Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (67/191) > >>

Dragosani:
Dragosani istotnie wyruszył wraz z Bractwem. Po pierwsze, nie chciał siedzieć na statku, chciał dowiedzieć się nieco o sytuacji. Wolał też nie rzucać się w wir walki. Nie bez planu, szczególnie, że słońce jeszcze świeciło na niebie. Aż żałował, że nie ma tu z nim innych wampirów. Najlepiej Gunsesa i Nikolaja. Wtedy nocą zesłali by demonom małe, prywatne piekło. Uśmiechnął się lekko pod maską. Idąc przez plac w stronę sztabu rozglądał się. I zastanawiał się, jak Kunanie zareagują na jego demoniczną rękę. Musieli tutaj nienawidzić wszystkiego co ma związek z demonami. Jednak nie krył się z nią, nie zakładał na nią rękawicy. Zatrzymał się przed budynkiem. Nie zamierzał pchać się na naradę, jeśli nie zajdzie taka potrzeba stanął więc sobie w cieniu budynku, rozglądając się czujnie. Był gotów do ewentualnej akcji.

Hagmar:
Nie zastali Szablastozębnego, był za to ktoś o wiele poważniejszy i starszy z wyglądu.

- To zajebiście, z całym szacunkiem jakim darze Pana pierzasty rycerzu ale darujmy sobie zbędne ceremoniały i powitania. Generał Vargas, dowodze obroną portu i łataniem kilku łajb "w razie gdybyście sie spóźnili". Zaatakowały wczoraj o 4:55 rano. Trzymamy centrum miasta, port i twierdze Khe. Problem w tym że między nami a Khe są demony. A i po mieście lata takie wielkie 6m bydle.

Funeris Venatio:
- Behemot... nienawidzę skurwieli - skwitował Funeris, instynktownie kładąc sobie dłoń na zagojonych już dawno żebrach.

TheMo:
Podszedł od drzwi i ustawił się tyłem do nich. Kucnął i podniósł przednią ich stronę.
-Nie ma co zwlekać, idziemy. Niech ktoś nas ubezpiecza od demonów.
Drzwi był już poziomo, pozostało tylko donieść rannego na statek. Tak, aby nie nabawił się większych ran. Ruszyli równym krokiem przez miasto, a raczej to, co z niego zostało.

Gordian Morii:
//:3 strony pierdolenia :P

Gdy cała chorda zeskoczyła z okrętu i pognała na łeb na szyję walczyć z demonicznym gównem, Gordian został z tyłu zabezpieczając okręt.
- Wy dwaj na grotmaszt, następni na foka. Zwinąć mi je ciasno, ale w razie czego mają się rozwinąć na prośbę... Jak mi spierdolicie robotę, to nie ręczę za siebie. - mówił instruując orków, którzy już mknęli po sznurowaniach w górę masztu.

- Wy podnieście mi kotwicę. Musimy odwrócić okręt dziobem do wyjścia. Cholera wie czy nie trzeba będzie stąd spierdalać, więc ruchy panowie, ruchy.
Tak darł się i krzyczał i ponaglał, jak to miał w zwyczaju. Gdy statek obrócił się o 180 stopni posłuszny sterom czterech orków zeskoczyło na brzeg i przywiązało cumy.
- Zostańcie na okręcie w pełnej gotowości. Jakby trzeba było spieprzać, to w 5 minut wszystkie żagle mają stać. - to powiedziawszy zszedł na brzeg i ruszył za tłumem, coby się do czegoś przydać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej