Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (3/191) > >>

Melkior Tacticus:
- Cześć. - powiedział Melkior wchodząc po trapie na pokład, wyglądał równie dostojnie i profesjonalnie jak reszta towarzystwa.

Gordian Morii:
Morii zeskoczył z siodła klepnął lekko konia w szyję a przyzwyczajony już do widoku morza, chybotania okrętu i ogólnie słonych, morskich warunków Koszmar posłusznie wszedł za nim po trapie. Teraz trzeba było sprowadzić go do ładowni, a dość śliskie i strome zejście jak na każdej fregacie nie było jakimś super wygodnym dla kopytnych. Nie mniej i to udało się zrobić. Zeszli na przedostatni pokład i kierując się wskazaniami dracona odnaleźli niejaką Kropkę, przy której "zaparkował" koń Gordiana. Zostawiając mu odpowiednio dużo luzu klepnął go jeszcze w szyję i zdjął siodło, bo co się koń ma niepotrzebnie męczyć. Zarzucając skórzane siedzisko na leżącą nieopodal skrzynie ruszył na pokład aby tak po swojemu zwiedzić obcą sobie jednostkę.

Hagmar:
Ośmioro orków stanowiących podstawową załogę fregaty uwijało się wraz z obsługą portu jak w ukropie, cały czas wnoszono proch, kule armatnie, żywność, i pościel. Aragorn oczekiwał wszak około setki żołnierzy.
- To wyspa nieco większa od Feros, porośnięta bujną sawanną i zamieszkana przez kotopodobne istoty. Całkiem przyjazne acz zestresowane. Wśród ich ludu jest zdrajca który co jakiś czas wysyła ofiary demonom. Adamus miał tam węszyć, dlatego został. Może ustalił coś więcej.

DarkModders:
Jaszczur podąrzył w strone portu. W nowej skórzance mógł teraz wreszcie wojować. Odnalazł statek, na którym mieli płynąć na Zueshpo czym wszedł na pokład. Tam już zastał kilka osób w tym bękartów.
- Cześć panowie - powiedział

Funeris Venatio:
Gdzieś po zachodniej stronie dzielnicy portowej panowała większa wrzawa niż zazwyczaj. Ludzie się przepychali, krzyczeli, wskazywali coś palcami. Tłum parobków, marynarzy, żebraków i portowych kurew rozstępował się przed odzianymi w stal i srebro wojownikami. Równymi dziesiątkami brukowaną uliczką szło Bractwo ÂŚwitu. Karnym szykiem, w pełni uzbrojeni, dumni, z wysoko podniesionymi głowami. Każda dziesiątka składała się z jednego oficera w randze paladyna Zakonu Braci i regularnych rycerzy w niepłytowych zbrojach. Bethrezen Hatton szedł w tej pierwszej, w drugiej kroczył Nikolaj Prisjenko. Dalej brat Antoni Deku, Krzysztof z Mamina, Prus z Mazur, Andrzej Konoplanka, Benedykt Pliniusz Młodszy, Cyre Włodarz, Albrecht Colern i na końcu, zamykając pochód, Ulrich Tannenberg. Największe jednak wrażenie robił człowiek, który rozpoczynał regiment rycerzy. Na karym ogierze siedział odziany w szarą rudę mściciel. Jego potężne i rozłożyste skrzydła lśniły się w blasku słońca, nieskazitelna biel piór raziła w oczy. Kierował on swojego Vadera prosto do miejsca, gdzie zacumowano "Miecz Boleści". Z daleka ujrzał swoich towarzyszy, którzy zbierali się na pokładzie.
- Bractwo ÂŚwitu melduje się na okręcie, kapitanie! - zawołał z dołu Funeris Venatio.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej