Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wyzwolenie Zuesh
Funeris Venatio:
- Behtrezen, za nami! Osłaniajcie wymarsz, bądźcie czujni. Ruszamy w stronę sztabu dowodzenia, Evening idziesz ze mną. Gordianie - zwrócił się do Pierwszego Kapitana Valfden - wychodzi na to, że statek jest pod Twoim dowództwem do czasu aż nie rozeznamy się w sytuacji.
Anioł wskazał mieczem kierunek Bractwu i zszedł z Aragornem i Evening ze statku. Ich okute w rudę buty uderzyły o bruk nadbrzeża. Gdzieś tam z boku najpewniej kroczył również Dragosani, bo jak to tak by było, że by nie ruszył z nimi. Bethrezen rozlokowywał dziesiątki rycerzy po całej szerokości pasa, którym podążali. Jednostki uzbrojone w buzdygany, kiścienie i młoty, schowane za mocnymi tarczami z godłem Bractwa. Czujni, wzrok schowany za przyłbicami hełmów lustrował otoczenie. Smród spalenizny dochodzący od zabudowań wwiercał się w nozdrza, lecz oni byli twardzi. Oni byli elitą, oni byli rycerstwem królestwa Valfden. Bethrezen Hatton ze swoją dziesiątką robił za szpicę, obok niego w szyku szli dracon, anioł i jego narzeczona. Po niedługiej chwili dotarli do placu przed burdelem, gdzie zajęli obronne pozycje przy ścianach i gruzowiskach. Każdy był uważny, rozglądał się wokół. Evening, Aragorn i Funeris weszli do środka. Ujrzeli tam kilku Kunan, którzy ślęczeli nad mapą portu w towarzystwie Melkiora Tacticusa. Poeta wzrokiem szukał Szablastozębnego.
- Zartat jest z Wami, bracia - powiedział, przekraczając próg.
TheMo:
-Kurwa, zemdlał nam tutaj. Czekaj, coś skombinuję.
Skorzystał z tego, że byli obok sztabu. Podszedł do wejścia i otworzył drzwi na oścież, co bardzo zdziwiło kunan siedzących w środku. Jeszcze bardziej ich zdziwiło to, że zaczął je ściągać.
-Wybaczcie, nasz towarzysz potrzebuje tych drzwi. Rozumiecie, ofiary walki, straty wojenne.
Wziął, teraz już prowizoryczne nosze i podszedł z nimi do towarzyszy. Położył je na ziemi.
-Dobra, połóżmy go.
Mohamed Khaled:
- Boje się pomyśleć, co będzie jak przyjdzie tu jakiś inny demon.. albo co gorsza Behemot.
Nawaar:
No to nosze były już zorganizowane, więc dhampir wziął truchło jaszczura i delikatnie położył go na, "Noszach". Drzwi dały radę, bo były z porządnego drewna zrobione. Tak oto pacjent leżący na noszach mógł zostać zabrany do statku. Tam grupa medyków mogła się nim odpowiednio zająć. Teraz Silvaster podniósł drzwi z jednej strony, by ktoś mógł podnieść z drugiej.
- Themo zabierzmy go na statek.
Mohamed Khaled:
- Szefie, co teraz robimy? Jeden z naszych jest ranny, a to dopiero początek desantu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej