Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Patty:
Dobyłam miecza, odkładając chwilowo kiścień i zaczęłam przelewać do niego cząstkę łaski Zartata. Odkryłam w sobie pasję rzucania różnymi przedmiotami, a ten miecz wydawał mi się idealny do tego zadania. Wzleciałam w powietrze i odnalazłam pierwszą ofiarę, czarna klinga jarzyła się już mocno niebiańską energią, toteż zamachnęłam się potężnie i posłałam dwuręczny miecz prosto w ogrzego demona. Mimo że bestia była wrażliwa na srebro to byłam pewna, że moja półtoraręczna klinga da sobie radę. I tak też było, ostrze po prostu przerąbało potwora na dwie części, od barku po biodro, obie połowy upadły na ziemię zalewając ją krwią, miecz zatoczył delikatny łuk i wrócił do moich rąk i nie tracąc czasu znów zaczęłam przelewać do broni boską moc, nasycając ją energią. Lecąc nad polem bitwy wybrałam kolejnego nieszczęśnika i cisnęłam mieczem, na chwilę zatrzymując lot, miecz zawył w powietrzu i tym razem udało mi się podzielić potwora na dwie, równe części, demon został przerąbany idealnie wzdłuż ciała.
Wylądowałam szybko, w biegu i cisnęłam klingą po raz ostatni, uprzednio nasycając broń łaską Zartata, kolejny demon upadł, tym razem rzut po prostu odciął łeb stwora. Zaczęłam gromadzić energię magiczną, przelewając ją do lewej dłoni i skupiając w proste, choć całkiem silne zaklęcie.
- Izeshar! - wymówiłam inkantację i stworzyłam nad ręką pocisk, małą białą chmurkę pełną wyładowań i z pomocą telekinezy cisnęłam nią w szarżującego na mnie właśnie demona, kierując pocisk po mocnym łuku, trafiłam idealnie w głowę demona, energia przepaliła czaszkę bestii i pozbawiła ją życia. Miecz zdążył wrócić, jednym, płynnym ruchem wsunęłam go do pochwy na plecach i dobyłam kiścienia. Dopadł do mnie kolejny demon, zdążył zadać cios, ostrze topora ześlizgnęło się po pancerzu. Skupiając w sobie zarówno moc Zartata jak i magiczną zadałam potężne uderzenie prosto w podbródek demona, posyłając go w powietrze, nie tracąc czasu przemieściłam się przed niego, składając się do następnego ciosu, uderzając prosto w brzuch, niemal czułam, jak srebrna kula kruszy żebra i miażdży narządy wewnętrzne. Następnie przemieściłam się za plecy demona, trafiłam w plecy, przepełniająca mnie moc nadała uderzeniu dodatkowej mocy, słyszałam, jak chrupnął strzaskany kręgosłup, wróg był już niemal martwy, wystarczyło dokończyć dzieła, pojawiłam się nad jego głową, zadając kończący atak cios, prosto w czaszkę, siła uderzenia była tak silna, że posłała zmasakrowane zwłoki w ziemię.
9x ogrzy demon (podobno jeden ranny)
//ÂŁaski bojowe: święty rzut i gniew Zartata, zaklęcie: pocisk esencji.
Dragosani:
Czekając na sposobność do ataku, Funeris coś tam poczarował. W chwilę po tym, jak jego inkantacje rozbrzmiały, Drago poczuł napływ siły. Było to dość niezwykłe za dnia, lecz niewątpliwie prawdziwe. Jakby zaklęcie anioła rozwiało na moment dzienne osłabienie. Wampir oczywiście nie narzekał na takie wzmocnienie. W walce trzeba było korzystać z każdej sposobności pokonania wroga. Wykorzystać każdą jego słabość i swoją przewagę. Szczególnie w walce z demonami. Wampir na razie czekał, puszczając przodem wściekły atak aniołów, który przetoczył się po szeregach demonów jak pożar suchego lasu. I wtedy ruszył do akcji. Wyrwał bułat z pochwy i przeskoczył barykadę. Na polu walki zostało już stosunkowo niewiele demonów, lecz i one mogły stanowić zagrożenie. Należało więc uważać. I Drago uważał. Chociaż było bardziej prawdopodobne, zę demony rzucą się zgrają na anioły, niż samotnego wampira. Drago nagle spostrzegł zagrożenie, jeden z demonów skierował w jego kierunku róg i zaszarżował. Atak ten był zapewne potężny i mógł zaskoczyć. Z tym, że Antares walczył już z demonami, które wykorzystywały podobny atak. Odskoczył zwinnie w bok, wykorzystując swoja nadludzką zwinność, nadaną mu w czasie przemiany w Bestię. Ogrzy demon z rykiem minął go. Udało mu się wyhamować. Odwrócił się i rzucił się wściekle na wampira. Demon zbliżył się bardzo szybko. Nastawił ramię, aby staranować wampira, lecz i przed tym Drago wykonał unik. Zwinny i szybki odskok w stronę, po której były plecy demona. Ten znów odwrócił się szybko, tnąc toporem poziomo i szeroko. Drago schylił się, ostrze topora przemknęło nad nim. Demon zaatakował ponownie niemal od razu. Był szybki, walczył wściekle i chaotycznie. Spróbował trzasnąć wampira tarczą, lecz ten odskoczył w tył. Był jak wąż, wijący się i nie dający się złapać. Jak komar, latający wokół, denerwujący i nieuchwytny. Z tym, ze potrafił zadać o wiele poważniejsze rany niż komar. Zanim demon zaatakował ponownie, wampir wyciągnął przed siebie demoniczną dłoń i posłał w jego kierunku wiązkę piorunów. Takie coś zaskoczyło ogrzą paskudę. Pioruny trafiły go w pierś i w głowę. Demon próbował zasłonić się tarczą, lecz nie zdążył. Jego skóra była jednak zbyt gruba, aby pioruny mogły go śmiertelnie zranić. Ale wywołały szok, jego mięśnie na moment przestały reagować w normalny sposób. Drago wystrzelił do przodu, napędzany mocą Bestii i ta pochodzącą z zaklęcia Funerisa. Błyskawicznie znalazł się przy demonie i równie szybko ciął bułatem. Zadał ranę w udo potwora. Oczywiście taka rana, nawet zadania czarną rudą, dla demona nie była problemem. Jego witalność umożliwiała mu niemal natychmiastową regenerację. Ale też ta rana nie miała go tak naprawdę uszkodzić. Wampir uchylił się przed ciosem topora. Odskoczył w bok, tak ze znalazł się po prawej stronie demona. Po stronie jego reki, w której trzymał topór. I nie ustawał w szybkich atakach. Ciął bułatem w jego rękę. Ostrze trafiło tam, gdzie miało trafić, tuż powyżej łokcia potwora, i odcięło kończynę. Demon ryknął wściekle i szybko odwrócił się, aby walnąć wampira tarczą. Bez specjalnej techniki, zwyczajny prosty, ale też potencjalnie zabójczy cios. Drago uchylił się. Strata ręki zmniejszyła potencjał bojowy demona, lecz wciąż był on spory. Ogr znów zaatakował ramieniem, chcąc zmiażdżyć wampira, lecz i ten raz Drago zdołał odskoczyć w bok. Demon w biegu wyminął go. Wampir natychmiast przyskoczył do niego i ciał go potężnie w nogę. Czarna, zakrzywiona klinga była stworzona do cięcia. Noga demona została oddzielona od reszty ciała. Ciężki potwór zwalił się na ziemię. Antares wykorzystał okazję i doskoczył do jego karku. Zadał jeden precyzyjny cios w jego szyję, odcinając mu głowę i pozbawiając życia demona. Nie delektował się jednak tą chwilą, tylko odskoczył kilka metrów w tył, w stronę barykady. Nie chciał narazić się na atak pozostałych demonów. Chociaż one raczej były zajęte ponoszeniem śmierci z rąk aniołów.
8x ogrzy demon (podobno jeden ranny)
Evening Antarii:
Moc Zartata, siła jego łask, spokój emanujący od Funerisa sprawiały, że nie miała w oczach strachu. Tylko zdeterminowanie, gotowość do walki i poświęceń. Miecz już dzierżyła w dłoni, zasłoniła przyłbicę...
Nie zwlekając, odbiła lekko w bok, szykując się na grupkę demonów zmierzających w jej stronę. Biegły chaotycznie, nierówno, w grupie - a jakby oddzielnie. Pierwszy z nich zaczął swoją szarżę. Kopyta uderzające o podłoże wydawały głuchy tętent i wzburzały kurz. Eve obróciła się, by uniknąć ciosu rogiem. Ogrzy demon wyhamował i zawrócił by zaatakować dziewczynę toporem. Uniknęła jednak jego ostrza odchylając się w bok. Wtedy zadała mocny, silny cios, jednak trafiła jedynie w jego puklerz. Srebro uderzyło o stal; powstało niemiłe dla ucha zgrzytnięcie. Potwór znów zaatakował. Wykonał zamach swoją bronią na wysokości ramion. Evening odskoczyła a potem zwinnym, niespodziewanym ruchem, znalazła się z boku demona i przejechała ostrzem po jego szyi. Oderżnęła mu łeb, do połowy. Cielsko pierwszego zabitego przez nią demona padło na ziemię. Był martwy.
Spojrzała się w stronę nadciągających przeciwników. Pomimo całej tej sytuacji, pożaru, wojny, śmierci itepe, itede... zmusiła się do miłych wspomnień. Dzieciństwo, chwile spędzone z matką albo nad piaszczystych plażach pozwoliły jej na skorzystanie z magii. Z żywiołu należącego do dziedziny życia. Energia magiczna sprawiła, że nad jej dłonią pojawiła się śmiercionośna kula. Wśród szczęku stali, odgłosów konania, rozcinanego i palonego mięsa dało się usłyszeć zdecydowane Izeshar!. Evening za pomocą telekinezy, po ukośnej trajektorii, posłała śmiercionośną kulę prosto w łeb nadciągającego demona. Kolejny padł i zdaje się, że został stratowany przez pędzącą grupkę. Jeszcze raz skumulowała w sobie miłe przeżycia. Tym razem te związane z Bractwem: kolejne nauki i awanse. Pocisk esencji znów pojawił się nad jej wolną, lewą dłonią. Słowo Izeshar! zabrzmiało ponownie i kolejna magicznie naładowana kula została ciśnięta w stronę piekielnych bestii. Trafiła jednego demona gdzieś w korpus. Pewne natomiast było, że pocisk zostawił szeroką, czarną, spopieloną dziurę. Ale niektóre demony się przedarły. Za nic miały sobie łaski Zartata, którymi była teraz obdarzona. I to był ich błąd. Gdy jeden z przeciwników znalazł się naprawdę blisko niej, zaatakowała mieczem. Wykonała cięcie z dołu. Demon odparł je niestety swoim stalowym puklerzem. Spróbowała znowu, tym razem z boku i na ukos. Miecz wtopił się w jego bark, nie robiąc mu jednak większej krzywdy. Bardziej go tylko to rozjuszyło. Zaczął chaotycznie machać toporem. Evening skorzystała z sytuacji i przemieściła się za jego plecy. Tam wzniosła miecz wysoko i wbiła go w kark piekielnego pomiotu. Zadławił się krwią, upadł na kolana i skonał. Pomogła sobie stopą, by wydostać ostrze z jego masywnego cielska.
Bestie jednak nie dawały odpocząć paladyn. W jej kierunku, gdzieś z boku, zupełnie niespodziewanie, zaczął się zbliżać kolejny demon celując w nią swoim rogiem. Uniknęła jego ataku w porę uskakując w bok. Gdy rozpędzony przeciwnik znajdował się jakieś pięć metrów od niej, szybko zdecydowała się na ponowne użycie pocisku esencji. Przypomniała sobie szczęśliwe chwile spędzone ze swoim narzeczonym, a także spojrzała na rubinowy pierścionek na palcu. Jakby chciała sprawdzić, czy wciąż tam jest. Jest. I magia szybciej zaczęła krążyć w jej żyłach i pulsować w komórkach. Rozległo się kolejne zdecydowane Izeshar- inkantacja która ożywiła kulę i z pomocą telekinezy posłała ją w łeb demona. Bezgłowa bestia upadła obok ciał swych towarzyszy.
// 6 padło
Hagmar:
Gdyby Aragorn był prostym kunańskim wojakiem to teraz stałby z taką - <huh> - miną podziwiając masakrę... Nie, rzeź. To co anioły zafundowały demonom było jak... jak coś okropneg i i pięknego zarazem. Dracon ruszył do przodu kumulując moc zaklęcia w punkcie w którym stały ostatnie paskudy, teraz idące na niego. W promieniu 15 metrów od siebie miał czysto. Czekał... - I choćbym kroczył ciemną doliną zła się nie ulęknę...
Iaesh qiash xugro agrosh! - dokończył klaszcząc nad głową i uwalniając niszczycielską moc czaru, czarna fala zalała szarżujące pokraki rozrywając je na strzępy.
0x ogrzy demon
Funeris Venatio:
Bractwo ÂŚwitu wdarło się w demony niczym ciepły nóż w masło. Dragosani dodatkowo wspierał rycerstwo Valfden na drodze ku pokonaniu swoich przeciwników pochodzących z Otchłani. Krótkie potyczki, miażdżąca przewaga liczebna, łaski bojowe i po prostu zwykła determinacja - czy tym ludziom potrzeba było więcej? Ani trochę. Podczas tego pierwszego starcia nie zginął żaden z poddanych króla Isentora. ÂŻaden rycerz nie stracił zimnej krwi, nie zagalopował się, nie utracił koncentracji. Wszyscy działali niczym jeden organizm. Organizm wyćwiczony, zgrany, znający swoje ograniczenia, ale i mający świadomość swojej siły. Demony nie miały tej zalety. Były bezwładną kupą mięśni, która w chaotyczny i nieskoordynowany sposób atakowała wszystko, co pojawia się przed nimi. Brutalną siłą chcieli zastąpić to, co mieli ich przeciwnicy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej