Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pada śnieg, pada śnieg, sypie prezentami!

<< < (7/11) > >>

Nawaar:
Akurat, kiedy szedł stoły już dojechały. Teraz wystarczyło je ustawić i postawić na nich świecę.
- Dzięki chłopy. Zwrócił się do dostawców gdy zwalili stoły z wozu.
- No, to do roboty. Powiedział sam do siebie.
Noszenie lekkich stołów szło mu dziecinnie łatwo i bez problemów je poustawiał w ładnych konfiguracjach, a właściwie w jednej. Stoły wraz z krzesłami zostały ustawione wzdłuż całego placu rynkowego, aby każdy nie czuł się samotny. Wkrótce Silvaster na każdym stole umieścił, po parę świec różnokolorowych tak, żeby nie stały te same obok siebie. Jak mówił wcześniej nie zna się na takich rzeczach, ale ustawił je według swoje gustu. Plac został, więc przystrojony i wystarczyło poczekać na gości, alkohole i jedzenie. 

Hagmar:
Nie wiem ile tego, dużo... piwo korzenne niech będzie, a tu masz pan 370 grzywien. Tylko raz raz, bo czekają pewnie już.

Zostaje 630 grzywien w budżecie

Evening Antarii:
  Krocząc ciemnymi uliczkami Efehidonu, obładowana materiałami na ciepłe koszule, jasnowłosa dziewczyna obserwowała życie niektórych mieszkańców stolicy. Zapalone świece  wewnątrz pomieszczeń zdradzały bowiem tajemnice lokatorów. Przechodząc pod oknem jednej z wysokich kamienic, widziała dwójkę starszych ludzi spokojnie spożywających wieczerzę, dalej w biedniejszym domku jakieś dziecko rysowało kwiaty na oszronionej szybie, zaś w oknie na długiej alejce, niewiele młodsza od niej dziewczyna uczyła się gry na cytrze. Evening przeszła jeszcze kilka ulic, zmierzała bowiem do cechu, poprosić kilka osób o pomoc, nim spotkała małą dziewczynkę siedzącą na schodach. Miała jasną twarz i oczy, pod cienką czapką kryły się raczej brudne, ciemne włosy.  Miała pięć, może sześć lat. Siedziała skulona na zamarzniętych stopniach, trąc o siebie zimne dłonie. Jej oddech zmieniał się w kłębki pary.
-Nie siedź tutaj tak sama...-odezwała się łagodnie Eve, uśmiechając się.-Pomożesz mi zanieść te wszystkie rzeczy? A przy okazji się ogrzejesz, później zjesz coś dobrego, co ty na to?
Mała Mary, gdyż tak nazywała się dziewczynka, okazała się sierotką, ale za to bardzo zabawną i pocieszną- zgodziła się od razu. Całą drogę do cechu opowiadała z zapałem Eve różne niestworzone historie. Widocznie wyczuła w członkini Bractwa kogoś, komu może zupełnie zaufać. Jedna była o zaczarowanym moście nad rzeką, druga o mówiącym ośle i zielonym orku, a trzecia o pocałunku i wielkiej miłości, która pokonuje zło. Słuchało jej się z wielką przyjemnością, wyobrażając sobie wszystkie te dziwa.
Gdy obie dotarły do cechu, w środku pracowało kilka szwaczek. Każda siedziała przy dużej świecy, zajęta swoją robotą. Zaszywały dziury, na drutach robiły szaliki, a jedna ze szczególną skrupulatnością naprawiała jakieś drogie spodnie.
-Dobry wieczór! -oświadczyła rozpościerając materiały na wolnym stole.-To jest mała Mary....-przedstawiła sierotkę.-...i pomoże nam dzisiaj robić swetry dla najbiedniejszych z Efehidonu. Myślę że to dla was nic trudnego i jeśli zrobimy to razem, pomożemy większej liczbie osób, które potrzebują jedynie czegoś ciepłego do ubrania, a może ich nie stać na kupno tego- kobiety ucieszyły się na wieść o takiej akcji, raczej nieczęsto organizowanej w mieście. Tym bardziej się zmotywowały, wiedząc że mogą być częścią tego całego planu. Sophia jako pierwsza wzięła się do pracy, zachęcając tym samym resztę. Potem już każda, Airin, Ella i Irma, zagarnęła swój kawałek bawełny i wełny. Przy pracy wesoło nuciły sobie piosenki, nie jakoś bardzo kojarzące się z hemis, po prostu były one wesołe i umilały pracę, by czas szybciej mijał. Plotkowały przy tym, śmiały się i głośno rozmawiały o rzeczach ważnych i mniej ważnych. A Evening usiadła nieco z boku, szykując coś specjalnego. Ale to miała być niespodzianka!

Funeris Venatio:
Zbliżał się wieczór. Butch, Aragorn, Silvaster, Evening i Funeris byli już na miejscu. Ludzie i nieludzie powoli zapełniali stoły, szepcząc nieśmiale o tym, że to miłe i takie tam. Nie doskwierał duży mróz, więc siedziało się przyjemnie. Każdy witał się z każdym, wymieniał ciepłymi słowami.
- Czekamy jeszcze na kogoś? - spytał Funeris obejmując swoją narzeczoną.

Evening Antarii:
Eve ułożyła ciepłe ubrania na stole, jedno na drugim złożone w kostkę. Jedną koszulę miała ładnie zapakowaną w papier obwiązany wstążką. To miał być taki mały, skromny prezent.
Różne istoty kłębiły się przy stole, mniej lub bardziej odważniej sięgając po przyszykowane potrawy.
-Chyba wszyscy, którzy mieli być- rozejrzała się. Gdzieś obok był Butch i zjawił się nawet Krixos. Aragorn... i dhampir? Jego jeszcze nie znała.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej