Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostatnie dni Hemis
Dragosani:
Kultyści nie byli głupi. No, przynajmniej nie ponad miarę. Oczywiście jeśli chodzi o tego, który mówił. Pozostali dalej milczeli.
- Zaprawdę niezbadane są wyroki Mroźnego Wichru. Niech wszystko skuje Lód - odparł. W sumie tak dyplomatycznie.
- Niech wszystko skuje Lód - powtórzyła pozostała dwójka.
Wyszli z miasta i kierowali się w stronę lasu. Brama była otwarta, lecz stało nad nią kilku strażników. Lecz nie zatrzymali ich.
Mogul:
- Niech wszystko skuje Lód. Odszeptał i rozejrzał się za strażnikami. Tak jak podejrzewał, ci byli najpewniej w zmowie. Lecz nie pytał o to ich, nie potrzebował tej informacji do świadomości, że niedługo rozpęta się tu piekło.
Dragosani:
I szli tak, już poza miastem. Bez dalszych słów. Wokół panował mrok i śnieg, wszak było jeszcze Hemis. Mrok i śnieg. Las którym szli był wiekowy. Grube i wysokie drzewa skrywały w ciemności nocne szepty. Wiatr, skrzypienie śniegu i odgłosy małych zwierząt mogły oszukać umysł, że są owymi szeptami. Szli dalej. Mniej więcej godzinę.
Dotarli do groty. Jej wejście skrywał mrok, lecz w jego głębi Mogul mógł dostrzec delikatną poświatę pochodni, jakby gdzieś tam głębiej była ona oświetlona.
- Jesteśmy na miejscu, bracie. Musimy ukrywać się przed wzrokiem niewiernych - powiedział przewodnik.
Mogul:
Ork rozejrzał się po terenie, szedł dalej czujny.
//: zielone światło draguś :P
Dragosani:
Weszli do jaskini. Pierwszy fragment tunelu, który się w niej znajdował był pogrążony w mroku. Dopiero później, za zakrętem, ork zobaczył sporą grotę, do której ścian przymocowano pochodnie. Pomieszczenie było mniej więcej okrągłe, jego średnica miała promień z dwudziestu metrów i było wysokie na jakieś sześć. Tak na oko. Całkiem spota grota. Po jego przeciwnej stronie względem wejścia znajdowało się podwyższenie, na którym ustawiono coś w rodzaju ołtarza. Ociekał zaschniętą krwią. Za nim stał postument, na którym to stało popiersie jakiejś plugawej istoty, jakby demona. Na szyi popiersia zawieszony był jakiś amulet. Surowy kawałek stali. Okrągły o średnicy jakiś dziesięciu centymetrów. Na samym środku znajdował się niebieski klejnot, który zdawał się lśnić wewnętrznym blaskiem. Wokół niego widniał grawer przedstawiający jakieś zawijasy. Coś jakby.ozdobny motyw ludów żyjących na mroźnych obszarach. Sala nie była pusta. Na całej jej długości, przed ołtarzem znajdowało się około dziesięciu zakapturzonych ludzi. Klęczeli i coś tam szeptali w stronę ołtarza. Nie było ław, ani siedzisk, podłoże było gładkie. Przy ołtarzu, z obu jego storn, Mogul zobaczył dwie duże postacie. Poznał je natychmiast. Nocna Straż. Z groty wychodziły także dwa inne korytarze.
- Oto i nasze Sanktuarium, bracie. Nasz mistrz zaraz powinien się zjawić. Wtedy odbędzie się ceremonia, po niej zaś będziesz mógł z nim porozmawiać - powiedział przewodnik.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej