dwie inkantacje: Grshiz i Anosh wypełniły ją mocą od samego boga, który ma rozpraszać mrok zła, tak jak jego słudzy. Wzbogacona o dodatkową energię zaatakowała pierwszego zbliżającego się przeciwnika pociskiem esencji. Skupiła się na miłych uczuciach i doznaniach, których niedawno doświadczyła. Wszystkie skumulowane razem sprawiły, że nad jej wolną ręką uformowała się magiczna kula wielkości armatniej. Eve wypowiedziała inkantację Izeshar!, a zaraz potem naładowana potężną siłą kulista forma, pchnięta w stronę demona po łuku, trafiła go w czerwony łeb, tuż poniżej rogu. Cielsko opadło bezwładnie w tumanach popiołu i smrodu zwęglonego mięsa. Nie było jednak czasu na chwilę oddechu.
Moment później do Eve dopadła kolejna bestia. Topór przecinał powietrze. Na szczęście ogrzy potwór nie miał miejsca by się rozpędzić, więc nie mógł szarżować w swój typowy dla siebie sposób. Evening uchyliła się przed ostrzem jego broni by wyprowadzić cios swym srebrnym mieczem od dołu. Trafiła go w szczękę, ale podłużna rana zagoi się zaraz i nie zostanie nawet ślad. Demon się rozjuszył, miał straszliwą chęć coś podziabać swoim toporem! Ale dziewczyna się nie da porąbać jakiejś szkaradnej istocie. Blokując mieczem silny cios topora, upatrzyła sobie szybko miejsce za nim, a sekundę później znalazła się w wybranym miejscu. Demon poleciał lekko do przodu gdyż stracił punkt podparcia jakim była Eve. Paladyn skorzystała z okazji i podcięła bestii nogi. Ogrzy demon upadł wściekły, zaryczał głośno. Zrobiła krok na bok i wbiła ostrze w skroń przeciwnika niemal do połowy. Zdechł.
Zdążyła tylko wyjąć swój miecz z jego czaszki a już musiała uważać na kolejnych. W jej stronę biegły dwa. Dwa czerwone bydlaki, okropieństwo. Tego który biegł bardziej z tyłu pokonała pociskiem esencji. Pomyślała o czymś przyjemnym a potem wypowiedziała Izeshar. Kula magii z dziedziny życia uformowała się a potem poleciała, nieco po zakrzywionej linii, ale trafiła w podbrzusze przeciwnika. Nie zdążył ochronić się pawężą - na szczęście.
Aby pokonać drugiego, najpierw uskoczyła w bok by uniknąć jego ciężkiej broni. Potem zrobiła obrót, a demon próbował nadążać za jej ruchami. Zaatakował z ukosa, topór przeleciał obok jej ucha tak blisko, że zdołała poczuć powiew. Uchroniła się jednak i zdeterminowana postanowiła jak najszybciej zakończyć walkę z tym rogatym brzydalem. Sparowała jego uderzenie, a potem wywinęła się spod jego ucisku i skoczyła. Srebrnym ostrzem pchnęła w jego gardło. Możliwe, że przeszło na wylot. Na pewno jednak przebiło ważne tętnice gdyż krew wypływała intensywnie. "Zdięła" demona z jej miecza kopniakiem.
//4 padło.
59 ogrzych demonów (w tym ranny w oko)
Thoran:
Ogólnie rzecz biorąc rzucenie się w wir walki pomiędzy rozwścieczone demony było ostatnią rzeczą którą chciałbym zrobić. W zasadzie gdybym to zrobił to na pewno byłaby to ostatnia rzecz w moim skromnym życiu. Bitwa i ogólnie rozumiana rozpierducha z tym związana powinna raczej służyć tym zbójom okutym w ciężkie pancerze po których demoniczne ostrza będą się jedynie ześlizgiwać. Dlatego też nie włączając się do walki bezpośredniej w której uczestniczył już Silva i Melkior postanowiłem ustrzelić jednego demonicznego biedaka z mojej niezawodnej kuszy. Załadowaną broń przyłożyłem do policzka, wybrałem cel i zwolniłem zabójczy mechanizm. Srebrny bełt niczym spadająca z nieba gwiazda przeleciał przez pole bitwy z sykiem i błyskiem wbijając się w dłoń jednego z walczących demonów. Teraz postanowiłem ubezpieczać tyły lub ewentualnie bronić się przed jakimś zbłąkanym potworem, który tylko sobie znanym sposobem przedarłby się przez walczących z przodu. Dlatego też założyłem kuszę ponownie na plecy, a założyłem na swą lewą rękę stalowy puklerz, a w prawej dzierżyłem srebrny topór.
27 bełtów pozostaje
59x Ogrzy Demon (W tym ranny w oko) i jedne ranny w rękę
Gordian Morii:
- Xvier pilnuj tego jak oka! - zawołał do krasnoluda rzucając mu torbę z przydatnymi szpargałami. Odrzucił płaszcz z ramion i sięgnął po szablę, która jak to miała w zwyczaju ze zgrzytem wyjechała z pochwy. Drugą ręką złapał za pistolet, który w sumie był jedną z przydatniejszych rzeczy jego arsenału i ruszył do przodu w kierunku walczących paladynów i demonów. Nie postąpił ani głupio, ani nierozważnie, gdyż nie pchał się jak skończony idiota w sam kocioł, gdzie mógł zginąć na 352 sposoby w czasie krótszym niż wyrecytowanie swego nazwiska od tyłu a było to tylko krótkie "iirom" zajął się za to wsparciem rycerzy doskakując do demonów, które starały się zaatakować jednego paladyna we dwójkę, bądź dobić takiego, któremu noga się omsknęła i leżał na plecach.
Szybko więc znalazł idealny cel. Młoda wojowniczka zakonu Zartata ścierała się z demonem. Szło jej całkiem nie najgorzej, ale nie wiedziała, że tuż po prawej jeden z przebrzydłych gnoi dźwignął się z kolan otrząsając się z chwilowego zamroczenia. Morii ruszył w tamtą stronę przybywając idealnie w czasie by prostym blokiem zatrzymać cios topora, który zmierzał pomiędzy łopatki niewiasty.
Demon był silny i to silny jak skurwiel... więc kapitan miał problem, żeby utrzymać ten cios. Nie mniej zdołał to robić na tyle długo, żeby podnieść pistolet i praktycznie z przyłożenia wystrzelić mu prosto w łeb. Oszołomiony strzałem demon odskoczył w tył opuszczając topór a Gordian smagnął mu w tym czasie szablą odcinając pięknym ciosem łeb od reszty ciała. W międzyczasie paladynka urypała kolejnego demona.
- Dzięki za pomoc! - rzuciła
- Polecam się! - odparł i ruszył dalej w poszukiwaniu kolejnego celu.
57x Ogrzy demon
DarkModders:
Szeklan przeszedł na same końce strzelców. Chciał osłaniać ich w razie nagłego zwrotu akcji choć sam wolałby powalczyć w polu. Wpatrywał się uważnie w pole walki wyszukując jakiejś zbłąkanej duszy, której można odrąbać łeb. Miał oczy szeroko otwarte.
TheMo:
I ruszył. Z mieczem w dłoni pognał na jednego z demonów. Już miał go ciąć przez plecy, ale odwrócił się i zablokował cios puklerzem. Themo ponowił cios. Kilkukrotnie nie dając wrogowi szansy kontrataku. Kiedy już zrobił przerwę, by dać przeciwnikowi możliwość ataku, odskoczył nieco w bok parując topór końcówką ostrza. Szybko wyjął zza pasa swój sztylet i wykonał piruet znajdując się za plecami ogra. Wbił mu kilkukrotnie srebro między łopatki i w kark dziurawiąc go przy tym niemiłosiernie. Demon padł pod wpływem uderzeń Ostrze przeciw ciemności.
56x Ogrzy demon
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej